
Bądź na bieżąco!
Jeśli chcesz być informowana/y o nowych rozdziałach kliknij przycisk znajdujący się obok!
Cudowne życie - rozdział 9
Kiedy Lu Lingxi został wypisany ze szpitala, zostawił chlorophytum, które hodował, Tian-jie. Liście kawitka były tak zielone i bujne, że według słów siostry Tian-jie, jedno spojrzenie na niego sprawiało, że czuła się dobrze. Ponieważ Tian-jie upodobała sobie tą roślinę, Lu Lingxi również był szczęśliwy. Ta doniczka chlorophytum była pierwszą rośliną, jaką kiedykolwiek wyhodował, a jako że w dużej mierze przyczyniła się do odkrycia przez niego białego panelu, miała bardzo szczególne znaczenie w sercu Lu Lingxi. Gdyby nie fakt, że miał zbyt wiele rzeczy, które on i Wang Shuxiu musieli zabrać ze sobą, Lu Lingxi nie byłby w stanie znieść pozostawienia kwiatka za sobą.
Widząc, że Lu Lingxi niechętnie patrzy na chlorofit, Tian-jie uśmiechnęła się i zażartowała:
– Nie martw się, Xiao Lu, Tian-jie pomoże ci zaopiekować się tym chlorofitem, upewnię się, że jest dobrze odżywiony, a następnie zabierzesz go z powrotem pewnego dnia, gdy przyjdziesz do szpitala na kontrol.
Gdy Tian-jie to powiedziała, Lu Lingxi uśmiechnął się z zakłopotaniem.
Po pożegnaniu się z Tian-jie i innymi osobami na oddziale, Lu Lingxi wyszedł ze szpitala i podążył za Wang Shuxiu. Oboje wzięli taksówkę, a Wang Shuxiu podała adres i celowo powtórzył go Lu Lingxi, mówiąc mu, by zapamiętał nazwę dzielnicy. Lu Lingxi skinął głową, wyglądając przez okno samochodu.
Fengcheng znajdowało się na północy Chin, niedaleko północnej stolicy, Zhongjing, i było dużym, silnie uprzemysłowionym miastem. Ponieważ było lato, ulice były bardzo ożywione, z ciągłym ruchem ulicznym i ludźmi, mężczyznami, kobietami i dziećmi, którzy szli w pośpiechu lub spacerowali. Całe miasto było pełne witalności. Lu Lingxi był przez chwilę zafascynowany. W przeszłości w rodzinie Lu rzadko wychodził z domu, a jeśli już, to głównie do szpitala. W tej opresyjnej i napiętej atmosferze nie był w nastroju do obserwowania świata zewnętrznego. Po raz pierwszy obserwował miasto na żywo, nie poprzez filmy i teksty, ale na własne oczy.
Taksówka zatrzymała się na czerwonym świetle, a mały biały szczeniak walczył o wyrwanie się z ramion właściciela na chodniku niedaleko od nich. Właściciel, który wydawał się nie być w stanie znieść rzucania i obracania małego szczeniaka, przykucnął i położył go na ziemi, jednocześnie ostrożnie wyciągając rękę, aby go chronić. Szczeniak rozejrzał się ciekawie wielkimi, mokrymi oczami i nieśmiało wyciągnął przednią łapę, by zrobić krok. Nie było żadnego zagrożenia. Szczeniak już miał zrobić drugi krok, gdy obok niego przeszła mała dziewczynka i krzyknęła zaskoczona widokiem szczeniaka. Przestraszony okrzykiem, mały piesek potknął się, odwrócił i wskoczył w ramiona swojego właściciela, odmawiając ponownego zejścia.
Lu Lingxi nie mógł powstrzymać się od śmiechu obserwując tę scenę, ale po śmiechu poczuł, że jego obecny nastrój jest nieco podobny do tego małego szczeniaka. Być może dlatego, że zbyt długo był zamknięty w małym świecie, Lu Lingxi był pełen tęsknoty za światem zewnętrznym. Ale kiedy naprawdę mógł wyjść, odczuwał niejasny strach. Nie miał żadnego doświadczenia w życiu w społeczeństwie, czy będzie potrafił przystosować się do nowej sytuacji? To pytanie zawisło w umyśle Lu Lingxi, zastępując radość, którą czuł, gdy właśnie został wypisany ze szpitala i wywołując nutkę obawy przed nieznanym życiem. Szczeniak będzie miał właściciela, który pokaże mu świat i będzie mógł wskoczyć z powrotem w bezpieczne ramiona, jeśli się przestraszy, ale co z nim?
– Na co patrzysz?
Wang Shuxiu pochyliła się. Nie widziała szczeniaka na zewnątrz, ale zobaczyła duży budynek niedaleko i natychmiast wskazała go Lu Lingxi.
– Widzisz? Twoja mama tam pracuje, Shida Plaza, pamiętasz?
– Tak.
Przez resztę podróży Wang Shuxiu podekscytowana wskazywała na budynki za oknem i przedstawiała je Lu Lingxi. Być może dlatego, że byli prawie w domu, okolica była w zasadzie obszarem, po którym Lu Lingxi zwykł się poruszać. Miejsca, do których chodził, miejsce, w którym chodził do szkoły, park, w którym odbyła się jego ostatnia bójka i gdzie miał wypadek. Na koniec Wang Shuxiu poklepała Lu Lingxi po głowie i powiedziała:
– Przypomnij sobie te miejsca, jeśli potrafisz, ale nie ma znaczenia, jeśli nie pamiętasz, po prostu pomyśl o nich jako o nowych miejscach do odwiedzenia. Kiedy twoja mama przyjechała do Fengcheng ze wsi, nie umiałam nawet przeczytać kilku słów, ale wciąż tu żyję. Jeśli nie masz nic do roboty w ciągu najbliższych kilku dni, niech Yi Hang ci towarzyszy i zapoznasz się z okolicą.
– Dobrze. – Niepokój w sercu Lu Lingxi został zniwelowany przez Wang Shuxiu, a jego serce stopniowo się uspokoiło.
Taksówka skręciła na wschód i wkrótce zatrzymała się przed starą dzielnicą w pobliżu centrum Fengcheng.
– To tutaj – Wang Shuxiu wysiadła z samochodu niosąc torby i wskazała drogę Lu Lingxi.
Lu Lingxi wysiadł z samochodu za nią i pierwszą rzeczą, jaką zobaczył, był rząd małych wiat zbudowanych krzywo przy wejściu do dzielnicy oraz postacie siedzące wewnątrz, przyglądające się im.
– Wang Xiaohua, kogo przywiozłaś, on nie wygląda jak twój syn, co?
Lekko kpiąca uwaga dobiegła z wnętrza małej szopy, a ludzie wybuchli śmiechem.
Wang Xiaohua było oryginalnym imieniem Wang Shuxiu. Urodziła się w biednej i niewykształconej rodzinie. W tamtych czasach córka nie była wiele warta, więc od niechcenia nadali jej imię Xiaohua (mały kwiatek). Kiedy Wang Shuxiu opuściła swoje rodzinne miasto, by odnaleźć swoje miejsce w świecie, poczuła, że imię Xiaohua jest zbyt rustykalne i zmieniła je na Wang Shuxiu (eleganckie, ciepłe i cnotliwe).
Kiedy Wang Shuxiu wyszła za mąż za Lu Yishui i przeprowadziła się do tej dzielnicy, zmieniła już swoje imię. Początkowo nikt nie wiedział, że poprzednio nazywała się Wang Xiaohua, ale pewnego razu pokłóciła się z Lu Yishui i mężczyzna zawołał ją używając starego imienia, co zostało podsłuchane przez sąsiadów, którzy z nudów obserwowali ich awanturę. Od tego czasu wszyscy lubili żartować z jej imienia, gdy nie mieli nic do roboty.
Kiedy Wang Shuxiu usłyszała ich przekomarzania, uśmiechnęła się szyderczo i odpowiedziała:
– To nie wasza sprawa, kogo przyprowadzę z powrotem. Jeśli nie wygląda jak mój syn, to czy wygląda jak twój? W porządku, więc daj pieniądze na jego wychowanie.
Lu Lingxi: ……
Wang Shuxiu odezwał się, a osoba, która mówiła wcześniej, nagle nie odważyła się odezwać ponownie.
Dało się słyszeć czyjś śmiech i besztanie:
– Ma Laosan? Czy to naprawdę twój syn?
– Spierdalaj! Gdyby syn Lao Tzu mógł wyglądać w ten sposób, nie musiałbym się martwić o znalezienie synowej.
– Hej, Lu Lingxi wyglądał tak wcześniej? W ogóle nie pamiętam.
– Wystarczy spojrzeć na tego małego bachora Yi Hang, wyglądał dokładnie tak samo.
Ludzie wewnątrz szopy wydawali się być pełni ciekawości co do Lu Lingxi. Słyszeli już o amnezji chłopca. Tłum był bardziej niż zaintrygowany, aby zobaczyć tego rodzaju scenariusz, który często pojawiał się w telewizji.
Wang Shuxiu wzdrygnął się, nie zwracając na nich uwagi i pociągnął Lu Lingxi w głąb osiedla.
Ta dzielnica miała prawie dwadzieścia lat. Po dekadach złej konserwacji, cała okolica wyglądała na bardzo zniszczoną. Niektóre zewnętrzne ściany zaczęły się łuszczyć, a większość z nich było poczerniałych i pokrytych mchem. Mimo że w okolicy rosły kwiaty i trawa, sprawiały one wrażenie bardzo nieuporządkowanych. Wszędzie widać było piętrzące się śmieci, a co dwa kroki znajdowały się małe szopy zbudowane przez mieszkańców.
Były to rzeczy, których Lu Lingxi nigdy wcześniej nie widział, więc podążał za Wang Shuxiu trochę niepewnie. Wang Shuxiu nie zwracała uwagi na wszystko dookoła i wskazywała Lu Lingxi każdy mijany budynek.
Ich dom znajdował się na drugim końcu bloku, budynek 3, brama 3, nr 101.
– Jesteśmy prawie na miejscu.
Po skręceniu za róg, Wang Shuxiu ruchem głowy wskazała Lu Lingxi, że powinien iść naprzód. Lu Lingxi spojrzał przed siebie i nagle zamarł, a w jego oczach błysnęło zakłopotanie.
– Kim są ci ludzie?
Wang Shuxiu podążyła za jego wzrokiem i spojrzała na niego, gwałtownie wyrzucając trzymane w rękach rzeczy i podbiegając.
– Lu Yishui, ty sukinsynu, co ty wyprawiasz?
Niedaleko przed nimi, Lu Yishui, z głową owiniętą bandażami i jedną ręką zwisającą na temblaku, kierował kilkoma dużymi i krzepkimi mężczyznami, aby wynieśli rzeczy z wnętrza 101. Zielony pickup był zaparkowany na zewnątrz 101, a szczupły mężczyzna siedział na tylnym siedzeniu, leniwie trzymając papierosa i krzycząc od czasu do czasu.
– Pospieszcie się, chłopaki, nie jedliście rano?
Głos Wang Shuxiu przyciągnął uwagę wszystkich. Chudy mężczyzna spojrzał na Wang Shuxiu, a Lu Yishui zrobił dwa kroki do przodu, by zablokować kobietę.
– Wang Xiaohua, ostrzegam cię, żebyś nie sprawiała kłopotów, Feng Ge nie jest człowiekiem, z którym można negocjować.
Zanim Lu Yishui zdążył dokończyć zdanie, Wang Shuxiu już uderzyła go w głowę.
– Sprawiam kłopoty? Czy ty kurwa chcesz żyć, pozwoliłeś im zabrać wszystkie nasze rzeczy, a co z nami?
Lu Yishui przykucnął pod jej uderzeniem i krzyknął głośno, chwytając się za ramię.
– Czy to nie dlatego, że ostatnim razem nie dałaś Lao Tzu pieniędzy? Zobacz, jakie dostałam lanie! Gdybym nie miał tych rzeczy, straciłabym rękę.
Wang Shuxiu była tak wściekła, że rzuciła się na Lu Yishui, nie przestając go bić.
– Uprawiasz hazard?! Więc powinieneś był ją stracić!!
– W porządku, w porządku, Wang Xiaohua, ostrzegałam cię wystarczająco, ah!
Ze zwisającym ramieniem Lu Yishui nie miał takiej siły bojowej, jak ostatnim razem w szpitalu i mógł jedynie przyjąć uderzenie, wycofując się.
Mężczyzna w pickupie zaśmiał się z wyglądu Lu Yishui.
Być może pobudzony śmiechem drugiego mężczyzny, twarz Lu Yishui zrobiła się czerwona, spojrzał na Wang Shuxiu i spoliczkował ją.
Uderzenie jednak nie trafiło w Wang Shuxiu, lecz w wypakowaną różnymi rzeczami torbę.
Z surową miną, Lu Lingxi trzymał plecak, aby zablokować uderzenie, stojąc przed Wang Shuxiu.
– Mały draniu, ty…- Lu Yishui aż podskoczył, by go skarcić.
Lu Lingxi nie wiedział jak przeklinać i po prostu patrzył spokojnie na Lu Yishui parą ciemnych oczu. Napotykając jego spojrzenie, Li Yishui nagle poczuł się winny i przestał przeklinać.
Mężczyzna w pickupie spojrzał na niego chłodno i powiedział głośno:
– W porządku, resztę zostawcie im. – Powiedział to nawet nie spoglądając na Lu Yishui i zwrócił się do Wang Shuxiu: – Uczciwie jest spłacić to, co jesteś winien. Lu Yishui stracił u mnie dużo pieniędzy, więc nie wiń mnie za to, że wziąłem rzeczy na pokrycie długu. Ile warte są te rzeczy? To tylko dodatek. Jestem dziś w dobrym nastroju, więc nie ruszę reszty. Dam wam jeszcze tydzień na spłacenie pieniędzy, które Lu Yishui jest mi winien.
– Hej, hej, Feng Ge! – Lu Yishui przytrzymał mocno mężczyznę, próbując coś powiedzieć.
Mężczyzna niecierpliwie go odepchnął i gestem nakazał swoim ludziom jechać.
Pickup zachwiał się i odjechał z okolicy. Lu Yishui odwrócił głowę, by napotkać spojrzenie Wang Shuxiu i rzucił sucho:
– No i co z tego…
Wang Shuxiu splunęła na niego i wciągnęła Lu Lingxi do domu, zamykając drzwi tuż przed nosem Lu Yishui.
W domu panował bałagan. Brakowało lodówki, kolorowego telewizora i kilku dużych urządzeń. Wang Shuxiu powstrzymała złość i uśmiechnęła się do Lu Lingxi, jakby nic się nie stało:
– Jeśli stare nie odejdą, nowe nie przyjdą. Te rzeczy były już wystarczająco zużyte. Mama zabierze cię jutro po nowe.
Lu Lingxi wyciągnął rękę, by ją podtrzymać i poczuł, jak ciało Wang Shuxiu lekko drży. Obawiał się, że gniew Wang Shuxiu źle wpłynie na jej zdrowie, więc powiedział cicho:
– Znajdę pracę i będę cię wspierał w przyszłości.
– Mały drań.
Wang Shuxiu przeklęła niskim głosem, a jej oczy powoli poczerwieniały.

Wasze wsparcie sprawia, że mogę dalej poświęcać czas i energię na tłumaczenie opowiadań, które tak lubicie. Każdy gest, nawet najmniejszy, pomaga mi utrzymać stronę i rozwijać się w tym, co kocham robić. Jeśli doceniacie moją pracę i chcielibyście wesprzeć mnie w dalszym tworzeniu, serdecznie zapraszam do wpłacenia datku przez Ko-fi. Dzięki Wam mogę dostarczać kolejne rozdziały!
Dziękuję za Waszą życzliwość i wsparcie!