wow

Bądź na bieżąco!

Jeśli chcesz być informowana/y o nowych rozdziałach kliknij przycisk znajdujący się obok!

Druga szansa - rozdział 8

Chi Fang znieruchomiał na krótką chwilę, po czym cofnął się pospiesznie. Jego wzrok zatrzymał się na szkolnym mundurku — wyraźnie zbyt obszernym w porównaniu z jego własnym — a następnie przesunął się na beznamiętną twarz Yu Mo.

Na ustach Chi Fanga zagościł delikatny, niemal niedostrzegalny uśmiech.

W poprzednim życiu sytuacja rodzinna Chi była, mówiąc łagodnie, dramatyczna. Wówczas bardzo szybko nauczył się uśmiechać do ludzi — był to jego sposób na zbudowanie pozytywnego wizerunku. Na szczęście z natury był dzieckiem uprzejmym, więc przychodziło mu to z łatwością.

Yu Mo zmarszczył brwi.

— Nie musisz się uśmiechać, jeśli nie masz na to ochoty.

Twarz Chi Fanga stężała na ułamek sekundy, a uśmiech powoli zniknął bez śladu.

— Pójdę już — powiedział cicho.

Yu Mo zamarł, patrząc, jak Chi Fang się oddala. Poczuł się zdezorientowany. Dostrzegł, że tamten zdawał się lekko poirytowany, choć nie potrafił odgadnąć, co było tego powodem. Stał jeszcze przez chwilę w miejscu, po czym opuścił boczną uliczkę. Kierowca, czekający na poboczu, natychmiast podjechał.

W samochodzie Yu Mo siedział w zamyśleniu. Lokaj, zerkając na niego ukradkiem, zapytał z troską:

— Czy życzy pan sobie najpierw się przebrać?

Yu Mo opuścił wzrok i dostrzegł tłustą plamę na swoim mundurku. Najwyraźniej powstała w chwili zderzenia z Chi Fangiem, który najpewniej trzymał… naleśnika?

Po krótkim wahaniu zdjął mundurek, lecz zamiast oddać go służącemu, starannie złożył i schował do torby.

Z ponurą miną Chi Fang wsiadł do windy. Patrzył w milczeniu na metalowe drzwi, westchnąwszy przy tym głęboko.

Był przecież dorosłym mężczyzną, a mimo to dał się wyprowadzić z równowagi przez chłopca. I to nie byle jakiego chłopca — w przyszłości miał on stać się potęgą w świecie biznesu. Zamiast wykorzystać okazję, by zaskarbić sobie jego przychylność, dał się ponieść emocjom i ukazał swój trudny charakter…

Gdy winda zatrzymała się z lekkim szarpnięciem, Chi Fang wyszedł z niej, potrząsając głową.

— Nie ma sensu się zamartwiać. I tak już zrobiłem swoje — mruknął pod nosem.

Na kolację zjadł zimne naleśniki z jajkiem. Mimo niskiej temperatury, smakowały mu bardziej, niż był skłonny przyznać.

Dopiero w kolejnych dniach z pełną mocą dotarło do niego, jak trudna może być nauka dla kogoś, kto od gimnazjum nie słuchał nauczycieli. Choć bardzo chciał nadrobić zaległości, czuł się zagubiony i niepewny w świecie wiedzy, który niegdyś porzucił.

Po długich zmaganiach z pracą domową spojrzał na zegarek i sięgnął po telefon.

Jako dziecko nie interesował się grami komputerowymi. Jego urządzenie było uporządkowane, pozbawione aplikacji rozrywkowych — znalazły się tam jedynie programy do komunikacji.

Otworzył QQ, przeglądając z obojętnością wiadomości. Wcześniej jego krąg znajomych był skromny, obejmował ledwie kilka osób. Poza Pang Zifeiem, trudno było mówić o towarzystwie. Przeszukiwał grupę klasową w poszukiwaniu znajomych numerów.

I ku swojemu zaskoczeniu, odnalazł wśród nich Yu Mo.

Zamyślił się głęboko. Nie potrafił sobie przypomnieć, kiedy dokładnie nawiązali znajomość. W dorosłym życiu rzadko korzystał z tego konta, ale gdyby wiedział, że zawiera ono dane kontaktowe „J”, z pewnością zrobiłby wyjątek.

Ostatnimi czasy nawiązał więcej znajomości. Lista kontaktów powoli się rozrastała. Choć jego koledzy z klasy sprawiali wrażenie poważnych, publikowane przez nich statusy świadczyły o zupełnie innej naturze.

„Ach, ach, bracie, potrafię!” — wersja fana idoli.

„Marzenia są ulotne, miłość przemija, mam kilku przyjaciół, w tle gra fortepian…” — wersja poetycka.

„Pragnę ciasta czekoladowego, lodów Oreo, gotowanego mięsa, czegoś pikantnego…” — Chi Fang przełknął ślinę.

Przeglądał te wpisy mechanicznie, aż spojrzał na pustą przestrzeń na swoim profilu. Po krótkim wahaniu napisał kilka słów:

„Nauka nie jest łatwa.”

I nacisnął „wyślij”.

Tymczasem w rezydencji Yu Mo trwała kolacja. Matka, rzadko obecna w domu z powodu licznych bankietów, tym razem usiadła przy stole ze swym synem. Lokaj przygotował posiłek, po czym się oddalił.

Podczas kolacji matka próbowała niezdarnie podtrzymać rozmowę, lecz Yu Mo odpowiadał zdawkowo, z wyraźną rezerwą.

Po posiłku pomógł jej posprzątać naczynia, a gdy już zamierzał odejść, zatrzymała go:

— Xiao Mo…

Odwrócił się, lecz nie powiedział ani słowa.

— Masz jeszcze pieniądze?

Skinął głową. Zarówno matka, jak i ojciec wyposażyli go w karty, lecz od pół roku nie korzystał z żadnej z nich — samodzielnie zarabiał na własne potrzeby.

Matka odetchnęła z widoczną ulgą, odprowadzając go wzrokiem na górę.

W pokoju Yu Mo spojrzał niepewnie na mundurek leżący na stole. Tłusta plama nadal się na nim znajdowała. Nie pozwolił służbie go wyczyścić.

Zatrzymał go. Ale po co?

Po krótkim namyśle spakował mundurek do torby.

Nazajutrz Pang Zifei wyglądał, jakby toczył walkę z całym światem. Gdy Chi Fang wszedł do klasy, jego przyjaciel ledwie uniósł powieki.

— Znów nie spałeś całą noc? — zapytał Chi Fang z westchnieniem, kładąc przed nim torbę z bułkami.

Pang natychmiast sięgnął po jedzenie, zjadł łapczywie i dopiero potem odetchnął z ulgą, jakby ożył na nowo.

— Nie było wyjścia. To finał.

Chi Fang nie miał pojęcia, w jaką grę gra jego kolega. W liceum Pang często zabierał go do kawiarenek internetowych, lecz sam Chi Fang pozostawał obojętny wobec gier. Zazwyczaj jedynie obserwował rozgrywkę w milczeniu.

— To naprawdę aż tak wciąga? — zapytał z niedowierzaniem, patrząc na jego podkrążone oczy.

— To nie zabawa, to ambicja. Włożyliśmy w to mnóstwo pracy. Teraz chcę wygrać.

— Są jakieś nagrody?

— Oczywiście! Pierwsze miejsce to dziesięć tysięcy, drugie — pięć!

Chi Fang spojrzał na rozpromienioną twarz przyjaciela, lecz nie powiedział nic. W duchu tylko przypomniał sobie, że Pang ma w szafie buty warte więcej niż ta cała nagroda…

W tej samej chwili do klasy wszedł Yu Mo. Od razu zauważył Chi Fanga rozmawiającego z Pangiem. Jego brwi drgnęły, po czym podszedł do nich z torbą w dłoni.

Chi Fang spojrzał na niego, gdy tylko Yu Mo uniósł przed sobą papierową torbę.

— Co się dzieje? — zapytał zaskoczony.

Uszy Yu Mo zaróżowiły się nieznacznie. Położył torbę na biurku Chi Fanga. W środku znajdował się starannie złożony mundurek.

— Skoro go ubrudziłeś, to ponosisz za to odpowiedzialność — powiedział z przekonaniem.

 

Cattuccino

Wasze wsparcie sprawia, że mogę dalej poświęcać czas i energię na tłumaczenie opowiadań, które tak lubicie. Każdy gest, nawet najmniejszy, pomaga mi utrzymać stronę i rozwijać się w tym, co kocham robić. Jeśli doceniacie moją pracę i chcielibyście wesprzeć mnie w dalszym tworzeniu, serdecznie zapraszam do wpłacenia datku przez Ko-fi. Dzięki Wam mogę dostarczać kolejne rozdziały!

Dziękuję za Waszą życzliwość i wsparcie!

Dodaj komentarz