
Bądź na bieżąco!
Jeśli chcesz być informowana/y o nowych rozdziałach kliknij przycisk znajdujący się obok!
Cudowne życie - rozdział 12
Gdy ciemność ustąpiła miejsca porannemu światłu, miasto, które spało przez całą noc, zaczęło się budzić. Yan Yue zgasił papierosa w dłoni i wziął odprężającą kąpiel. O szóstej rano, w pełni ubrany, pojawił się w jadalni na dole.
Przy stole siedział już dziadek Yan Yue, Yin Yongde — staruszek o białych włosach, ale wciąż krzepki i pełen energii. Może to przez wiek i coraz krótszy sen, ale każdego dnia wstawał o piątej, ćwiczył boks, doglądał kwiatów i dokładnie o szóstej siadał do śniadania.
— Ah* Yue, dobrze spałeś? — zapytał życzliwie.
(zwrot używany wobec młodszych członków rodziny, lub bliskich osób)
Kąciki ust Yan Yue uniosły się w idealnym uśmiechu.
— Bardzo dobrze.
Yin Yongde uśmiechnął się i skinął, by wnuk usiadł obok niego.
— Ah Yue, jakie masz plany na dziś? Jeśli nie masz nic zaplanowanego, możesz towarzyszyć temu staremu człowiekowi na porannym spacerze. A po południu przyjdzie twoja matka i zjemy razem obiad.
— Dobrze — odpowiedział Yan Yue bez zmiany wyrazu twarzy. Nawet uśmiech pozostał taki sam.
Yin Yongde spojrzał na niego z lekkim ukłuciem niepokoju. Uśmiech wnuka był bez zarzutu, ale w jego oczach nie było ani śladu radości. Westchnął cicho, nic nie mówiąc, i przeniósł temat na śniadanie.
Dom Yin Yongde znajdował się w pobliżu Parku Góry Fenghuang w Fengcheng. Lubił wspinać się na górę, kiedy miał wolny czas. Ponieważ wybierali się dziś na szczyt, koszula i spodnie Yan Yue nie były odpowiednie. Po śniadaniu poszedł się przebrać, a dziadek został w ogrodzie, pochylony nad swoimi ukochanymi cymbidiami. Podeszła do niego gospodyni i wręczyła telefon, szepcząc:
— Młoda pani.
Młoda pani, o której mówiła, to nikt inny jak matka Yan Yue i jedyna córka Yin Yongde
— Yin Qinglan. – Słysząc, że dzwoni córka, Yin Yongde odebrał. — Dlaczego tak wcześnie dziś dzwonisz? — uśmiechnął się.
— Tato — mimo że Yin Qinglan miała już prawie pięćdziesiąt lat, w rozmowie z ojcem wciąż brzmiała jak córeczka tatusia. — Czy wspomniałeś Ah Yue o dzisiejszym obiedzie?
Yin Yongde usłyszał w jej głosie entuzjazm i pomyślał, że córka troszczy się o syna, więc odpowiedział łagodnie:
— Tak, powiedziałem mu.
— A co z Xiao Ya?
Twarz Yin Yongde spochmurniała.
— Zamierzasz przyprowadzić Xiao Ya?
— Tato, Xiao Ya to też twoja wnuczka, ty…
— Nie powiedziałem, że nią nie jest — przerwał jej z trudem panując nad gniewem. — Ale skoro tu jest Ah Yue, Xiao Ya nie powinna przychodzić. I koniec tematu.
Rozłączył się i westchnął bezradnie. Kiedy odwrócił się, Yan Yue już za nim stał.
— Ah Yue?
Wyglądało, jakby nic nie słyszał — jego twarz pozostała bez wyrazu. Yin Yongde chciał coś powiedzieć, ale widząc spojrzenie wnuka, w którym kryła się pełna świadomość sytuacji, zamilkł.
Rodziny Yin i Yan były pogrążone w chaosie.
Ponad dwadzieścia lat temu rodziny połączyły się przez małżeństwo — jedyna córka rodziny Yin poślubiła jedynego syna rodziny Yan. Yin Yongde miał tylko jedną córkę i całe swoje bogactwo przekazał jej w posagu. Firma rodziny Yin została włączona do przedsiębiorstwa rodziny Yan i razem stworzyły Hopewell Group. Ustalono, że przyszły spadkobierca może być tylko dzieckiem Yin Qinglan i Yan Shihuia.
W tamtym czasie wszystko wyglądało obiecująco — zarówno pod względem interesów, jak i relacji nowożeńców. Nikt się nie spodziewał, że po ślubie okaże się, iż ich charaktery całkowicie się rozmijają. Yan Shihui był chłodny i bezwzględny, pochłonięty karierą, a Yin Qinglan — wychowana w luksusie, naiwna i skupiona na sobie — potrzebowała mężczyzny, który otoczy ją troską. On chciał partnerki do prowadzenia interesów, ona — męża idealnego. Ich związek szybko się rozpadł. Yan Shihui pierwszy zdradził, a po kilku scenach Yin Qinglan również poszła w swoją stronę, szukając szczęścia. Oboje znaleźli nowych partnerów i mieli kolejne dzieci, a Yan Yue został „tym zbędnym”.
Rozwód wydawał się nieunikniony, ale podział majątku po fuzji firm okazał się skomplikowany. Yin Yongde i drugi dziadek Yan Yue próbowali się dogadać, ale zanim osiągnęli porozumienie, Yin Qinglan ogłosiła, że znalazła „prawdziwą miłość” — skoro jej mąż ma kochankę, ona też może mieć kochanka.
Yin Yongde był wściekły. Początkowo Yin mieli przewagę, ale po tej aferze żadna strona nie miała moralnej wyższości. Nadal się gniewał, ale nie mógł nic zrobić — to była jego jedyna córka, rozpieszczona od dziecka. W końcu rodziny zgodziły się, że małżonkowie pozostaną razem formalnie, ale w rzeczywistości będą żyć osobno. A jedynym spadkobiercą Hopewell Group miał być Yan Yue.
Z biegiem lat Yin Yongde coraz bardziej czuł wyrzuty sumienia wobec wnuka. Brak opieki rodziców wynikał z ich nieodpowiedzialności, ale też — poniekąd — z decyzji, jaką on sam i drugi dziadek podjęli. Im starszy był Yan Yue, tym słabsze były jego więzi z rodziną. Yin Yongde widział to i nie potrafił nic zrobić. Westchnął tylko: Niech będzie. Yan Yue to Yan Yue, a Yin Ya to Yin Ya. Moja córka może się pogubić, ale ja jeszcze nie oszalałem.
Kiedy Yan Yue towarzyszył dziadkowi na szczycie Góry Fenghuang, Lu Lingxi właśnie się budził.
Poprzedniego wieczoru był tak podekscytowany, że zasnął dopiero około drugiej w nocy. Rano nieświadomie spał nieco dłużej. Gdy tylko otworzył oczy, poczuł zapach jedzenia. Przetarł oczy, ubrał się i otworzył drzwi — zobaczył Wang Shuxiu krzątającą się w kuchni.
— Wstałeś? Szybko umyj twarz, zaraz zjemy!
Wang Shuxiu właśnie wróciła z nocnej zmiany. Po drodze kupiła mleko sojowe, ale nie lubiła smażonych pączków z ulicznych straganów, więc sama przygotowała naleśniki.
Lu Lingxi kiwnął głową, szybko się ogarnął. Już miał pomóc w nakrywaniu do stołu, gdy kątem oka zerknął na podwórko — i zamarł. W ciągu jednej nocy wszystkie nasiona pomidorów, które posadził wczoraj, wykiełkowały! Zielone pędy pokrywały całe podwórze.
Odstawił naczynia i wybiegł na balkon. Patrzył z niedowierzaniem. Użył mentalnego skanowania — maleńkie siewki zaczęły wirować przed jego oczami.
Misja „posadź pomidory” zakończona sukcesem, nagroda: serce rośliny +50.
Na panelu pojawił się komunikat. Lu Lingxi aż podskoczył z radości — po raz pierwszy dostał tak dużą nagrodę! Wcześniej martwił się, że rozwój będzie zbyt wolny (panel pokazywał 0/1000, Poziom 1), ale teraz odetchnął z ulgą.
Zatrzymał się na podwórku trochę zbyt długo. Gdy Wang Shuxiu przyszła go zawołać, aż zaniemówiła. W ciągu jednego dnia podwórko zmieniło się nie do poznania. Chwasty zniknęły, ziemia została przekopana, coś posadzono…
Co on tam zasiał? — spojrzała podejrzliwie na Lu Lingxi.
Ten jednak już wcześniej przygotował wymówkę — że nasiona dostał od ogrodnika, któremu pomógł w szpitalu. Uznał, że to ciekawa zabawa i postanowił spróbować.
Wang Shuxiu nie powiedziała nic. Nasiona nie kosztowały wiele — pewnie ogrodnik po prostu wykorzystał naiwnego chłopaka jako darmową siłę roboczą. A jeśli Lu Lingxi chciał sadzić — niech sadzi. Lepsze to niż chwasty.
— Dobra, dobra, najpierw jedzenie! Zobacz tylko, jaki jesteś szczęśliwy. Cały dzień masz na zabawę, a mleko sojowe stygnie.
Wróciła do salonu, ale Lu Lingxi nagle przypomniał sobie ważną rzecz — jeszcze nie powiedział jej o pracy. Zerknął na nią ukradkiem i grzecznie usiadł obok.
— Jedz, póki gorące — powiedziała.
Wang Shuxiu gotowała wyśmienicie. Naleśniki były złociste, chrupiące z zewnątrz i miękkie w środku. Lu Lingxi odgryzł kęs i, korzystając z dobrego nastroju mamy, szepnął:
— Mamo, znalazłem pracę.
— Co? — nie dosłyszała. — Powtórz to, smarkaczu? — odłożyła pałeczki.
— Znalazłem pracę — powiedział z powagą. — Już nie będziesz musiała tak ciężko pracować, mamo.
Wang Shuxiu od razu zmiękła.
— Ty mały łobuzie — uśmiechnęła się przez łzy. — Umiesz człowieka ująć za serce.
Lu Lingxi uśmiechnął się z ulgą, myśląc, że mama się zgodziła. Ale zanim zdążył dokończyć, Wang Shuxiu podniosła pałeczki i rzekła z powagą:
— Ładnie powiedziane, ale nie ma mowy — musisz iść do szkoły.
Lu Lingxi: „……”
W tym momencie przez płot przeturlał się Yi Hang.
— Lao San, kiedy idziemy do… Ja pierdzielę! Co ty posiałeś?! To rośnie jak szalone!
Wpadł na balkon cały rozemocjonowany. Dziś wyglądał wyjątkowo przyzwoicie — czyste ubranie, ogolona twarz. Prawie jak zwyczajny uczeń.
Wang Shuxiu spojrzała na niego i od razu wywnioskowała, że to przez niego Lu Lingxi szukał pracy. To jego robota…
— Dzień dobry, siostro — uśmiechnął się Yi Hang.
Lu Lingxi: „……”
Wang Shuxiu chwyciła go za ucho.
— Siostra?! Co ja ci wczoraj mówiłam?! Miałeś iść z nim po książki, a ty mu znalazłeś pracę?! Chcesz, żebym cię zabiła?!
Yi Hang: „……”
— Siostro, przepraszam! — wyjąkał.
Lu Lingxi rzucił się między nich.
— To nie jego wina! Sam chciałem! Znalazła się okazja, podpisałem umowę i dziś miałem zacząć!
Wang Shuxiu westchnęła ciężko. Widząc błagalne spojrzenie syna, nie potrafiła być surowa. Przed wypadkiem mogła go zbesztać, ale teraz… coś się w nim zmieniło. Nie umiała już na niego krzyczeć.
W końcu pozwoliła mu pójść — na próbę.
Yi Hang zjadł kęs naleśnika i spojrzał na Lu Lingxi z wyrzutem. Wang Shuxiu pacnęła go w głowę.
— Wszystko przez ciebie.
Yi Hang: „……”
Naprawdę czuł się jak ofiara jawnej niesprawiedliwości.
Słówko od tłumacza:
Niedługo się spotkają 😀

Wasze wsparcie sprawia, że mogę dalej poświęcać czas i energię na tłumaczenie opowiadań, które tak lubicie. Każdy gest, nawet najmniejszy, pomaga mi utrzymać stronę i rozwijać się w tym, co kocham robić. Jeśli doceniacie moją pracę i chcielibyście wesprzeć mnie w dalszym tworzeniu, serdecznie zapraszam do wpłacenia datku przez Ko-fi. Dzięki Wam mogę dostarczać kolejne rozdziały!
Dziękuję za Waszą życzliwość i wsparcie!