
Bądź na bieżąco!
Jeśli chcesz być informowana/y o nowych rozdziałach kliknij przycisk znajdujący się obok!
Druga szansa - rozdział 20
Słowo od tłumacza:
Dziękuję serdecznie za ko-fi „Aga61”. Specjalnie dla Ciebie już ostatni z trzech dzisiejszych rozdziałów:) Dziękuję za wsparcie!!! To dla mnie duża motywacja 🙂 Hasło do opowiadania premium zatytułowanego „Szczęściarz” (moje ukochane opowiadanie) wysłałam mailem 🙂
Pang Zifei ostatnio chodził rozdrażniony.
Mimo że wygrał mistrzostwa w e-sporcie, wewnętrznie aż kipiał ze złości.
A wszystko przez tego chłopaka, który chodził za Chi Xiao Fangiem jak cień. Jak natrętny, niechciany ogon.
Pang Zifei naprawdę nie potrafił tego pojąć. Wystarczyło, że wziął udział w jednym turnieju i opuścił szkolną wycieczkę jesienną — i co? Od razu ktoś mu „ukradł dziecko”! (czyt. Chi Fanga)
W szkolnej stołówce w porze obiadowej panował tłok. Pang Zifei musiał odstać swoje w kolejce, zanim udało mu się zdobyć ulubioną piklowaną rybę. Wyjrzał ponad tłum i zobaczył, że Chi Fang i Yu Mo już znaleźli sobie miejsce. Przewrócił oczami, ruszył w ich stronę i z impetem postawił tacę naprzeciwko Chi Xiao Fanga, po czym usiadł.
Ryba w piklach była jednym z niewielu naprawdę smacznych dań w stołówce, ale dla Pang Zifeia smakowała teraz jak papier.
Przepełniała go złośc!
Yu Mo kompletnie zignorował jego pełne irytacji spojrzenie. Spokojnie podał Chi Fangowi butelkę napoju.
Chi Fang odebrał ją z uśmiechem:
— Ty też lubisz tę markę?
Pamiętał, że właśnie taki napój leżał wcześniej w torbie Yu Mo, gdy jechali autobusem.
Yu Mo zawahał się i skinął głową.
Właściwie nie miał powodu, by jej nie lubić. Kupił ją tylko dlatego, że zauważył, iż Chi Fang często ją wybiera. Tak naprawdę… do tej pory nie potrafił zrozumieć, dlaczego się go obawia.
Chi Fang nie był przesadnie silny. Wystarczyło jedno spojrzenie i Yu Mo już wiedział, że w razie bójki raczej nie przegra. A poza tym… nie potrafił wskazać żadnej cechy, która byłaby w Chi Fangu realnym zagrożeniem.
Więc czemu jego ciało reagowało w taki sposób? Dlaczego gdy Chi Fang się zbliżał, jego dłonie robiły się lodowate, nogi sztywniały, a serce zaczynało bić jak szalone?
Chi Fang zjadł swoją porcję makaronu w kilku łykach, po czym odwrócił się i zauważył, że Yu Mo je coraz wolniej. W końcu zupełnie przestał — trzymał pałeczki nad talerzem, patrząc nieruchomo przed siebie, jakby ktoś go „zresetował”.
— Co się stało? Niedobre? — zapytał Chi Fang, lekko zaniepokojony.
Yu Mo spojrzał na niego i potrząsnął głową.
Pang Zifei przyglądał się tej scenie z przymrużonymi oczami. Obserwował chłodną postawę Yu Mo wobec Chi Fanga, po czym z zacięciem odgryzł głowę ryby leżącej na swoim talerzu.
Kiedy cała trójka wróciła do klasy, Pang Zifei nie wytrzymał i natychmiast pociągnął Chi Fanga na bok, w stronę korytarza.
— Nie no, chwileczkę — zaczął oburzony. — Co się w ogóle dzieje między tobą a Yu Mo?! Dlaczego wy jesteście teraz tacy… bliscy?!
Chi Fang spojrzał na niego zdezorientowany, zupełnie nie rozumiejąc, czemu Pang Zifei tak się ekscytuje.
— Po prostu… zaprzyjaźniliśmy się — odpowiedział ostrożnie.
— Przyjaźń? Z nim? — prychnął Pang Zifei. — Co w nim niby takiego dobrego? Taki milczący, lodowaty typ, nawet rozmawiać nie potrafi. Kto by chciał się z nim kolegować?! Chi Xiao Fang, jeśli on cię zastrasza, to mów od razu. Ja się tym zajmę. Kopnę go raz, a porządnie!
Pang Zifei nie mógł w to uwierzyć. Na pewno Chi Fang został jakoś zastraszony i nie miał innego wyjścia — musiał udawać, że się z tamtym koleguje.
Chi Fang milczał przez chwilę, po czym spokojnie powiedział:
— Yu Mo mnie nie zastrasza. Jest w porządku. A poza tym…
Zmierzył Pang Zifeia wzrokiem w sposób wyraźnie oceniający.
— Co „poza tym”? — zapytał Pang Zifei, zbity z tropu.
— Ty się przypadkiem nie biłeś z Yu Mo? — zapytał Chi Fang, unosząc brwi.
Pang Zifei przewrócił oczami.
— Nie, ale teraz zaczynam myśleć, że powinienem. Jeśli ten koleś naprawdę cię zastrasza i zmusza do tej „przyjaźni”, to nie mogę tego tak zostawić. Ty masz dobre serce, a ja muszę cię chronić.
Chi Fang westchnął.
— Daj spokój, serio ci to odradzam. Yu Mo jest… bardzo dobry.
Pang Zifei spojrzał na niego podejrzliwie, ale nic nie odpowiedział — nie wiadomo, czy uwierzył, czy nie. Chi Fang nie drążył tematu. Miał nadzieję, że dla jego dobra Yu Mo nie potraktuje Pang Zifeia zbyt brutalnie… chyba.
Myśląc o tym, wzruszył ramionami i odsunął całą sprawę na bok. Teraz miał bowiem na głowie coś znacznie ważniejszego.
Zakład z Wang Pengyu.
Do końca semestru został miesiąc i pół, a Chi Fang wciąż miał przed sobą stertę książek, których nie tknął.
Jak zauważył Pang Zifei, Wang Pengyu, mimo że na co dzień niezbyt pilny, miał już za sobą cały pierwszy rok nauki. Choć jego oceny nie należały do wybitnych, to przynajmniej trzymał się środka stawki.
Chi Fang odnalazł wyniki ostatniego sprawdzianu Wang Pengyu. Trzy przedmioty ścisłe — matematyka, chemia i fizyka — to była istna katastrofa. Ale jeśli chodzi o historię, wiedzę o społeczeństwie i język chiński, czyli typowe przedmioty humanistyczne wymagające pamięci — tam radził sobie całkiem nieźle.
Egzaminów miesięcznych w semestrze było dziewięć, a łączna liczba punktów do zdobycia wynosiła 960. Wang Pengyu uzyskał ponad 400 punktów i zajął miejsce powyżej sześćsetnego w rankingu rocznika. A Chi Fang…
Chi Fang rzucił okiem na własny wynik — nieco ponad sto punktów — i bez słowa zamknął kartkę z wynikami.
Z angielskim nie powinien mieć problemu. Z polityką, chińskim i historią — też nie, bo ostatnio naprawdę się przyłożył do zapamiętywania. Sam nie wiedział, czy to tylko złudzenie, ale odkąd się odrodził, czuł, jakby jego pamięć znacznie się poprawiła. Może nie zapamiętywał wszystkiego jak fotografię, ale wystarczyło, że coś przeczytał raz czy dwa — i już miał ogólne pojęcie.
Matematyka i fizyka… tu sytuacja wyglądała gorzej. Chi Fang westchnął ciężko.
Rodzina nie wspominała nic o korepetycjach, więc próbował uczyć się sam z podręcznika. Ale przecież nawet nie miał porządnych podstaw z gimnazjum! Nie rozumiał wielu pojęć, nie mówiąc już o samym rozwiązywaniu zadań — czasem nawet nie wiedział, co dane pytanie w ogóle od niego chce.
Jeśli tak dalej pójdzie, to pod koniec semestru jego wynik z matematyki znowu będzie jednocyfrowy.
Chi Fang spojrzał ponuro na zeszyt z zadaniami leżący na ławce. Jego sąsiadką z ławki była Zeng Xiaoying — cicha, nieśmiała dziewczyna, która rzadko się odzywała.
Chi Fang próbował poprosić ją o pomoc. Zeng Xiaoying chciała tłumaczyć, ale była zbyt speszona. Zaczynała mówić, po czym jąkała się, myliła, a potem… zupełnie zapominała, co miała powiedzieć dalej.
Po kilku takich próbach Chi Fang poczuł się jak drań, który dręczy niewinną dziewczynę — i dał sobie spokój.
Ale jego doświadczenie z matematyką było naprawdę pouczające. Patrzył na odpowiedź: „Aha, no jasne!” — a potem zerkał na nowe zadanie i myślał: „Zaraz… ale co ja mam właściwie z tym zrobić?”
Tak dalej być nie może… Chi Fang potarł czoło, odłożył długopis i rozejrzał się po klasie.
Akurat była ostatnia godzina samodzielnej nauki w piątkowe popołudnie. Pang Zifei wyszedł wcześniej z powodu spraw rodzinnych. Jego kolega z ławki — członek komisji sportowej — też należał do szkolnej drużyny i miał dziś trening, więc miejsce obok było puste. Chi Fang nie miał się do kogo odezwać.
Zapatrzył się w przestrzeń, zamyślony.
Mrugnął — i nagle w jego oczach błysnęło światło. Szybko zebrał zeszyt ćwiczeń i długopis, przytulił je do siebie, po czym wstał, przeszedł przez klasę i usiadł na pustym miejscu obok Yu Mo.
Yu Mo nad czymś intensywnie rozmyślał, gdy nagle poczuł delikatne szturchnięcie w ramię, którym opierał się o ławkę.
Ocknął się i odruchowo odwrócił głowę. Nie wiadomo kiedy, tuż obok niego siedział Chi Fang, uśmiechając się figlarnie i mrugając do niego.
— Yu Mo? — zapytał z rozbawieniem. — Jesteśmy przyjaciółmi, prawda?
Yu Mo spojrzał na niego jeszcze bardziej zdezorientowany, jakby jego uśmiech nie mieścił mu się w logice świata.
— No więc… — Chi Fang zniżył głos i spojrzał na niego błagalnie. — Pomożesz mi z tym zadaniem?
Nie miał innego wyjścia — naprawdę przeliczył już wszystko, co mógł. Jeśli miałby przegonić Wang Pengyu, z matematyki musiałby zdobyć co najmniej czterdzieści punktów. Ale przy jego obecnym poziomie… cóż, nawet zdobycie jednego byłoby sukcesem.
Yu Mo wziął jego zeszyt, rzucił okiem na zadanie. To nie było trudne — właściwie, wystarczyło zrozumieć treść, żeby je rozwiązać. Już miał pokręcić głową i odmówić, gdy nagle zawahał się.
Przypomniał sobie niepokój w oczach Chi Fanga…
I ten status, który opublikował na QQ…
… nieważne.
Yu Mo wyjął kartkę i zaczął rysować pomocnicze linie. Mówił rzadko — i tylko wtedy, gdy było to potrzebne. Ale jego słowa były powolne, wyważone. Zatrzymywał się co chwilę, żeby Chi Fang zdążył zrozumieć, zanim przejdzie dalej.
Chi Fang siedział obok jak uczniak wpatrzony w mentora, kiwając głową z entuzjazmem, jak kurczak dziobiący ziarno.
— Aha, czyli… wow…
— Więc wynik to ten — powiedział Yu Mo, przesuwając kartkę w jego stronę. — Zrozumiałeś?
Chi Fang bez wahania kiwnął głową. Yu Mo nie tylko wszystko jasno wytłumaczył, ale też przeanalizował typ zadania i sposób jego rozwiązania.
— Mogę… mogę cię zapytać, jeśli nie zrozumiem innych zadań? — zapytał Chi Fang z nadzieją.
Jeśli uda mu się złapać tę okazję i oprzeć się na geniuszu Yu Mo, to może naprawdę uda mu się zdać na koniec semestru!
Yu Mo rzucił na niego spokojne spojrzenie i skinął głową:
— Możesz.
Chi Fang uśmiechnął się szeroko, złapał zeszyt i wrócił na swoje miejsce. Gdy tylko się odwrócił, zauważył, że jego partnerka z ławki patrzy na niego w absolutnym szoku.
— Co się stało? — zapytał zaskoczony.
Zeng Xiaoying przełknęła ślinę i z niedowierzaniem wyszeptała:
— Czy ty… właśnie poprosiłeś Yu Mo o pomoc?
Chi Fang kiwnął niepewnie głową:
— No… tak.
— I on ci… odpowiedział?! — Jej mina była, jakby właśnie zobaczyła żywego dinozaura na szkolnym korytarzu.
— Tak. — Chi Fang poczuł się nieco niepewnie pod wpływem jej reakcji. — Coś nie tak?
— Ehhh… — Zeng Xiaoying westchnęła i ściszyła głos jeszcze bardziej. — Ty wiesz… że Yu Mo jest pierwszy w całym roczniku, prawda?
Chi Fang ponownie pokiwał głową.
— Podczas pierwszego egzaminu miesięcznego Yu Mo zajął pierwsze miejsce w całym roczniku, a potem Zhu Ling z naszej klasy podeszła do niego z pytaniem — zaczęła szeptem Zeng Xiaoying.
Zhu Ling była uważana za najładniejszą dziewczynę w klasie drugiej — niewiele ustępowała nawet „kwiatowi rocznika”. Problem w tym, że była dość wyniosła i na co dzień prawie się do nikogo nie odzywała. Wtedy nie wiadomo, co ją naszło, ale nagle podeszła do Yu Mo z zeszytem i zapytała o zadanie.
— I wiesz, co się stało? — Zeng Xiaoying spojrzała na Chi Fanga z błyskiem ekscytacji w oczach.
Chi Fang, zaintrygowany tonem jej głosu, również ściszył swój. Oboje pochylili się nad ławką, niemal stykając głowami.
— Co się stało?
— Yu Mo, po rzuceniu okiem na jej pytanie, powiedział tylko jedno zdanie — Zeng Xiaoying szepnęła konspiracyjnie: — „Nie uczę przypadków z niskim IQ.”
Na chwilę zapadła cisza.
Chi Fang zamrugał, po czym niemal bezwiednie uniósł brwi. Tak, to dokładnie coś, co mógłby powiedzieć ten wielki boss. W poprzednim życiu szef Yu Mo potrafił być brutalnie szczery. Nawet gdy Chi Fang prowadził rozmowy o współpracy z jego firmą, zawsze towarzyszył mu lekki stres — bał się powiedzieć coś niewłaściwego.
— W sumie nie ma się co dziwić — dodała po chwili Zeng Xiaoying, krzywiąc usta. — Zhu Ling zadała zupełnie banalne pytanie. Zwykła funkcja, nawet ja potrafiłabym to policzyć. Przyszła z tym tylko po to, żeby się do niego przymilić.
— Tyle że nie przewidziała, że Yu Mo nie przejmie się jej urodą i jeszcze ją wyśmieje przy wszystkich.
Chi Fang nie powstrzymał lekkiego uśmiechu. Znał Yu Mo na tyle dobrze, by wiedzieć, że ten pewnie nawet nie zorientował się, że jego słowa mogą zabrzmieć obraźliwie. On po prostu stwierdził fakt — zgodnie z własną logiką i bez zbędnych upiększeń.
— Po tym, jak Yu Mo ją tak zjechał, Zhu Ling popłakała się na całego. I od tamtej pory jego reputacja w klasie nie jest najlepsza — westchnęła Zeng Xiaoying. — Chociaż, jeśli mam być szczera, to nie jego wina. Ale wygląda na to, że jemu to zupełnie nie przeszkadza.
Chi Fang cicho odwrócił głowę w stronę tylnych ławek. Yu Mo siedział tam sam, wpatrzony w okno, otoczony ciszą. Coś ścisnęło Chi Fanga w środku. Nie wiedział dokładnie co — ale nagle zrobiło mu się po prostu… przykro.

Wasze wsparcie sprawia, że mogę dalej poświęcać czas i energię na tłumaczenie opowiadań, które tak lubicie. Każdy gest, nawet najmniejszy, pomaga mi utrzymać stronę i rozwijać się w tym, co kocham robić. Jeśli doceniacie moją pracę i chcielibyście wesprzeć mnie w dalszym tworzeniu, serdecznie zapraszam do wpłacenia datku przez Ko-fi. Dzięki Wam mogę dostarczać kolejne rozdziały!
Dziękuję za Waszą życzliwość i wsparcie!