
Bądź na bieżąco!
Jeśli chcesz być informowana/y o nowych rozdziałach kliknij przycisk znajdujący się obok!
Cudowne życie - rozdział 21
— Xiao Xi?
— Tak?
Dong Zhi sam nie był do końca pewien, czy zasłyszana plotka rzeczywiście dotyczyła Lu Lingxi, ale kilka szczegółów pokrywało się zbyt wyraźnie. Sklep ogrodniczy, syn o imieniu Lingxi, a przede wszystkim — pojawienie się Yan Yue przypomniało mu o samochodzie, który według opowieści miał potrącić mężczyznę. Niepewnie opowiedział Lu Lingxi o krążącej historii: o mężczyźnie w średnim wieku, który nagle próbował popełnić samobójstwo w centrum miasta; o żonie, która rozstała się z nim z powodu jego hazardu; o synu, który pracował w sklepie ogrodniczym. Na koniec — młody właściciel auta, który zabrał mężczyznę do szpitala. Samochód? Jaguar. Gdyby tylko jeden szczegół się zgadzał, można by uznać to za przypadek. Ale gdy pasowało ich aż tyle, Dong Zhi nie potrafił tego zignorować.
Gdy tylko Dong Zhi skończył mówić, Lu Lingxi zamarł. Coś się nie zgadzało. Postać mężczyzny z tej historii zbyt mocno przypominała Lu Yishu. A jeśli właścicielem samochodu był Yan Yue… to dlaczego wcześniej o tym nie wspomniał? Zwłaszcza w zestawieniu z wczorajszym, nagłym zwrotem akcji — kiedy Lu Yishui bez słowa zgodził się na rozwód — serce Lu Lingxi zaczęło niepokojąco drżeć. Pomyślał, że powinien zadzwonić do Wang Shuxiu i wszystko wyjaśnić.
— Bracie Dong, dziękuję, wrócę już do siebie.
Pożegnał się w pośpiechu. Gdy tylko opuścił sklep, Dahei, który wcześniej leniwie wylegiwał się pod ladą, natychmiast poderwał się na nogi i podążył za nim, nie odstępując na krok.
Po powrocie do Tiny Garden, Lu Lingxi chwycił za telefon, wahając się, jak zacząć rozmowę z Wang Shuxiu. Nie wierzył, że Lu Yishui naprawdę próbował się zabić. Gdyby rzeczywiście było mu tak bardzo żal, nie kazałby Wang Shuxiu sprzedać domu, by spłacić jego długi przed rozwodem. Ale to, co opowiedział Dong Zhi, pasowało do Lu Yishui aż za dobrze. Zwłaszcza fragment o pytaniu właściciela auta: „Czy jest pan ojcem Lingxi?” Kto jeszcze w tej okolicy pracował w sklepie ogrodniczym i miał na imię Lingxi?
Właśnie się wahał, gdy zadzwonił jego telefon — to była Wang Shuxiu.
— Ten stary dziad nie przyszedł dziś cię szukać? — zapytała zaczepnie.
Choć słyszał to już nieraz, Lu Lingxi potrzebował chwili, by przełknąć słowo „stary dziad”.
— Nie… a co się stało?
— Znalazł skądś pieniądze i spłacił wszystkie długi hazardowe — wyrzuciła z siebie Wang Shuxiu, wyraźnie oburzona. Właśnie dowiedziała się o tym od Brata Feng i od razu podejrzewała, że Lu Yishui za jej plecami wyłudził coś od Lu Lingxi, zastawił dom czy coś równie obrzydliwego.
Lu Lingxi natychmiast pomyślał o plotce i ostrożnie zapytał:
— Dużo tego było?
— Czterysta tysięcy, tak mi się wydaje — odparła lekko. — Nawet jeśli się nagle dorobił, to co z tego? Nie obchodzi nas to. Pewnie dlatego tak szybko zgodził się na rozwód. Bał się, że jak się dowiemy, to zaczniemy go nagabywać o pieniądze.
Zakończyła rozmowę równie gwałtownie, jak ją zaczęła. Ale Lu Lingxi po tej rozmowie poczuł się jeszcze bardziej nieswojo. Jeśli tym mężczyzną, o którym mówił Brat Dong, rzeczywiście był Lu Yishui, a właścicielem auta — Yan Yue… wtedy źródło pieniędzy na spłatę długów stawało się oczywiste.
To przypuszczenie nie dawało mu spokoju. Nie mogąc już usiedzieć w miejscu, Lu Lingxi otworzył listę kontaktów, odnalazł numer Yan Yue i nacisnął przycisk „Zadzwoń”.
Gdy zadzwonił telefon, Yan Yue znajdował się niedaleko Tiny Garden, czekając aż Lu Lingxi skończy pracę. Nigdy wcześniej nie przypuszczał, że po dwudziestu siedmiu latach życia odkryje w sobie potencjał… by stać się stalkerem. Przez prawie tydzień krążył po tej samej ulicy, codziennie podchodząc cicho, by móc chociaż zerknąć na chłopaka. Czekał, aż Lu Lingxi wyjdzie ze sklepu, a potem dyskretnie podążał za nim, jakby odprowadzał go do domu z ukrycia.
Nie mógł się powstrzymać. Chciał go widzieć, być blisko niego. Potrafił nawet zazdrościć temu głupiemu psu, który dzień w dzień towarzyszył chłopakowi, i wyobrażać sobie, że pewnego dnia to on sam zajmie jego miejsce.
Dźwięk telefonu wytrącił go z zamyślenia i zirytował. Kto dzwoni o tej porze? Sięgnął niedbale po komórkę, gotów natychmiast odrzucić połączenie — lecz w jednej chwili znieruchomiał, widząc wyświetlone imię. Po początkowym niedowierzaniu, przez ciało przetoczyła się fala radości i nieopisanego uniesienia.
— Halo — odezwał się, starając się brzmieć chłodno. Bał się, że chłopak może coś wyczuć w jego głosie, więc tłumił emocje z całych sił.
— Dzień dobry, panie Yan, z tej strony Lu Lingxi — rozległ się po drugiej stronie cichy, uprzejmy głos chłopaka.
— Tak? — zapytał krótko.
Po drugiej stronie zapadła chwila ciszy, zanim Lu Lingxi odezwał się z lekkim wahaniem:
— Czy może pan teraz rozmawiać? Chciałem o coś zapytać…
Yan Yue niemal natychmiast odpowiedział „Oczywiście!”, lecz w ostatniej chwili się opanował.
— Akurat mam coś na głowie. Zróbmy tak: jesteś teraz w sklepie? Jeśli tak, to podjadę do ciebie, gdy skończę.
— Tak, jestem tutaj. Przepraszam, że zawracam głowę — odpowiedział chłopak grzecznie.
W głowie Yan Yue aż krzyczało: „Nie zawracasz!”, ale na głos powiedział tylko spokojnie:
— Nic się nie stało.
Gdy rozłączył się, w jednej chwili domyślił się, o co Lu Lingxi chce go zapytać. To musiało mieć związek z Lu Yishui. W gruncie rzeczy Yan Yue nie zamierzał zbyt długo ukrywać tej sprawy przed chłopakiem. Plotki rozchodzą się szybko, a tak duża afera jak publiczna próba samobójcza i związane z nią zamieszanie — prędzej czy później i tak dotarłaby do jego uszu.
Co do pieniędzy, które dał Lu Yishui… Znając tego człowieka, Yan Yue był pewien, że nie wyjawił prawdy. A za kilka dni — nawet gdyby chciał — nie będzie miał już ku temu okazji.
Yan Yue krążył samochodem po okolicy przez pół godziny, zanim udając, że właśnie przyjechał, pojawił się przed Tiny Garden.
Zanim Yan Yue przyszedł, Lu Lingxi intensywnie rozmyślał o całej sprawie. Choć brakowało mu jeszcze życiowego doświadczenia, to jednak potrafił dojść do pewnych wniosków, gdy poświęcił im chwilę namysłu. Był już niemal pewien, że tym mężczyzną był Lu Yishui — a co gorsza, że specjalnie rzucił się pod samochód Yan Yue. I musiał wiedzieć, że oni się znają — skoro celowo wspomniał jego imię.
Na wspomnienie Yan Yue, Lu Lingxi poczuł się trochę winny. Mimo wcześniejszych uprzedzeń, miał o nim bardzo dobre zdanie. Wystarczyło przypomnieć sobie, jak bez wahania uratował Daheia w deszczową noc — widać było, że miał dobre serce. Jeśli Lu Yishui odegrał przed nim scenę desperata próbującego popełnić samobójstwo, to nic dziwnego, że Yan Yue po prostu dał mu pieniądze. Może dla niego to niewielka suma, ale Lu Lingxi nie mógł udawać, że nic się nie stało. W końcu to jego imienia Lu Yishui użył, by oszukać Yan Yue.
Myśląc o tym, spojrzał z nutą bólu na stojącą na stole dziką orchideę, którą tego ranka udało mu się uratować. Lu Yishui wyłudził od Yan Yue czterysta tysięcy juanów, a ta orchidea — jeśli dobrze się nią zaopiekuje — mogłaby w przyszłości być warta trzysta tysięcy. Jeśli chciałby wyrównać rachunki, wciąż brakowałoby mu stu tysięcy.
Lu Lingxi przygryzł wargę, nieświadomie głaszcząc Daheia po głowie i szepnął:
— Wygląda na to, że, Dahei… twoje udka z kurczaka przepadły.
Uszy Daheia drgnęły, a jego wzrok zaniepokojony spoczął na orchidei stojącej przed nimi.
Gdy Yan Yue wszedł do środka, ujrzał chłopaka i psa zapatrzonych w roślinę na stole — z tym że Lu Lingxi był zamyślony, a Dahei obserwował orchideę z wyraźną czujnością.
Zobaczywszy Yan Yue, Lu Lingxi otrząsnął się z zamyślenia, lekko zakłopotany.
— Panie Yan, już pan jest.
Yan Yue zrobił kilka kroków w jego stronę, zatrzymując się na tyle blisko, by być przy chłopaku, ale jednocześnie nie naruszyć jego przestrzeni. Skinął głową z pozorną swobodą.
Lu Lingxi uśmiechnął się uprzejmie, przywitał go i zaprosił do środka, po czym poszedł nalać mu szklankę wody.
Yan Yue nie spuszczał z niego wzroku, ale gdy tylko chłopak spojrzał w jego stronę, natychmiast odwrócił głowę i udał, że podziwia kwiaty stojące w kącie. To był pierwszy raz, gdy znalazł się w środku Tiny Garden. Może to przez obecność Lu Lingxi, ale niespodziewanie uznał, że te rośliny naprawdę mają w sobie coś fascynującego. Zwłaszcza ta dziwna doniczka tuż przed nim — rośliny w niej przypominały grzyby przytulone do siebie.
Lu Lingxi postawił szklankę wody przed gościem i zamiast owijać w bawełnę, od razu przeszedł do rzeczy:
— Wczoraj… czy tata sprawił panu kłopot?
Bezpośredniość chłopaka zaskoczyła Yan Yue. Po krótkiej pauzie skinął głową.
Lu Lingxi spojrzał na niego poważnie i zapytał:
— Wymusił na panu pieniądze? — A nie czekając nawet na odpowiedź, dodał ze wstydem: — Mama powiedziała mi, że ojciec dziś spłacił wszystkie długi hazardowe — czterysta tysięcy juanów. To od pana je wyciągnął, prawda?
Mówiąc to, Lu Lingxi poczuł się nieco zakłopotany i spojrzał na Yan Yue z niepokojem.
— Oddam panu te pieniądze. Naprawdę. Tylko że… teraz nie mam takiej sumy. Czy mogę najpierw wypisać panu weksel?
Aby Yan Yue mu uwierzył, Lu Lingxi ostrożnie wskazał na stojącą na stole wiosenną orchideę.
— Dziadek Su powiedział, że gdy ta orchidea się przyjmie, może być warta nawet trzysta tysięcy juanów. Proszędać mi trochę czasu — jak tylko ją sprzedam, oddam panu wszystko.
Ledwie Lu Lingxi dotknął orchidei, Dahei natychmiast się wyprostował, a jego czujne spojrzenie powędrowało od chłopaka wprost na Yan Yue.
Yan Yue nie zwrócił jednak najmniejszej uwagi na reakcję psa. Prawdę mówiąc — w ogóle nie słuchał tego, co mówił chłopak. Wpatrywał się w jego poważną, zatroskaną twarz, a wzrok niekontrolowanie spoczął na jego ustach. Miały idealny kształt i zdrowy, różowy odcień. W głowie Yan Yue pojawiła się nagła, szalona myśl — ciekawe, jak smakowałby pocałunek?
— Wiem, że to może być dla pana zbyt wiele, ale naprawdę teraz nie mam pieniędzy. Może pan poczekać? — Lu Lingxi mówił dalej, nieświadomy błądzących myśli rozmówcy.
Yan Yue przerwał mu stanowczym tonem:
— Nie musisz oddawać.
Lu Lingxi zamarł.
Yan Yue odwrócił wzrok od jego twarzy i powiedział cicho:
— To ja potrąciłem twojego ojca. Te pieniądze to… odszkodowanie.
— Ale…
— Naprawdę nie musisz — powtórzył.
Lu Lingxi przygryzł wargę i nic nie powiedział. Zamiast tego wyciągnął kartkę papieru, starannie wypisał weksel opiewający na czterysta tysięcy juanów, podpisał go i wręczył Yan Yue.
Ten nie zamierzał go przyjąć, ale gdy napotkał upartą, poważną minę chłopaka, skapitulował. W końcu — pomyślał — to tylko kartka papieru. Dopóki nie zażąda spłaty, dokument nie ma żadnej wartości. A jednak nie mógł wyrzucić go do śmieci. Ręczne pismo chłopaka było eleganckie, a na dole widniały obok siebie ich dwa nazwiska. Sam ten widok sprawił, że Yan Yue poczuł niejasne wzruszenie.
W chwili, gdy odbierał kartkę, nie był pewien, czy dotknął dłoni chłopaka przypadkiem, czy z premedytacją. Palce Lu Lingxi były przepiękne — długie, białe, z delikatnie zaróżowionymi, starannie obciętymi paznokciami. Jak najdoskonalsze dzieło sztuki. Ich chłodny, gładki dotyk przypominał mu szlachetny jadeit. Kiedy chłopak cofnął dłoń, Yan Yue poczuł się, jakby stracił coś cennego.
Dopiero gdy Yan Yue przyjął weksel, Lu Lingxi odetchnął z ulgą.
— Na pewno panu wszystko oddam co do grosza. Obiecuję — zapewnił z całego serca.
Yan Yue skinął lekko głową. Zorientował się, że dopóki milczy, Lu Lingxi będzie mówił dalej — sam z siebie. Lubił, gdy chłopak skupiał na nim całą uwagę i do niego mówił. Wzrok Yan Yue znów nieświadomie powędrował ku jego ustom.
Lu Lingxi nie miał pojęcia, co dzieje się w głowie Yan Yue. W jego oczach, choć Yan Yue wydawał się nieco chłodny w obejściu, w głębi duszy miał dobre serce. Cała historia z Lu Yishui tylko to potwierdzała. Pogłaskał Daheia po głowie i pomyślał: „Pan Yan to naprawdę dobry człowiek”.

Wasze wsparcie sprawia, że mogę dalej poświęcać czas i energię na tłumaczenie opowiadań, które tak lubicie. Każdy gest, nawet najmniejszy, pomaga mi utrzymać stronę i rozwijać się w tym, co kocham robić. Jeśli doceniacie moją pracę i chcielibyście wesprzeć mnie w dalszym tworzeniu, serdecznie zapraszam do wpłacenia datku przez Ko-fi. Dzięki Wam mogę dostarczać kolejne rozdziały!
Dziękuję za Waszą życzliwość i wsparcie!