
Bądź na bieżąco!
Jeśli chcesz być informowana/y o nowych rozdziałach kliknij przycisk znajdujący się obok!
Druga szansa - rozdział 22
Yu Mo spędził w łazience niemal dziesięć minut, zanim w końcu z niej wyszedł. Grzywka opadająca mu na czoło była wilgotna od wody.
Chi Fang spojrzał na niego z miną, jakby patrzył na niesforne dziecko, po czym westchnął bezradnie:
— Powinieneś wziąć lekarstwo lub pójść do lekarza.
Yu Mo nic nie odpowiedział, tylko spuścił wzrok i znów skupił się na zadaniu, o które pytał Chi Fang.
Pytań było sporo, a większość błędów Chi Fang popełniał przez to, że nie miał dobrze opanowanych podstaw. Wystarczyło jednak, że Yu Mo coś wyjaśnił, a Chi Fang od razu rozumiał, o co chodzi.
Po skończonym tłumaczeniu Yu Mo zawahał się przez chwilę, po czym sięgnął na półkę i wyjął dwa zeszyty, które podał Chi Fangowi.
Chi Fang rzucił okiem na okładkę — zeszyty z matematyki z czasów gimnazjum. Już wtedy pismo Yu Mo było niezwykle staranne, a cały zeszyt wyglądał tak czysto i schludnie, jakby był wydrukowany.
Yu Mo powiedział cicho:
— Jeśli czegoś nie zrozumiesz, możesz mnie zapytać.
Chi Fang trzymał zeszyty w dłoniach, przez chwilę się wahał, aż w końcu zapytał:
— Yu Mo… masz zwykle dużo pracy?
Yu Mo zamarł na moment, po czym pokręcił głową. Zazwyczaj spędzał czas w domu, nie robiąc nic szczególnego.
Chi Fang chrząknął, wyraźnie skrępowany:
— Bo ja… chciałem cię o coś poprosić. Ekhm. — Nagle poczuł się, jakby był podejrzanym typem próbującym podstępem nakłonić dziecko do czegoś dziwnego.
Yu Mo spojrzał pytająco:
— O co chodzi?
Chi Fang zaczął niepewnie:
— No bo wiesz… znasz moje oceny i zakład z Wang Pengyu. Chciałbym go pokonać do końca semestru, ale… sam wiesz, jak u mnie z matmą. Fundamentów praktycznie brak, wszystko muszę nadrabiać od zera.
W głowie Yu Mo przemknęło wspomnienie, jak Chi Fang nachylał się dziś nad zeszytem, siedząc tuż obok niego — dzieliło ich zaledwie kilka centymetrów. A jeśli Chi Fang znalazłby korepetytora… czy do niego też nachylałby się tak blisko?
Chi Fang zauważył, że Yu Mo mu nie przerywa, więc kontynuował:
— Pomyślałem więc, że skoro nie masz zbyt wielu zajęć… czy mógłbyś pomagać mi z matmą raz albo dwa razy w tygodniu… Nie, nie! Jeden raz wystarczy! Ja mogę…
Początkowo chciał zaproponować, że za to zapłaci, ale w porę się opamiętał. W końcu czy rodzina Yu wyglądała na taką, która potrzebuje pieniędzy? Nawet jego kieszonkowe pewnie nie starczyłoby na jednego buta Yu Mo…
— Yyy… — urwał niezręcznie.
Yu Mo powiedział cicho:
— Tak.
— Hę? — Chi Fang nie zareagował od razu.
Yu Mo rzucił mu krótkie spojrzenie.
— Czy sobota ci odpowiada?
Chi Fang odwrócił się do niego i szybko pokiwał głową.
— Jasne! Możesz też przyjść do mnie, jeśli to wygodniejsze. Mieszkam bardzo blisko.
Yu Mo pokręcił głową i właśnie miał coś powiedzieć, kiedy w pokoju rozległ się cichy, ale jednoznaczny dźwięk.
Chi Fang: „…”
Chi Fang:
— Nie, to nie ja… to znaczy… to nie to, co myślisz…
Grrrr…
Chi Fang aż poczerwieniał ze wstydu. Rano pojechał do centrum miasta, żeby kupić upominki, więc nie zdążył zjeść śniadania. Na miejscu zjadł tylko jedno jabłko, które — zamiast pomóc — jeszcze bardziej rozbudziło głód.
Yu Mo zerknął na zegarek — była już pierwsza po południu. Zmarszczył brwi: przez cały ten czas trzymał Chi Fanga przy biurku, tłumacząc mu zadania, a ten nawet nic nie zjadł!
Bez słowa wstał i ujął nadgarstek Chi Fanga, ciągnąc go w stronę wyjścia.
Chi Fang potknął się lekko, próbując dotrzymać mu kroku, i jęknął bezradnie:
— Naprawdę, nie trzeba… nic mi nie jest…
Na dole, w jadalni, obiad był już gotowy. Kucharka stała z boku, wyraźnie zaniepokojona, i dopiero gdy zobaczyła, jak schodzą po schodach, odetchnęła z ulgą.
Zwykle Yu Mo nie lubił, gdy mu przeszkadzano, więc nikt z obsługi nie śmiał pukać do jego drzwi. Ale zazwyczaj, gdy przychodziła pora obiadu, schodził sam. Tym razem mijało już dobre pół godziny od momentu, gdy wszystko było gotowe, a u góry wciąż panowała cisza.
Nie ośmieliła się niepokoić młodego pana, więc po cichu przygotowała dodatkową potrawę.
Chi Fang uśmiechnął się do niej uprzejmie i powiedział:
— Dzień dobry, ciociu. Nazywam się Chi Fang, jestem kolegą Yu Mo z klasy.
Wyglądał na grzecznego i dobrze wychowanego, a jego uśmiech tylko potęgował to wrażenie. Kobieta odwzajemniła uśmiech.
— Mów mi po prostu Zhang Ma.*
* (czyli dosł. „Mama Zhang” — zwrot grzecznościowy, nie oznaczający więzów krwi)
Chi Fang skinął głową i powtórzył z szacunkiem:
— Zhang Ma.
Zhang Ma obserwowała Yu Mo od dziecka. Dla pierwszego kolegi, którego Yu Mo przyprowadził do domu, z miejsca przyjęła postawę: „kochając pana, kochaj i jego psa”.
Kiedy zobaczyła, że obaj chłopcy usiedli przy stole, zaczęła wynosić z kuchni potrawy jedna po drugiej, a na końcu wróciła z miską pachnących klusek, które postawiła przed Chi Fangiem.
Chi Fang spojrzał zaskoczony na parującą miskę.
Zhang Ma uśmiechnęła się ciepło.
— To polecenie młodego pana.
Chi Fang nie mógł się powstrzymać i zerknął na Yu Mo. Lubił jeść kluski — to przyzwyczajenie z poprzedniego życia. Wtedy był nieustannie zajęty, nie miał czasu na gotowanie, a kluski były szybkie, wygodne i nie wymagały wysiłku. Nie spodziewał się, że Yu Mo zauważy tak drobny szczegół…
— Dziękuję — powiedział z uśmiechem w stronę Yu Mo.
Yu Mo skinął głową bez większego wyrazu i sięgnął po pierwszą porcję pałeczkami… trafiając na papryczkę chili.
Chi Fang aż się zatrzymał.
— Przecież ty nie jesz ostrego?
Kiedy jedli razem w szkolnej stołówce, Yu Mo zwykle wybierał bardzo łagodne dania. Chi Fang rzadko widywał go jedzącego coś pikantnego — raczej preferował kwaśno-słodkie smaki.
Yu Mo bez słowa odłożył papryczkę do miski.
— Spróbuję.
Chi Fang był wyraźnie zdezorientowany, patrząc, jak Yu Mo wkłada papryczkę do ust i z zupełnie obojętnym wyrazem twarzy ją przeżuwa. Zaintrygowany, zapytał:
— I jak?
Yu Mo milczał. Dopiero po przełknięciu kilku kęsów innego dania zdołał stłumić ostrość w ustach.
Po obiedzie Chi Fang wahał się, czy nie powinien już wracać do domu, ale Yu Mo poprowadził go z powrotem na piętro i skręcił w lewo, wchodząc do innego pokoju.
Chi Fang zatrzymał się zaskoczony. W pokoju stało łóżko, a obok znajdowała się niewielka łazienka. Wyglądało to jednoznacznie na pokój gościnny.
— Dlaczego tutaj przyszliśmy? — zapytał zdezorientowany.
Yu Mo wszedł do środka, zasunął zasłony i spojrzał na Chi Fanga z pełną powagą.
— Drzemka.
Chi Fang: „…”
Nie, jego dom jest przecież zaledwie dziesięć minut stąd. Czy naprawdę musi się tu zdrzemnąć?
Chi Fang wstał i powiedział dyplomatycznie:
— Nie trzeba? Ja tylko…
— Śpij. Korepetycje po południu — odparł krótko Yu Mo.
Chi Fang zawahał się na moment.
— Zaczynamy już dzisiaj?
Yu Mo skinął głową.
Chi Fang westchnął bezradnie. Yu Mo był tak zdecydowany, że po prostu nie potrafił mu odmówić.
— No dobrze… W takim razie przepraszam za kłopot.
Yu Mo przyjął to ze spokojem.
— Piżama jest nowa, leży w szafie. Jeśli będziesz czegoś potrzebował, mój pokój to drugie drzwi po prawej. I jeszcze…
Chi Fang spojrzał na niego i z uśmiechem przerwał:
— Dobranoc.
Yu Mo wyszedł z pokoju z wyraźnym zadowoleniem.
Chi Fang rozejrzał się po wnętrzu. Pokój najwyraźniej był świeżo wysprzątany, ale nie unosił się w nim chemiczny zapach środków do dezynfekcji. Zamiast tego w powietrzu czuć było delikatną woń sandałowca, uspokajającą i przyjemną. Na szafce nocnej stało kilka świeżych kwiatów, prócz tego pokój był skromny i bez zbędnych ozdób.
Westchnął, czując, jak powoli narastał mu ból głowy, i przetarł czoło dłonią.
W szafie czekała na niego nowa piżama — dokładnie w jego rozmiarze. Po chwili wahania przebrał się, opłukał twarz, ustawił budzik i położył się na krótką drzemkę.
Dźwiękoszczelność w domu Yu była znakomita, więc Chi Fang zasnął szybko i spał spokojnie.
Po południu Yu Mo najpierw poprosił Chi Fanga, by spróbował rozwiązać kilka zadań samodzielnie, zanim przystąpił do wyjaśnień. Wystarczyło kilka przykładów, by zidentyfikować zagadnienia, z którymi Chi Fang miał trudność. Chi Fang naprawdę nie spodziewał się, że Yu Mo potrafi tak dobrze tłumaczyć. Rzeczy, które wcześniej wydawały się czarną magią, w ustach Yu Mo nabierały jasności już po kilku zdaniach.
Dopiero gdy Yu Mo przestał mówić, Chi Fang spojrzał na zegarek i ze zdumieniem zauważył, że minęły już dwie godziny.
— Rozumiesz? — zapytał spokojnie Yu Mo.
Chi Fang wpatrywał się w niego przez chwilę, po czym pokręcił głową.
— Nie, nie do końca.
Yu Mo wydawał się przez chwilę zdezorientowany. Ręka z kubkiem zamarła w półruchu. Chi Fang, otrząsnąwszy się z zamyślenia, sięgnął odruchowo po wodę. W rezultacie kubek przechylił się, a jego zawartość rozlała się prosto na ubranie Yu Mo.
Chi Fang zamarł, a potem błyskawicznie poderwał się z miejsca, chwycił kilka chusteczek i zaczął wycierać mokre miejsce na koszulce Yu Mo.
Yu Mo nie zdążył jeszcze zareagować, a już został niemal pochłonięty przez gwałtowną akcję chusteczkową Chi Fanga.
Choć większość wody została wchłonięta, koszula była wyraźnie mokra.
— Może… może powinieneś się przebrać? — zaproponował Chi Fang z przejęciem.
Yu Mo wciąż był lekko oszołomiony całą sytuacją, ale gdy tylko usłyszał słowa Chi Fanga, pokiwał głową.
Chi Fang spojrzał na niego z rozbawioną rezygnacją. Miał wrażenie, że Yu Mo wygląda, jakby cały ten incydent zupełnie wytrącił go z równowagi. Westchnął cicho i wyciągnął ręce, jakby chciał mu pomóc zdjąć koszulę.
— Ty, ty, ty, ty… — Yu Mo nagle się otrząsnął, cały zarumieniony, jakby właśnie wrócił do rzeczywistości. — Ja, ja sam się przebiorę!
Zanim Chi Fang zdążył się odezwać, Yu Mo już odwrócił się na pięcie i wyszedł z pokoju.
Chi Fang zamrugał zaskoczony i bez słowa opuścił rękę. Chciał pomóc? Yu Mo miał przecież tak poważną obsesję na punkcie czystości — jak mógłby pozwolić, by ktoś dotykał jego ubrań? Podczas ostatniego wyjazdu jesiennego też się nie odezwał, bo miał po prostu dużo cierpliwości. Może znosił to w milczeniu całą drogę, a gdy tylko wrócił do domu, zdjął wszystko tuż po przekroczeniu progu…
Na samą myśl o tej scenie Chi Fang zacisnął zęby z irytacją.
Tymczasem Yu Mo wybiegł z pokoju, ale zatrzymał się zaraz za drzwiami, jakby nagle zgubił kierunek. To Zhang Ma, słysząc szmer na górze, uniosła głowę znad pracy i zauważyła, że młody pan stoi nieruchomo w progu, z lekko zamglonym wzrokiem i mokrym ubraniem.
— Co się stało? — zaniepokoiła się i ruszyła w jego stronę, choć nie odważyła się go dotknąć. — Młody panie, trzeba się przebrać, szybko!
Yu Mo spojrzał na nią, potem zerknął na mokre plamy na ubraniu i skrzywił się. Bez słowa zawrócił i poszedł się przebrać. Gdy wrócił pod drzwi gabinetu, przez dłuższą chwilę wahał się, zanim wreszcie zapukał.
Z wnętrza rozległ się zirytowany głos Chi Fanga:
— Nie ma mnie!
Yu Mo, słysząc to, nagle poczuł, że Chi Fang chyba się naprawdę zdenerwował.
Chi Fang natomiast po sekundzie już żałował swoich słów. Jaki charakter miał Yu Mo…, dobrze wiedział — chłopak był introwertyczny, nieśmiały, trudno mu się otwierało. A nawet jeśli naprawdę wszedłby do pokoju i pozwolił zdjąć z siebie mokre ubranie… To przecież byłby dowód zaufania. A on, Chi Fang, właśnie się na niego obraził? Za co? Bo został odrzucony? Bo nie pozwolił mu dotknąć koszuli?
Myśląc o tym, poczuł się naprawdę podle. Może i się zawstydził, ale nie miał problemu z przyznaniem się do błędu. Westchnął, podszedł do drzwi i otworzył je.
Yu Mo stał w progu, już przebrany. Gdy zobaczył Chi Fanga, jego oczy lekko się rozszerzyły.
— Przepraszam — powiedział Chi Fang pierwszy, zanim Yu Mo zdążył się odezwać. — Ja…
Zawahał się. Bo co właściwie miał powiedzieć? Że się zezłościł, bo został odtrącony, a sam nie rozumie, dlaczego aż tak go to ruszyło?
Po chwili dodał:
— Wkurzyłem się na to zadanie, którego nie mogłem rozwiązać. Tylko tyle.
Yu Mo zmrużył oczy. Choć powód brzmiał sensownie, coś mu się w tym tłumaczeniu nie zgadzało. Przez ostatni czas zdążył poznać Chi Fanga — chłopak był bystry, wystarczyło mu parę wskazówek, by załapać sedno. Do tego pilnie słuchał na zajęciach. Zadania, które mu zostawił, nie należały do szczególnie trudnych.
Poza tym… Chi Fang miał anielski charakter. Nawet wobec kogoś tak zamkniętego jak on, Yu Mo, nigdy nie tracił cierpliwości. A teraz niby miał się wściec przez jedno zadanie?
Yu Mo zamyślił się, przypominając sobie przebieg zdarzeń sprzed tej dziwnej kłótni. I wtedy… coś mu zaświtało. Czubki uszu zapiekły go od wstydu.
Wziął głęboki wdech, sięgnął po nadgarstek Chi Fanga i położył jego dłoń sobie na obojczyku, tuż przy kołnierzyku koszuli. Spojrzał mu poważnie w oczy, starając się mówić spokojnie, choć serce biło mu jak szalone.
— Jeśli chcesz rozebrać… to po prostu rozbierz.

Wasze wsparcie sprawia, że mogę dalej poświęcać czas i energię na tłumaczenie opowiadań, które tak lubicie. Każdy gest, nawet najmniejszy, pomaga mi utrzymać stronę i rozwijać się w tym, co kocham robić. Jeśli doceniacie moją pracę i chcielibyście wesprzeć mnie w dalszym tworzeniu, serdecznie zapraszam do wpłacenia datku przez Ko-fi. Dzięki Wam mogę dostarczać kolejne rozdziały!
Dziękuję za Waszą życzliwość i wsparcie!