
Bądź na bieżąco!
Jeśli chcesz być informowana/y o nowych rozdziałach kliknij przycisk znajdujący się obok!
Druga szansa - rozdział 28
Następnego dnia była niedziela. Chi Fang spał do dziesiątej. W domu wciąż nikogo nie było. Matka wysłała wiadomość — rodzina ciotki miała jakieś kłopoty i zostaną tam jeszcze kilka dni.
Wzrok Chi Fanga na moment zatrzymał się na jednym z imion w tej wiadomości, po czym schował telefon.
Słońce za oknem świeciło przyjemnie. Chi Fang przeciągnął się leniwie, a w tej samej chwili przyszedł SMS. Pang Zifei zapraszał go, żeby gdzieś razem wyszli. Chi Fang zastanawiał się przez chwilę — miał zamiar dziś się pouczyć, ale z drugiej strony… odrobina relaksu też by mu nie zaszkodziła.
Ustalili godzinę. Chi Fang zjadł w biegu bułkę, przebrał się i wyszedł z domu. Niestety, kierowca jeszcze nie wrócił, więc pozostało mu czekać na autobus.
W weekendy na przystanku było mało ludzi. Chi Fang stał w cieniu pod wiatą, z nudów patrzył na drogę i czekał. Najpierw przyjechał autobus jadący w przeciwnym kierunku — wysiadły z niego dwie osoby. Chi Fang spojrzał na nich i uniósł brwi.
Jedną z nich była kobieta — wyglądała na około czterdzieści lat, ubrana w czerwoną sukienkę. Drugą osobą był chłopak, zapewne jej syn. Nastolatek spojrzał na Chi Fanga i zmarszczył brwi. Powiedział coś do kobiety, ale ta tylko pociągnęła go za rękę i oboje ruszyli w stronę osiedla.
Chi Fang nie znał kobiety, ale chłopaka rozpoznał bez trudu.
Yu Jian.
Zmrużył lekko oczy, wyciągnął telefon i odszukał numer Yu Mo.
Yu Mo odebrał z lekkim zaskoczeniem w głosie:
— … Halo?
Chi Fang oparł się o słupek wiaty, spojrzał na autobus, który właśnie się zatrzymał, i pokręcił głową. Uśmiechnął się lekko:
— Yu Mo, masz ochotę się spotkać?
Gdy Pang Zifei zobaczył postać stojącą obok Chi Fanga, najpierw wziął głęboki oddech… a potem powoli go wypuścił.
— Dobra — westchnął Chi Fang z uśmiechem pełnym bezradności — Grubasku, przecież mówiłeś, że już nie nienawidzisz Yu Mo?
Pang Zifei przewrócił oczami.
— Kto tak powiedział? Ja go nadal nie lubię!
Chi Fang się roześmiał. Gdyby Pang Zifei naprawdę kogoś nie znosił, z pewnością zawróciłby na pięcie, jak tylko by go zobaczył. Nigdy nie zostałby w miejscu i nie paplał głupot.
Yu Mo stał z boku i wydawało się, że w ogóle nie reaguje na ich rozmowę.
— Dobra, dobra — powiedział Pang Zifei, machając ręką — Żartuję przecież. Ale tym razem nie może być jak ostatnio, że wszystko kręci się wokół ciebie!
Pang Zifei zaplanował, że wybiorą się na boisko przy pobliskim gimnazjum. W weekendy nie ma tam zajęć, więc przychodzą różni ludzie, żeby pograć. Mimo dnia wolnego na boisku było całkiem tłoczno. Pang Zifei rozejrzał się leniwie, zauważył znajomych, przywitał się i zaprosił dwóch chłopaków do wspólnej gry.
Podczas meczu Pang Zifei był skupiony jak nigdy. Oprócz Chi Fanga grał też na poważnie z drużyną przeciwną. A Yu Mo…? Pang Zifei spojrzał w jego stronę i aż się wyprostował. Poza kilkoma przechwytami i celnymi rzutami, Yu Mo był praktycznie niewidoczny. Mówiąc krótko — ewidentnie „pływał”.
Grali przez ponad pół godziny. Pot z czoła Pang Zifeia zaczął już kapać na koszulkę. W końcu uniósł rękę, dając znak, że czas na przerwę.
Na sąsiednim boisku zgromadził się tłumek, a do ich uszu docierały piski rozemocjonowanych dziewczyn. Pang Zifei zmarszczył brwi i zapytał znajomego z drużyny:
— Co tam się dzieje?
Chłopak otarł twarz ręcznikiem i wzruszył ramionami:
— A co może się dziać… Pewnie „Książę” się pojawił.
— Książę? — powtórzył Pang Zifei z wyraźnym powątpiewaniem.
Chłopak uśmiechnął się lekko i wyjaśnił:
— Chodzi chyba do drugiej klasy w liceum obok. Przystojny i dobrze gra. Podobno przychodzi tu prawie co weekend, a dziewczyny lgną do niego jak muchy. Nazywają go „Księciem”.
Chi Fang również spojrzał w stronę tłumu, zaciekawiony.
Nagle odezwał się Yu Mo:
— Wchodzenie w związki w tym wieku to zły pomysł.
Chi Fang spojrzał na niego zdezorientowany:
— Co?
Yu Mo spojrzał na rozentuzjazmowane dziewczyny, po czym powiedział z powagą:
— Wczesne zakochanie się szkodzi nauce. Poświęcanie czasu, energii i pieniędzy na bezproduktywną miłość to nieracjonalne zachowanie. Prawdopodobieństwo powodzenia takiego związku jeszcze przed egzaminami na studia to jedna tysięczna. A straconego czasu nie da się odzyskać.
To był pierwszy raz, kiedy Yu Mo powiedział do Chi Fanga aż tyle naraz. Jego zwykle cichy głos brzmiał tym razem poważnie, z nutą niepokoju. Chi Fang osłupiał, nie bardzo rozumiał, o co chodziło. Dopiero po chwili skinął głową z lekkim zmieszaniem:
— Wiem… ale czemu mi to mówisz?
Przecież on sam nie zamierzał się w nikim zakochiwać.
Yu Mo patrzył mu w twarz z nieodgadnionym wyrazem. Dopiero po chwili odwrócił wzrok i chrząknął:
— Po prostu… — ściszył głos — Jako… twój korepetytor, mam obowiązek czuwać, żebyś nie zszedł na złą drogę.
Chi Fang nie wytrzymał i roześmiał się, widząc śmiertelnie poważną minę Yu Mo:
— Czyli przyznajesz się, że jesteś moim małym nauczycielem?
Zawsze, kiedy go tak nazywał, Yu Mo natychmiast zmieniał temat.
Tym razem jednak odpowiedział z całą powagą:
— Bo nim jestem.
W tym czasie Pang Zifei, który chwilę wcześniej poszedł zobaczyć, co dzieje się na sąsiednim boisku, wcisnął się z powrotem przez tłum i prychnął pogardliwie:
— Phi, nic specjalnego. Nawet nie umywa się do Yu Mo.
Chi Fang spojrzał na niego rozbawiony. Jeszcze chwilę temu Pang Zifei udawał, że Yu Mo go nie obchodzi, a teraz sam wychwalał go pod niebiosa.
Głos Pang Zifeia nie należał do cichych. Przypadkiem usłyszała go stojąca obok dziewczyna. Odwróciła się, spiorunowała go wzrokiem i już otwierała usta, żeby coś powiedzieć. Zanim jednak zdążyła, Pang Zifei podniósł pięść w udawanym geście groźby, czym skutecznie ją spłoszył.
Dziewczyna została odciągnięta przez koleżankę, a Chi Fang spojrzał na przyjaciela z niemym wyrzutem.
Serio…? Przy takim podejściu do dziewczyn, jak dziewczyna musiałaby być ślepa, żeby się w nim zakochać?
Tymczasem Pang Zifei nadal był w świetnym humorze. Obrócił się do Chi Fanga i zmarszczył brwi:
— No co jest, Chi Xiaofang? Czemu się tak gapisz? Tatuś się robi niespokojny.
Chi Fang przewrócił oczami i nie powiedział nic. Pogrywali jeszcze przez chwilę, aż zbliżyło się południe. Pang Zifei z entuzjazmem zaproponował restaurację, którą niedawno odkrył w pobliżu. Chi Fang spojrzał na Yu Mo i skinął głową, po czym ruszył razem z Pang Zifeiem.
Jak się okazało, choć Pang Zifei nie zawsze był godny zaufania, to jeśli chodziło o jedzenie, był prawdziwym ekspertem. Restauracja nie była duża, ale czysta, a potrawy – naprawdę smaczne. Nawet Yu Mo zjadł więcej niż zwykle.
Po lunchu cała trójka wróciła na boisko, planując pograć jeszcze trochę przed powrotem do domu. Ledwie przekroczyli bramę, a już dało się słyszeć krzyk dziewczyny:
— To on!
Chi Fang odruchowo odwrócił głowę.
Dziewczyna, którą wcześniej nastraszył Pang Zifei, stała pośrodku grupki ludzi i wskazywała palcem w jego stronę. Obok niej stał chłopak w czarnej koszulce, z lekko dłuższymi włosami. Słysząc jej słowa, podniósł wzrok i spojrzał na nich.
Pang Zifei, widząc, co się święci, od razu ustawił się tak, by zasłonić Chi Fanga. Przy okazji przesunął rękę, chroniąc również Yu Mo.
— Co niby zrobiłem? — zapytał nonszalancko.
Dziewczyna wyglądała na trochę przestraszoną, ale gdy zorientowała się, że wokół zebrała się spora grupa, nabrała odwagi.
— To on powiedział, że „Książę” jest gorszy od jakiegoś… człowieka-ryby! (imię i nazwisko Yu Mo mogą po chińsku tak brzmieć)
Nie pamiętała dokładnie imienia, które wtedy usłyszała, więc zmyśliła coś na poczekaniu.
Pang Zifei przewrócił oczami:
— Chodziło o Yu Mo. Jaki znowu człowiek-ryba? Jak już, to wolę rybę po seczuańsku.
Po tych słowach zupełnie zignorował dziewczynę i odwrócił się do chłopaka z czarnej koszulki. Wolał proste, bezpośrednie starcia z chłopakami niż złośliwe przepychanki z dziewczynami.
— No to czego chcecie?
Chłopak zmierzył ich wzrokiem z lekko uśmiechniętą miną.
— Nic wielkiego — powiedział. — Po prostu chcę, żebyś przeprosił tę koleżankę.
Chi Fang spojrzał na uśmiechniętą twarz chłopaka. Mimo pozornej uprzejmości w jego oczach nie było śladu sympatii — przeciwnie, biło z nich lekceważenie i pogarda. Chi Fang zmarszczył brwi i szepnął cicho:
— Nic dobrego z tego nie będzie.
Choć sam czasem przywdziewał uśmiech dla pozoru, nigdy nie robił tego tak nieudolnie. A teraz… coś mu tu zdecydowanie śmierdziało.
Można by wręcz powiedzieć, że poczuł się nieco urażony.
Ale… Chi Fang nie mógł się powstrzymać i zerknął jeszcze raz na chłopaka. Czy naprawdę wyglądał aż tak odpychająco, gdy się uśmiechał? Fałszywy uśmiech – nic dziwnego, że Yu Mo za każdym razem marszczył brwi, gdy widział ten jego grymas.
Pang Zifei usłyszał słowa chłopaka i spojrzał na niego bez cienia zrozumienia:
— Hę?
Rzucił dziewczynie zdezorientowane spojrzenie:
— Przeprosić? A niby za co?
Chłopak zmarszczył lekko brwi, patrząc na Pang Zifeia z miną dorosłego strofującego niesforne dziecko:
— Bo ją obraziłeś, więc powinieneś przeprosić tę koleżankę.
Pang Zifei był zdumiony:
— Ale jak to obraziłem? Przecież to ona się na mnie gapiła! To że ją nastraszyłem, to nie znaczy, że ją prześladowałem, halo!
— To dlatego, że wygadywałeś bzdury! — dziewczyna nabrała odwagi, mając wsparcie chłopaka. — Co to za porównania do Yu Mo? Jak niby może istnieć ktoś lepszy od Księcia?! Mówienie takich rzeczy to zwykłe oczernianie!
— Ale… — Pang Zifei chciał jeszcze coś dodać, lecz wtedy Yu Mo położył mu dłoń na ramieniu i wyszedł przed niego.
Do tej pory Pang Zifei zasłaniał go całym sobą. Choć Yu Mo był wyższy, przez to, że stał bokiem, nikt nie zwrócił na niego uwagi. Dopiero gdy wyszedł na środek, wszystkie spojrzenia skupiły się na nim.
Na boisku zapadła cisza.
Po kilkunastu sekundach ktoś szepnął:
— Kurczę… on chyba naprawdę wygląda lepiej od Księcia.
— I ta aura… człowiek czuje miłość od pierwszego wejrzenia…
— Kto to w ogóle jest? Słyszeliście może jego imię?
— Nie do końca… coś na „Yu”? Może… Yu Mu?
Dziewczyna spojrzała na Yu Mo i natychmiast pobladła. Kiedy odwróciła głowę, wyglądała tak, jakby ktoś spoliczkował ją na oczach tłumu. Zacisnęła usta i skuliła się, próbując wmieszać w tłum. Niestety, nikt z obecnych nie przejął się jej uczuciami – większość natychmiast otoczyła chłopaka, próbując dowiedzieć się, kim jest.
Choć większość obecnych uległa urokowi Yu Mo, znalazło się kilku opornych, którzy próbowali bronić „Księcia”:
— Co z tego, że przystojny… Przecież to…
— Zamknij się! — przerwał mu sam „Książę”, syknąwszy ostro.
Wzrok Yu Mo spoczął na nim spokojnie, lecz stanowczo. „Książę” jakby się spłoszył — zrobił krok w tył, jakby podświadomie wyczuwał, że zadarł nie z tym, co trzeba.
Chi Fang i Pang Zifei stali obok siebie, nie kryjąc zaskoczenia.
— On go zna? — mruknął Pang Zifei.
— Na to wygląda… tsk tsk, będzie się działo — odpowiedział Chi Fang z wyraźną satysfakcją.
— Ale co ty właściwie wiesz o tym całym Yu Mo? — dopytywał Pang Zifei.
Chi Fang zamrugał. Rodzina Panga należała do nowobogackich – mieli pieniądze, ale brakowało im wpływów. Możliwe, że nie mieli pojęcia, kim tak naprawdę jest rodzina Yu. Zawahał się przez moment, po czym powiedział ogólnikowo:
— Rodzina Yu Mo ma duże wpływy.
Pang Zifei natychmiast zareagował:
— Ooo! Czyli będzie niezły spektakl!
Chi Fang spojrzał na niego z mieszaniną rozbawienia i niedowierzania, zastanawiając się w duchu, jakim cudem w poprzednim życiu rodzina Pangów przetrwała z takim człowiekiem u steru.

Wasze wsparcie sprawia, że mogę dalej poświęcać czas i energię na tłumaczenie opowiadań, które tak lubicie. Każdy gest, nawet najmniejszy, pomaga mi utrzymać stronę i rozwijać się w tym, co kocham robić. Jeśli doceniacie moją pracę i chcielibyście wesprzeć mnie w dalszym tworzeniu, serdecznie zapraszam do wpłacenia datku przez Ko-fi. Dzięki Wam mogę dostarczać kolejne rozdziały!
Dziękuję za Waszą życzliwość i wsparcie!