wow

Cudowne życie - rozdział 30

Z powodu porannych korków Yan Yue i Lu Lingxi co chwilę zatrzymywali się i ruszali dalej, więc do Tiny Garden wrócili dopiero około dziewiątej.

Od czasu rozmowy telefonicznej Yan Yue żaden z nich się nie odezwał.

Lu Lingxi czuł się niezręcznie, że przypadkiem usłyszał o prywatnych sprawach Yan Yue, podczas gdy Yan Yue obawiał się, że chłopak zacznie go odtrącać. Chciał coś wyjaśnić, ale nie potrafił znaleźć odpowiedniego momentu.

Nawet kiedy samochód się zatrzymał, cisza między nimi nadal trwała.

Yan Yue zerknął na Lu Lingxiego, zawahał się, lecz ostatecznie nic nie powiedział. Wysiadł z auta i podszedł do bagażnika. Wczoraj zużyli sporo glinianych doniczek, więc po drodze specjalnie zabrał z plantacji kolejną partię, by uzupełnić zapasy sklepu.

Lu Lingxi zauważył jego zamiar i od razu ruszył mu pomóc.

Trochę się spieszył, a Yan Yue, pochylony nad doniczkami w bagażniku, nie zauważył, że ktoś stanął tuż za nim. Gdy Lu Lingxi nachylił się, Yan Yue akurat chciał się wyprostować. Ledwie podniósł rękę, poczuł, że jego łokieć w coś uderzył — a chwilę później usłyszał stłumione syknięcie bólu.

— Xiao Xi?!

Yan Yue odwrócił się z szybkością, jakiej zwykły człowiek raczej by nie osiągnął, i natychmiast zapytał z niepokojem:

— Gdzie cię uderzyłem?

Lu Lingxi zasłonił nos. Jego oczy lekko się zaczerwieniły, ale pokręcił głową.

— Nic mi nie jest.

Yan Yue zupełnie zignorował tę odpowiedź. Odsunął jego dłoń i zobaczył, że czubek nosa chłopaka zrobił się czerwony.

W tej samej chwili Lu Lingxiego zakuło jeszcze mocniej i odruchowo napłynęły mu łzy do oczu.

Wyraz twarzy Yan Yue natychmiast złagodniał.

Jakby obchodził się z czymś niezwykle kruchym, ostrożnie starł łzy z kącików jego oczu, po czym delikatnie dotknął nosa chłopaka.

— Nadal boli? — zapytał cicho.

Seria tych drobnych gestów sprawiła, że serce Lu Lingxiego lekko zadrżało.

Towarzyszyło temu dziwne, trudne do opisania uczucie… choć silniejsze od niego było zażenowanie.

Przecież nie rozpłakał się dlatego, że aż tak go bolało. To była zwyczajna reakcja organizmu.

Zrobił krok w tył i odwrócił wzrok nieco niezręcznie.

— Już nie boli.

Yan Yue patrzył na niego długo i nieruchomo.

Jego oczy były głębokie niczym odległe gwiazdy na nocnym niebie.

Po chwili powoli uniósł rękę i położył ją na czubku głowy Lu Lingxiego, wypuszczając z ust cichy, niemal niesłyszalny oddech.

Lu Lingxi szybko wyczuł, że Yan Yue jest w złym nastroju. Po krótkim namyśle przechylił lekko głowę.

— Yan Ge… jesteś zły? — zapytał ostrożnie. — To dlatego, że usłyszałem twoją rozmowę w samochodzie?

Yan Yue wyraźnie się zdziwił.

— Co?

Lu Lingxi zamrugał, a potem lekko się zarumienił.

— Czy… nie dlatego, że podsłuchałem twoje prywatne sprawy, Yan Ge?

Kiedy Yan Yue zrozumiał, że Lu Lingxi źle coś zinterpretował, na jego ustach pojawił się lekki uśmiech. Pokręcił głową i odpowiedział stanowczo:

— Nie.

— Och…

Lu Lingxi odetchnął z ulgą. Wydawało mu się, że potrafi domyślić się powodu złego nastroju Yan Yue. Ponieważ sprawa dotyczyła jego rodziny, nie chciał mówić o tym wprost, więc mógł jedynie pocieszyć go w zawoalowany sposób.

— Yan Ge… bez względu na wszystko, najważniejsze jest, żeby żyć tak, żeby sercu było lekko.

Nie znał dokładnej sytuacji rodzinnej Yan Yue, ale instynktownie wierzył, że Yan Yue nie jest złym człowiekiem. Nawet jeśli coś zrobił, musiał mieć ku temu powód.

Widok chłopaka, który z lekkim zawstydzeniem próbował go szczerze pocieszyć, całkowicie zmiękczył serce Yan Yue.

Potargał mocno jego włosy i cicho się zaśmiał — niskim, stłumionym śmiechem.

Przez ten drobny incydent Yan Yue stanowczo zabronił Lu Lingxiemu pomagać przy przenoszeniu doniczek i kazał mu odpocząć. Lu Lingxi nie potrafił odmówić, więc posłusznie wrócił do sklepu.

O odpoczynku jednak nie było mowy.

Znalazł konewkę i zaczął podlewać rośliny ustawione w sklepie. Na panelu liczba „serc roślin” powoli rosła, ale moc natury nadal się nie pojawiała. Lu Lingxi zerknął na wyświetlające się „357” i pomyślał, że musi dalej ciężko pracować, żeby zdobyć kolejny poziom.

W połowie podlewania zadzwonił telefon ładowany przy kasie.

Dzwonek był specjalnie ustawiony dla Wang Shuxiu. Ledwie odebrał, zasypała go lawiną pytań.

— Gdzie teraz jesteś? Wróciłeś już do sklepu? Jadłeś rano?

Ponieważ poprzedniej nocy Lu Lingxi nie wrócił do domu, Wang Shuxiu martwiła się całą noc i nawet nie miała głowy iść do pracy. Owszem, wiedziała, że chłopak jest na plantacji i że nie był sam, ale mimo to nie potrafiła się uspokoić.

Kiedyś Lu Lingxi włóczył się z Yi Hangiem i często nie wracał na noc. Wtedy Wang Shuxiu nie robiło to większej różnicy. Ale odkąd wydarzył się wypadek, odkąd widziała, jak jej mały drań leży nieprzytomny w szpitalu i niemal umiera… jej serce już nigdy nie potrafiło zachować dawnego spokoju.

Pytań było tyle i padały tak szybko, jakby strzelała z karabinu maszynowego. Zanim Lu Lingxi zdążył odpowiedzieć na jedno, pojawiało się kolejne.

Wysłuchał wszystkiego cierpliwie, a potem po kolei odpowiedział na każde pytanie.

Tak, zjadł śniadanie u wujka Li. Przywiózł też trochę słodkich ziemniaków. Teraz był już w sklepie. Yan Yue pracował na zewnątrz, a on sam podlewał rośliny.

Dopiero wtedy Wang Shuxiu trochę się uspokoiła.

— Ten Yan Yue… to ten wspólnik, prawda?

Lu Lingxi mruknął ciche:

— Mhm.

Wang Shuxiu chwilę się zastanowiła, po czym zdecydowała bez ogródek:

— Dobrze, zróbmy to dzisiaj. Zamienię się zmianą z Lin Mei, a ty przyprowadź go dziś wieczorem do domu na kolację.

Lu Lingxi zerknął na Yan Yue, który kucał właśnie w kącie i układał gliniane doniczki, po czym posłusznie odpowiedział:

— Dobrze, zapytam tylko Yan Ge, czy ma czas.

Rozłączył się, a Yan Yue już spoglądał w jego stronę, gdy usłyszał swoje imię.

W oczach Lu Lingxiego pojawiło się wyczekiwanie.

— Yan Ge, masz dziś wieczorem czas? Mama poprosiła, żebym przyprowadził cię do domu na kolację.

Yan Yue na moment zamarł.

Bez względu na to, jak opanowany zwykle był, to pytanie naprawdę go zaskoczyło.

— Do was… na kolację?

Lu Lingxi skinął głową. Jego oczy błyszczały jasno, kiedy patrzył na Yan Yue.

Yan Yue nie miał serca mu odmówić.

— Dobrze — odpowiedział cicho.

Lu Lingxi od razu się rozpromienił. Z uśmiechem poszedł odpisać Wang Shuxiu.

Tego ranka interes szedł wyjątkowo dobrze. Niedługo po otwarciu sklepu zaczęli pojawiać się klienci kupujący nawozy i drobne narzędzia ogrodnicze. Sprzedały się nawet trzy gliniane doniczki, które Yan Yue dopiero co przywiózł.

Lu Lingxi bardzo starannie notował wszystkie wpływy, dokładnie rozdzielając doniczki, nawozy i narzędzia na osobne kategorie.

Kiedy Yan Yue zobaczył, jak poważnie do tego podchodzi, po chwili namysłu zaproponował:

— Może kupimy komputer do prowadzenia rachunków?

— Komputer też może prowadzić księgi? — zdziwił się Lu Lingxi.

Yan Yue skinął głową.

— Teraz jest mnóstwo programów do księgowości. Wszystko jest przejrzyste i wygodne, dużo łatwiejsze niż ręczne zapisywanie. A kiedy nie będzie klientów, Xiao Xi będzie mógł pograć albo czymś się zająć. Później, kiedy sklep zdobędzie stałych klientów, można też otworzyć sklep internetowy.

Tak naprawdę Yan Yue martwił się bardziej o to, że Lu Lingxi będzie się nudził całymi dniami w Tiny Garden. Chciał kupić komputer i po prostu mu go dać, ale wiedział, że chłopak by tego nie przyjął, więc musiał znaleźć bardziej okrężny sposób.

Lu Lingxi automatycznie pominął część o grach i skupił się wyłącznie na programach księgowych i sklepie internetowym.

Potrafił obsługiwać komputer, a po samej nazwie mniej więcej rozumiał, czym jest program do księgowości. Ale… przez internet też można sprzedawać kwiaty i rośliny?

Yan Yue uśmiechnął się lekko.

— W internecie można sprzedać wszystko.

Oczy Lu Lingxiego natychmiast rozbłysły.

Od dawna zastanawiał się, jak zarobić więcej pieniędzy — najpierw spłacić Yan Yue, a potem odłożyć coś dla rodziny, żeby Wang Shuxiu nie musiała już tak ciężko pracować. Gdyby naprawdę udało się otworzyć sklep internetowy, klientów z pewnością byłoby znacznie więcej niż teraz.

Pomysł kupna komputera został niemal jednogłośnie zaakceptowany przez nich obu.

Lu Lingxi odnalazł kartę bankową z poprzedniego razu i podał ją Yan Yue. Nadal znajdowało się na niej sto tysięcy yuanów, które uznali za ich początkowy wkład po pięćdziesiąt tysięcy od każdej strony. Skoro komputer miał należeć do sklepu, Yan Yue absolutnie nie mógł płacić za niego sam.

Yan Yue przyjął kartę z lekkim rozbawieniem.

Wiedział, że właśnie tak będzie.

Czasami naprawdę zastanawiał się, jak wychowano tego chłopaka, że miał w sobie aż tak silne poczucie zasad.

W chwili gdy rozmawiali, do sklepu pospiesznie wszedł klient.

Mężczyzna w średnim wieku razem z młodszym chłopakiem wspólnymi siłami wniósł duży porcelanowy pojemnik i ostrożnie postawił go na podłodze.

Mężczyzna otarł pot z czoła i powiedział:

— Szefie, proszę rzucić okiem.

Lu Lingxi odłożył księgę rachunkową i podszedł bliżej.

W donicy rosła psianka pięciopalczasta — dość ceniona roślina owocująca. Wcześniej widział podobne rośliny, na przykład kumkwaty, ale psiankę pięciopalczastą oglądał po raz pierwszy.

Nie czekając, aż Lu Lingxi coś powie, mężczyzna szybko zaczął tłumaczyć:

— Szefie, mógłby pan sprawdzić tę psiankę? Owoców jest coraz mniej, martwimy się, że przestanie owocować.

W przypadku roślin owocujących najważniejsze były właśnie owoce.

Owoc psianki pięciopalczastej przypominał małą gruszkowatą tykwę. U podstawy wyrastało z niego pięć drobnych wypustek przypominających palce albo rogi, przez co wyglądał bardzo osobliwie i uroczo. Dodatkowo miał jasny, złocisty kolor, który długo się utrzymywał, symbolizując bogactwo i dobrobyt — dlatego roślina była tak ceniona.

Ale egzemplarz stojący przed nimi wyraźnie nie był w dobrej kondycji.

Owoców było niewiele, a skórka nie miała zdrowego koloru.

Lu Lingxi użył mentalnego skanu.

Biały panel pojawił się przed nim, a trójwymiarowy obraz rośliny wyświetlił się w powietrzu.

Nazwa rośliny: Psianka pięciopalczasta
Potrzeby rośliny: Przycinanie
Żywotność rośliny: Wysoka

Kiedy Lu Lingxi zobaczył słowo „przycinanie”, od razu pomyślał, że roślina rzeczywiście jest trochę zbyt wysoka.

Odwrócił się do mężczyzny i zapytał:

— Czy tę psiankę przycinano tylko raz, kiedy podcinano główną łodygę?

Mężczyzna na moment znieruchomiał ze zdziwienia, po czym natychmiast skinął głową.

Lu Lingxi cierpliwie wyjaśnił:

— Psianka pięciopalczasta nie powinna rosnąć zbyt wysoko. Najlepiej utrzymywać ją na wysokości około sześćdziesięciu centymetrów. Nie trzeba bać się przycinania łodygi — najlepiej podcinać ją dwa albo trzy razy, żeby roślina była niższa i mogła wypuszczać więcej owoców. Kolor skórki też nie jest zbyt ładny, bo brakuje jej światła. Potrzebuje więcej słońca, wtedy owoce będą jasne i błyszczące.

Mężczyzna słuchał z podziwem.

— To co teraz zrobić?

Lu Lingxi rzucił okiem na roślinę.

Na szczęście wciąż nie było za późno na przycięcie. Wyciągnął małe nożyczki i osobiście pokazał mężczyźnie, jak powinien to zrobić. Po krótkiej demonstracji tamten natychmiast wszystko zrozumiał i z wdzięcznym uśmiechem podziękował Lu Lingxiemu.

Yan Yue opierał się o ladę i obserwował Lu Lingxiego, nieco zamyślony.

Kiedy chłopak patrzył na rośliny, jego wyraz twarzy stawał się niewiarygodnie łagodny. Yan Yue przypomniał sobie słowa wujka Li — że Lu Lingxi ma w sobie aurę natury.

Aurę, przy której człowiek po prostu chciał być blisko.

Kiedy klient wyszedł, Yan Yue zapytał z ciekawością:

— Xiao Xi, skąd wiedziałeś, że tej psianki prawie nie przycinano?

Kąciki ust Lu Lingxiego uniosły się figlarnie.

— A gdybym powiedział, że kiedy tylko ją zobaczyłem, wszystkie informacje o niej same pojawiły mi się w głowie… uwierzyłbyś mi, Yan Ge?

W oczach Yan Yue pojawił się uśmiech.

— Tak — odpowiedział z niezwykłą pewnością.

Lu Lingxi: „……”

Yan Yue nagle się roześmiał.

Wyraz twarzy chłopaka był teraz tak zabawny, że nie mógł się powstrzymać.

Jego śmiech przerwał dźwięk telefonu.

Yan Yue odruchowo spojrzał na ekran, ale gdy zobaczył nazwę kontaktu, uśmiech natychmiast zniknął z jego twarzy. Zrobił kilka kroków poza sklep i dopiero wtedy odebrał.

— Dziadku.

Lu Lingxi mimowolnie podniósł wzrok.

Nie wiadomo dlaczego, od razu przypomniała mu się poranna rozmowa telefoniczna. Na twarzy Yan Yue wciąż widniał lekki uśmiech — kąciki ust miał delikatnie uniesione, jakby naprawdę się uśmiechał — ale Lu Lingxi nie potrafił dostrzec w jego oczach choćby śladu ciepła.

Jakby nosił maskę zwaną „uśmiechem”.

— Dobrze.

Yan Yue nie mówił wiele, wyglądało raczej na to, że słucha drugiej strony.

Szybko zakończył rozmowę, po czym spojrzał na Lu Lingxiego z lekkim poczuciem winy.

— Xiao Xi, muszę na chwilę wyjść. Poczekaj na mnie w sklepie, po południu po ciebie przyjadę.

Lu Lingxi skinął głową.

Chciał coś powiedzieć, ale miał wrażenie, że żadne słowa nie będą odpowiednie.

Patrzył, jak Yan Yue odjeżdża samochodem, i dopiero wtedy poczuł żal, że jednak nie zapytał, co się stało.

Yan Yue nie wiedział, o czym w tej chwili myślał Lu Lingxi.

Po opuszczeniu Tiny Garden nie zatrzymał się ani na chwilę i od razu skierował samochód do domu rodziny Yin.

Dziadek zadzwonił, bo chciał zjeść z nim obiad.

Choć przez telefon nie powiedział nic konkretnego, Yan Yue mniej więcej domyślał się, o co chodzi. Nawet An Jie usłyszał już, że Yan Hai ma zostać wysłany do zagranicznego oddziału — nie wierzył więc, by dziadek nic o tym nie wiedział.

Kiedy ostatnim razem rozeszły się plotki, dziadek milczał, podczas gdy Yin Ya skakała wokół całej sprawy jak szalona.

Dzisiejszy obiad był idealną okazją, by sprawdzić stanowisko dziadka.

Myśląc o swoich planach, Yan Yue lekko postukał palcami w kierownicę, a jego twarz stopniowo przybrała zimny wyraz.

Słowo od tłumacza:

Przepraszam za zwłokę w tłumaczeniach, ale większość czasu spędzam w delegacjach za granicą i ciężko mi usiąść do komputera po 8 godzinach pracy przed komputerem ;D Obiecuję, że postaram się o większą częstotliwość publikacji 🙂 Miłego czytania 

Cattuccino

Wasze wsparcie sprawia, że mogę dalej poświęcać czas i energię na tłumaczenie opowiadań, które tak lubicie. Każdy gest, nawet najmniejszy, pomaga mi utrzymać stronę i rozwijać się w tym, co kocham robić. Jeśli doceniacie moją pracę i chcielibyście wesprzeć mnie w dalszym tworzeniu, serdecznie zapraszam do wpłacenia datku przez Ko-fi. Dzięki Wam mogę dostarczać kolejne rozdziały!

Dziękuję za Waszą życzliwość i wsparcie!