wow

Bądź na bieżąco!

Jeśli chcesz być informowana/y o nowych rozdziałach kliknij przycisk znajdujący się obok!

Druga szansa - rozdział 12

Chi Fang naprawdę nie spodziewał się, że Yu Mo stanie w jego obronie. W końcu nie mieli ze sobą zbyt wiele wspólnego — trudno to nawet nazwać przyjaźnią.

Przypominając sobie szkolny mundurek, który został mu „przydzielony” do opieki, Chi Fang przewrócił oczami po raz kolejny.

Gdy tylko padło imię Yu Mo, chłopak naprzeciwko całkowicie się rozkleił. Nie zauważył nawet, że zaczął się rozgadywać i odpowiadać bez sensu. Dopiero później zorientował się, że Chi Fang wyciągnął z niego wszystkie informacje.

Okazało się, że Yu Mo grał z drużyną szkolną na hali sportowej. Tamten chłopak został przez niego pobity i — nie mogąc przełknąć tej zniewagi — zorganizował ekipę, by wieczorem zatrzymać Yu Mo… i został pobity po raz drugi.

Idealny przykład przysłowia: „Sam sobie szukasz guza, to się nie dziw, że oberwiesz.”

Chi Fang nie miał ochoty się w to mieszać. Gdy już wszystko zrozumiał, pozwolił chłopakowi odejść. Patrząc, jak ten ucieka w popłochu, westchnął i przetarł czoło, czując nadchodzący ból głowy.

Chodziło o coś innego. Przypomniał sobie słowa Yu Mo z tamtego dnia — że „może skopać im tyłki”, jeśli będzie trzeba.

Chi Fang myślał wtedy, że to zwykła kpina. Ale teraz, widząc jak pięciu chłopaków próbowało zatrzymać Yu Mo i wszyscy zostali solidnie poturbowani, podczas gdy przyszły „boss” nie odniósł najmniejszego zadrapania…

Wygląda na to, że tej nocy faktycznie był zajęty.

Chi Fang westchnął ponownie.

Czy Yu Mo zrobił to, żeby odwdzięczyć się za tamto zdarzenie? Czy dlatego dał tamtemu nauczkę? Chi Fang nie był pewien. Tak czy inaczej, zapisał to sobie w pamięci.

Ten nieoczekiwany dług wdzięczności sprawił, że odruchowo zaczął zwracać większą uwagę na Yu Mo podczas lekcji.

Yu Mo zupełnie nie pasował do reszty. Chi Fang obserwował go przez kilka dni. Na lekcjach Yu Mo albo rozwiązywał zadania, albo siedział zamyślony. Nigdy z nikim nie rozmawiał. Chi Fang nie był pewien, czy rodzina Yu nie umówiła się z nauczycielami, bo ci nigdy go nie pytali.

Ale przy „samopasowym” systemie wychowania w domu Yu, mógł mieć specjalne przywileje… Może po prostu dlatego, że był dobrym uczniem?

Chi Fang oderwał wzrok i spojrzał na zadanie z matematyki przed sobą. W pierwszej klasie liceum nie było jeszcze podziału na klasy humanistyczne i ścisłe, więc trzeba było uczyć się wszystkiego. Najważniejsze przedmioty? Język chiński, matematyka i angielski.

O angielski Chi Fang się nie martwił. Chiński — tu trzeba było przysiąść. Nie wiedział, czy to efekt tego, że „dusza w jego ciele” należała kiedyś do kogoś po dwudziestce, ale ostatnio miał znacznie lepszą pamięć niż dawniej.

Tylko matematyka wciąż była zmorą. Tu nie wystarczyło się nauczyć — trzeba było rozumieć. Trzeba zrozumieć treść zadania i wiedzieć, czego się od ciebie chce. Chi Fang już na sam widok równania czuł, jak boli go głowa.

Jeszcze przez dziesięć minut zmagał się z zadaniem. Kiedy zabrzmiał dzwonek, odłożył cicho długopis i postanowił wyjść przewietrzyć się.

Niestety — od razu wpadł na kogoś, kogo wcale nie chciał spotkać.

Wang Pengyu, otoczony grupą „młodszych braci”, nie wiadomo jakim cudem przemieścił się od klasy siedemnastej pod drzwi klasy drugiej. Zobaczywszy Chi Fanga samotnie — bez wiernego Pang Zifei przy boku — uniósł brew.

Wokół sami jego ludzie, więc uśmiechnął się drwiąco i rzucił:
— Czyżby to nasz ostatni w roczniku? Słyszałem, że ostatnio się wysilasz. Chcesz w końcu zdobyć drugie miejsce na egzaminie końcowym i wszystkim się pochwalić?

Chi Fang zmarszczył brwi i bez słowa próbował ich wyminąć.

Wang Pengyu jednak zastąpił mu drogę.
— Nie uciekaj. Mam kilka pytań. Może okażesz trochę koleżeńskiego ducha?

Pang Zifei często żartował z Chi Fangiem, ale zawsze z przymrużeniem oka. Im bardziej Chi Fang się irytował, tym szerzej tamten się uśmiechał. Tymczasem Chi Fang spojrzał na Wang Pengyu z lekkim uśmiechem i powiedział tylko jedno:

— Zasłaniasz przejście.

Yu Mo pojawił się nagle obok Wang Pengyu i rzucił chłodno.

Wang Pengyu zmrużył oczy. Nie miał zamiaru wszczynać bójki — chciał tylko zaczepić Chi Fanga. Jeśli tamten chciał przejść, mógł obejść ich bokiem.

Dlaczego ten Chi Fang zawsze ma kogoś, kto go pilnuje?

— Oho — parsknął z pogardą Wang Pengyu. — Co, braciszku, przeszkadzam ci?

Nie zdążył dokończyć. Yu Mo wykonał jeden krok, chwycił go za nadgarstek i w mgnieniu oka rzucił nim o ziemię. Wang Pengyu wylądował na plecach, wpatrując się z niedowierzaniem w sufit.

— Bójka! — krzyknęli uczniowie, którzy stali w pobliżu i obserwowali scenę.

Chi Fang aż się wzdrygnął. Nie spodziewał się, że Yu Mo tak po prostu rzuci się na kogoś bez ostrzeżenia. Widział panikę wokół i szybko pomógł Wang Pengyu wstać, klepiąc go po plecach i uśmiechając się:
— Nic się nie stało, tylko żartowaliśmy. To nie była bójka.

Zanim Wang Pengyu zdążył coś powiedzieć, usłyszał szept Chi Fanga przy uchu:
— Radzę ci milczeć. Jeśli szkoła dowie się o bójce, mnie ukarzą… ale ciebie mogą wyrzucić.

Wang Pengyu natychmiast się opamiętał i z wymuszonym uśmiechem rzucił:
— Tak, tak. Nic się nie stało.

Choć nikt w pobliżu w to nie wierzył, widząc, że obie strony tak twierdzą, tłum stopniowo się rozproszył. Gdy dotarli do rogu przy schodach i upewnili się, że są sami, jednocześnie wypuścili powietrze.

Yu Mo, który stał w cieniu i wszystko widział, dopiero wtedy odetchnął spokojniej.

— Nie będę ci dziękował — warknął Wang Pengyu.

Chi Fang uśmiechnął się promiennie:
— Nie szkodzi. Po prostu nie chcę, żeby mojego darmowego „braciszka” wyrzucili ze szkoły.

Wang Pengyu wycofał się bez słowa, czerwony z gniewu i upokorzenia.

Chi Fang odprowadził go wzrokiem, po czym odwrócił się z lekkim westchnieniem w stronę Yu Mo. Ten przez całą sytuację nie odezwał się już ani słowem — jakby był tylko wielkim, cichym psem idącym tuż za nim.

— Hej… następnym razem nie bądź taki impulsywny — powiedział zrezygnowany Chi Fang.

Yu Mo był przecież najlepszy w roczniku. Gdyby dostał naganę za bójkę, mogłoby to wpłynąć na jego dalszą edukację, a nawet uniemożliwić mu dostanie się na uczelnię z polecenia.

Yu Mo spuścił wzrok i cicho kiwnął głową.

— Ale… — przeciągnął Chi Fang z uśmiechem — dzięki za dziś!

Yu Mo uniósł wzrok i spojrzał na jego uśmiech. Bezwiednie przycisnął prawą ręką lewą stronę klatki piersiowej. Cała złość gdzieś uleciała, a w uszach pozostało jedynie dudnienie własnego serca.

 

Cattuccino

Wasze wsparcie sprawia, że mogę dalej poświęcać czas i energię na tłumaczenie opowiadań, które tak lubicie. Każdy gest, nawet najmniejszy, pomaga mi utrzymać stronę i rozwijać się w tym, co kocham robić. Jeśli doceniacie moją pracę i chcielibyście wesprzeć mnie w dalszym tworzeniu, serdecznie zapraszam do wpłacenia datku przez Ko-fi. Dzięki Wam mogę dostarczać kolejne rozdziały!

Dziękuję za Waszą życzliwość i wsparcie!

Dodaj komentarz