wow

Bądź na bieżąco!

Jeśli chcesz być informowana/y o nowych rozdziałach kliknij przycisk znajdujący się obok!

Druga szansa - rozdział 15

– Paniczu.

Yu Mo skinął głową.

– Do willi.

Kierowca zawahał się przez ułamek sekundy, po czym szybko ruszył silnikiem.

– Dobrze, paniczu – odpowiedział.

Czy on… zabiera mnie do domu?!

Uśmiech nie znikał z twarzy Chi Fanga, ale w duchu próbował sobie tłumaczyć, że Yu Mo przecież wie, iż on też mieszka w willowej dzielnicy.

Samochód jechał płynnie, a Chi Fang odetchnął z ulgą. Niestety, wciąż dokuczał mu lekki ból głowy spowodowany chorobą lokomocyjną. Powstrzymując się od zamknięcia oczu, postanowił znaleźć jakiś temat do rozmowy, by rozładować napiętą atmosferę.

– Byłeś na meczu? – zapytał.

Yu Mo pokręcił głową.

– Nie.

Chi Fang czekał na dalszy komentarz.

„…”

No cóż.

– A jesteś gotowy na jutrzejszą wycieczkę? – zmienił temat na taki, który, jego zdaniem, mógłby zainteresować Yu Mo.

Yu Mo zawahał się, po czym przytaknął. Jego wzrok powędrował na blade oblicze Chi Fanga. a jego brwi lekko się zmarszczyły.

Chi Fang przypomniał sobie, jak wtedy Yu Mo poważnie notował wszystko, co mówiła przewodnicząca klasy. Był niemal pewien, że kupił wszystko z listy. Dlatego dodał:

– W sumie nie trzeba zbyt wiele przygotowywać. W zoo jest sporo sklepików, większość rzeczy można tam…

– Przestań mówić – przerwał mu nagle Yu Mo.

Uśmiech Chi Fanga natychmiast zniknął z twarzy. Wnętrze samochodu ogarnęła niezręczna cisza. Kierowca ścisnął kierownicę mocniej, niepewny, czy jeśli zaraz padnie prośba o zatrzymanie auta – powinien się zatrzymać, czy nie.

Yu Mo również wyczuł zmianę atmosfery. Odruchowo ścisnął materiał siedzenia.

Wiedział, że jego sposób mówienia często drażni innych. Dlatego zwykle w ogóle się nie odzywał. Jeśli już, ograniczał się do najprostszych słów. Nigdy nie zależało mu na tym, by zmieniać się pod kogoś – nawet jeśli kogoś uraził. Bo i tak nie mają szans w starciu z nim.

Ale tym razem… czuł się naprawdę nieswojo. Siedział sztywno na swoim miejscu, lecz kątem oka co chwilę zerkał na Chi Fanga.

Twarz Chi Fanga była chłodna, uśmiech zniknął, dołeczki na policzkach się nie pojawiały. Patrzył obojętnie przez okno.

Naprawdę się obraził.

W sercu Yu Mo pojawiła się lekka panika, a jego twarz przybrała jeszcze bardziej spięty wyraz.

W środku auta zapanowała niezręczna cisza.

Chi Fang był wściekły. Chociaż jego mina była spokojna, w głowie prowadził już prawdziwą awanturę z wyimaginowaną wersją Yu Mo.

Czy ten człowiek naprawdę umie rozmawiać?! Próbował przecież nawiązać rozmowę tylko po to, by nie myśleć o mdłościach i rozładować napięcie między nimi. Wystarczyło zamienić kilka zdań! Ale Yu Mo już przy drugiim zdaniu go zablokował.

Choć Chi Fang miał do niego ostatnio słabość, ten jego lodowaty styl bycia był naprawdę… trudny do zniesienia. Spojrzał ukradkiem na niespokojnego Yu Mo i w myślach zdzielił samego siebie za to, że wciąż mu zależy.

Zmiękcz serce jeszcze trochę, to cię przeżuje i wypluje jak pestkę.

Westchnął i w końcu się odwrócił z wymuszonym uśmiechem.

– Przepraszam… – powiedział cicho. – Pokłóciliśmy się?

Yu Mo, widząc uśmiech na jego twarzy, posmutniał jeszcze bardziej. Chi Fang mrugnął ze zdziwieniem. Dał mu szansę na zejście z tonu, a on wyglądał, jakby zrobiło mu się gorzej.

– Co…?

– Nie uśmiechaj się – powiedział Yu Mo i sięgnął dłonią, by zakryć Chi Fangowi oczy. Rzęsy Chi Fanga zadrgały, muskając jego dłoń. – Nie uśmiechaj się.

Nie wiedział dlaczego, ale ten uśmiech sprawiał, że czuł się okropnie.

Chi Fang mrugnął w ciemności. Kierowca, widząc spojrzenie młodego pana w lusterku wstecznym, czym prędzej odwrócił wzrok.

Dłoń Yu Mo była ciepła. Ciepło promieniowało od jego skóry aż po brwi Chi Fanga. Zamiast czuć się niepewnie przez to, że nic nie widzi, pierwszą myślą Chi Fanga było: A gdzie się podziała jego obsesja na punkcie czystości?!

Ocknął się i westchnął z rezygnacją.

– Czemu nawet się uśmiechać nie mogę?

Zapanowała cisza. Dopiero po chwili Yu Mo odpowiedział cicho:

– Nie musisz się uśmiechać… jeśli nie masz ochoty. – Zawahał się i dodał: – I nie musisz mówić, jeśli nie chcesz. Nie zmuszaj się do niczego.

Po tych słowach Chi Fang dosłownie zesztywniał. Zamrugał pod zakrytą dłonią, przygryzł wargę i odchylił się do tyłu, opierając o siedzenie.

W aucie znów zapanowała cisza. Chi Fang już nie próbował prowadzić rozmowy. Czując ciężar dłoni na oczach, słyszał wyraźnie oddech Yu Mo — przyspieszony, niespokojny.

– Już jesteśmy? – zapytał nagle.

Yu Mo spojrzał przez okno.

Brama osiedla willowego była już niedaleko. Kierowca, który nie odważył się im przerwać, ostrożnie zjechał na pobocze.

Yu Mo powoli zabrał rękę, ignorując ukłucie żalu, które pojawiło się w jego wnętrzu.

– Tak – odparł cicho.

Chi Fang uśmiechnął się i wysiadł z auta, pamiętając nawet, by podziękować kierowcy.

Na jego twarzy nie było widać cienia złości, ale Yu Mo wciąż czuł się nieswojo. W końcu poprosił kierowcę, żeby odjechał, a sam wysiadł, idąc za Chi Fangiem.

Chi Fang nie zwrócił uwagi na ten „ogon”. Strażnik przy bramie znał ich obu, więc bez słowa ich przepuścił.

Yu Mo szedł krok za nim. Nie potrafił określić, co czuje – niepokój? żal? frustrację? – ale wszystko trzymał głęboko w sobie, nie okazując niczego na twarzy.

Szli w ciszy. Dopiero przy ostatnim zakręcie Chi Fang się zatrzymał i Yu Mo odruchowo też stanął.

– To ja już pójdę – powiedział Chi Fang.

Yu Mo tylko skinął głową.

Chi Fang się odwrócił, ale gdy spojrzał kątem oka, zauważył, że Yu Mo wciąż stoi w miejscu. Na jego twarzy nie było emocji, ale w jego postawie dało się wyczuć rozczarowanie.

Chi Fang westchnął głęboko, po czym zawrócił.

– Naprawdę wszystko w porządku – powiedział, stając naprzeciwko Yu Mo. Choć miał już ponad metr siedemdziesiąt, Yu Mo był od niego o pół głowy wyższy, więc Chi Fang widział tylko jego gładką, bladą brodę.

Cofnął się o krok i spojrzał na nieco w górę.

– Nie jestem zły. Po prostu… nie jestem do tego przyzwyczajony – przyznał, przeczesując włosy dłonią.

Yu Mo pochylił lekko głowę, patrząc na niego z mieszanką zagubienia i smutku. Chi Fang otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale ostatecznie zamilkł.

Cattuccino

Wasze wsparcie sprawia, że mogę dalej poświęcać czas i energię na tłumaczenie opowiadań, które tak lubicie. Każdy gest, nawet najmniejszy, pomaga mi utrzymać stronę i rozwijać się w tym, co kocham robić. Jeśli doceniacie moją pracę i chcielibyście wesprzeć mnie w dalszym tworzeniu, serdecznie zapraszam do wpłacenia datku przez Ko-fi. Dzięki Wam mogę dostarczać kolejne rozdziały!

Dziękuję za Waszą życzliwość i wsparcie!

Dodaj komentarz