
Bądź na bieżąco!
Jeśli chcesz być informowana/y o nowych rozdziałach kliknij przycisk znajdujący się obok!
Druga szansa - rozdział 16
Kiedy Chi Fang wrócił do domu, mama Chi jeszcze nie spała – siedziała w salonie i oglądała program w telewizji. Słysząc, jak młodszy syn otwiera drzwi, zatrzymała program i wstała, by go przywitać.
– I jak? Dobrze się bawiłeś? – zapytała z uśmiechem.
Chi Fang przytaknął, a na jego twarzy pojawił się wyraz zmęczenia.
– Pang Zifei wygrał mistrzostwa i razem z drużyną poszli szaleleć ze szczęścia.
– Bardzo dobrze – powiedziała mama Chi łagodnie, dotykając czoła syna. – Zmęczony, co? Idź odpocznij, za chwilę ci przejdzie. Jeśli nie poczujesz się lepiej, to jutro weź sobie wolne.
Chi Fang skinął głową, uspokoił mamę kilkoma słowami, po czym poszedł na górę do swojego pokoju.
Po wejściu do pokoju całe napięcie z niego zeszło – zmęczenie aż biło mu z oczu. Nie miał nawet siły zapalić światła. Zrobił kilka kroków do przodu i padł prosto na łóżko.
Najpierw niemal cały dzień spędził na zawodach, a potem jeszcze dopadła go choroba lokomocyjna – Chi Fang nie miał już na nic siły. Leżał rozłożony na łóżku. Po dłuższej chwili chłopak poruszył się dwa razy, z pozycji leżącej na boku przeszedł do leżenia na plecach.
Wpatrywał się bezmyślnie w lampę nad głową.
Od kiedy się odrodził, Chi Fang zawsze miał wrażenie, że dobrze się ukrywa. Poza nagłą zmianą w podejściu do nauki, niewiele się przecież zmieniło. Jednak dzisiejsze słowa Yu Mo całkowicie go otrzeźwiły.
Nawet jeśli będzie się ukrywał przez lata, to doświadczenia, które kiedyś wciągnęły go w bagno, pozostawiły po sobie niezatarty ślad. Nawet Yu Mo był w stanie to zauważyć – coś, czego sprytna mama Chi nie dostrzegła. Po prostu, by go nie zawstydzać, Yu Mo nie dopytywał.
Chi Fang zatrzymał na chwilę swój tok myślenia, po czym nagle podniósł się z łóżka.
W każdej sypialni w willi była łazienka. Chi Fang stanął przed lustrem w swojej i spojrzał na własne odbicie.
Piętnastoletni Chi Fang miał jeszcze na twarzy ślady dziecięcego tłuszczyku, ale wzrostem prawie nie różnił się od swojego dorosłego „ja”. Jednak kiedy spojrzał sobie w oczy w lustrze, wydały mu się nieco nieobecne.
Wydawało mu się, że patrzy oczami starego człowieka.
Próbując się uśmiechnąć do własnego odbicia, Chi Fang spojrzał na dobrze sobie znany, uprzejmy uśmiech i zmarszczył brwi. Usiłował mocniej unieść kąciki ust, ale przez to całość wyglądała tylko groteskowo.
– Ech – westchnął z irytacją Chi Fang, wyprostował się i wskazał palcem na swoje odbicie w lustrze. – Popatrz na siebie. Nawet z taką drobnostką sobie nie radzisz, a piętnastoletni gówniarz już cię przejrzał. Żałosne!
Chi Fang przez chwilę patrzył oszołomiony na swoje odbicie.
Ale ten mały gówniarz stanie się rekinem biznesu… Choć póki co jest trochę flegmatyczny. Trudno, lepiej, żeby Chi Fang trzymał się z dala od Yu Mo. W przeciwnym razie nie wiadomo, kiedy jego sekret wyjdzie na jaw.
Chi Fang westchnął, gdy nagle do drzwi zapukała mama Chi.
– A’Fang? Chodź jeść.
– Już idę! – odpowiedział odruchowo Chi Fang, rzucił sobie ostatnie spojrzenie w lustrze, po czym otworzył drzwi i zszedł na dół.
Ojciec Chi i najstarszy brat nadal siedzieli w pracy po godzinach, a drugi brat – który nie wiadomo, kiedy wrócił do domu – teraz pomagał mamie wynosić potrawy na stół. Widząc to, Chi Fang przyspieszył kroku po schodach i dołączył, żeby pomóc nakryć do stołu.
Podczas kolacji zarówno mama Chi, jak i Chi Zheng wyczuli milczenie Chi Fanga i wymienili się ukradkowym spojrzeniem.
Chi Zheng sięgnął pałeczkami po żeberka i nałożył młodszemu bratu.
– Jak tam dzisiaj na zawodach?
Chi Fang spojrzał na niego i chciał się uśmiechnąć odruchowo, ale ledwo uniósł kąciki ust, przypomniały mu się słowa Yu Mo. Uśmiech zamarł mu na twarzy.
Nawyki naprawdę były uciążliwe.
Chi Fang jadł po cichu, w duchu zirytowany.
Młodszy brat wyraźnie nie był w formie, więc Chi Zheng spojrzał pytająco na mamę, a ta tylko bezgłośnie pokręciła głową. Rano Chi Fang poszedł oglądać zawody Pang Zifei, wszystko było w porządku. Po południu miał dobry humor, nawet wysłał wiadomość. A wieczorem wrócił całkiem odmieniony.
Czyżby coś się stało po drodze?
– A propos – Chi Zheng zamyślił się przez chwilę i zapytał: – Zawody były w centrum kongresowym? Daleko stamtąd. Braciszku, wracałeś taksówką?
Chi Fang miał trochę dziwny wyraz twarzy, ale pokręcił głową.
– Nie, spotkałem kolegę niedaleko hali. Podrzucił mnie do domu.
Chi Zheng był lekko zaskoczony i już miał zapytać, kto to był, gdy odezwała się mama Chi.
– To był Yu Mo? – zapytała po namyśle, przypominając sobie imię. W końcu Chi Fang wspominał o nim w zeszłym tygodniu, więc jeszcze pamiętała.
Chi Fang skinął głową, ale nic więcej nie powiedział.
Patrząc na zamyślonego młodszego brata, Chi Zheng od razu miał kiepskie zdanie o Yu Mo.
Ten dzieciak na pewno dokuczył mojemu bratu!
W weekendowy poranek, gdy Chi Fang się obudził, całe ciało miał obolałe, jakby się buntowało. Przez pięć minut przewracał się w łóżku, zanim w końcu, zaciskając zęby, zmusił się do wstania. Mama Chi chciała przygotować mu coś do jedzenia, ale Chi Fang stanowczo odmówił.
Kiedy dotarł pod bramę szkoły, do zbiórki brakowało jeszcze dziesięciu minut, a przed wejściem gromadziła się już grupka uczniów rozmawiających ze sobą. Chi Fang kazał kierowcy zatrzymać się z boku i sam powoli podszedł do wejścia.
Rozejrzał się, nie dostrzegł Pang Zifei, za to zauważył stojącego samotnie Yu Mo. Chi Fang odruchowo spojrzał na jego plecak, przypominając sobie rozmowę z poprzedniego dnia. Choć plecak Yu Mo był lekko wypchany, wyglądał całkiem normalnie.
Chi Fang odetchnął z ulgą, a po chwili aż się uśmiechnął pod nosem.
Przecież postanowił trzymać się od Yu Mo z daleka, a tu znowu zaczyna się nim przejmować! Jak to się stało?
Pokręcił głową i podszedł do kilku znajomych z klasy, przywitał się z uśmiechem i wkrótce został wciągnięty w rozmowę.
Yu Mo stał nieopodal i patrzył na wymuszony uśmiech na twarzy Chi Fang. Zawahał się przez chwilę, ale w końcu nic nie powiedział.
Chi Fang rozmawiał z kolegami, jednak co chwilę zerkał w stronę Yu Mo. Yu Mo nigdy nie odzywał się w klasie i nie miał żadnych przyjaciół, więc mógł tylko stać z kamienną twarzą, całkiem sam.
Nie bądź miękki! – upomniał się w myślach Chi Fang i odwrócił się do Yu Mo plecami.
Po chwili zjawił się przewodniczący klasy i Chi Fang podszedł, żeby stanąć obok niego. Rozejrzał się jeszcze raz i zorientował się, że Pang Zifei wciąż się nie pojawił. Zmarszczył brwi, wyjął telefon i dopiero wtedy zauważył, że Pang Zifei wysłał mu wiadomość zeszłej nocy.
Okazało się, że po zwycięstwie Pang Zifei planował tylko zjeść coś i wrócić do domu, ale z radości skończył w kafejce internetowej na graniu przez pół nocy. Rano nie miał już siły wstać z łóżka i musiał poprosić nauczyciela o zwolnienie z wycieczki.
Pang Zifei: Nawet nie wiesz jak cierpię… Moja wycieczka jesienna!!!
Chi Fang patrząc na wiadomość, niemal czuł frustrację Pang Zifei emanującą z ekranu. Chociaż sam twierdził, że nie jest zainteresowany, najwyraźniej Pang Zifei bardzo chciał jechać.
Chi Fang: Przestań już narzekać, odpocznij porządnie i jutro wróć do szkoły.
Gdy uczniowie zaczęli się zbierać, Chi Fang schował telefon i dołączył do grupy wsiadającej do autokaru.
Pang Zifei zasnął dopiero przed czwartą rano. W półśnie wysłał Chi Fangowi kilka słów, upewnił się, że wszystko u niego w porządku, i jeszcze zamknął oczy, dopisując ostatnią wiadomość, po czym znowu odpłynął.
Chi Fang usiadł, włączył telefon i spojrzał na tę ostatnią wiadomość Pang Zifei, przez chwilę zdezorientowany.
Pang Zifei: Tato.
Chi Fang zawahał się przez moment, zanim odpisał:
Chi Fang: Tak?

Wasze wsparcie sprawia, że mogę dalej poświęcać czas i energię na tłumaczenie opowiadań, które tak lubicie. Każdy gest, nawet najmniejszy, pomaga mi utrzymać stronę i rozwijać się w tym, co kocham robić. Jeśli doceniacie moją pracę i chcielibyście wesprzeć mnie w dalszym tworzeniu, serdecznie zapraszam do wpłacenia datku przez Ko-fi. Dzięki Wam mogę dostarczać kolejne rozdziały!
Dziękuję za Waszą życzliwość i wsparcie!