wow

Bądź na bieżąco!

Jeśli chcesz być informowana/y o nowych rozdziałach kliknij przycisk znajdujący się obok!

Druga szansa - rozdział 29

— Ma Hao — powiedział chłodno Yu Mo.

— Yu… Yu Mo. — Ma Hao skinął sztywno głową, a w jego sercu natychmiast pojawiło się gorzkie poczucie żalu. Gdyby wiedział, że ta dziewczyna sprowokowała właśnie Yu Mo, za żadne skarby nie wychodziłby przed szereg!

Ludzie stojący obok spojrzeli na niego dziwnie. Kilka osób wymieniło spojrzenia i odruchowo cofnęło się o krok, nie odzywając się ani słowem.

Kiedy Chi Fang usłyszał nazwisko chłopaka, lekko się zawahał.

Ma… rodzina Ma?

Wysunął lekko głowę zza Pang Zifeia i przyjrzał się Ma Hao z większą uwagą.

Ma Hao patrzył na Yu Mo, desperacko próbując powstrzymać odruch ucieczki. Fałszywy uśmiech na jego twarzy ledwo się trzymał.

Spotkał Yu Mo już kiedyś podczas rodzinnego przyjęcia. Wtedy wydawał mu się jedynie milczącym kujonem, ale… jego ojciec stanowczo zabronił mu prowokować Yu Mo.

Początkowo Ma Hao sądził, że chodzi po prostu o pozycję rodziny Yu. Później jednak usłyszał kilka plotek. Mówiono, że każdy, kto próbował narobić Yu Mo problemów, kończył marnie. W najlepszym przypadku sytuacja odwracała się przeciwko nim samym. Co gorsza — nie dało się znaleźć żadnych dowodów, by Yu Mo zrobił cokolwiek niewłaściwego, więc wszyscy mogli jedynie uznać, że dopadł ich pech.

Z czasem ludzie przestali nawet próbować szukać zaczepki u Yu Mo. Nawet ci, którzy chcieli zdobyć względy rodziny Yu, omijali go szerokim łukiem.

Ma Hao wziął głęboki oddech, po czym nagle odwrócił się i wydarł na dziewczynę:

— Szybko! Przeproś młodego pana Yu!

Dziewczyna znieruchomiała.

Ma Hao w ogóle się tym nie przejął. Twarz Yu Mo jak zwykle pozostawała kompletnie bez wyrazu. Nie potrafił stwierdzić, czy ten naprawdę się zezłościł, ale jedno było pewne — zdecydowanie był niezadowolony. A skoro dało się zrzucić winę na kogoś innego, to czy ta dziewczyna nie była idealnym kozłem ofiarnym?

— Na co się gapisz?! — syknął. — Ludzie tylko cię trochę nastraszyli. Nawet cię nie dotknęli, a ty już wszędzie biegasz i robisz aferę! Czemu jeszcze nie przeprosiłaś?!

Dziewczyna rozszerzyła oczy z niedowierzania.

— To ty pierwszy się wkurzyłeś! — wykrzyknęła. — Ja tylko powiedziałam, że ktoś uznał cię za gorszego od kogoś innego! To ty się zagotowałeś i teraz szukasz winnego! Co to ma wspólnego ze mną?!

Dwójka zaczęła przekrzykiwać się coraz głośniej.

Pang Zifei wyglądał, jakby oglądał najlepsze przedstawienie życia. Sądząc po jego minie, brakowało mu tylko popcornu i transparentu do kibicowania.

— Naprawdę… — Chi Fang pokręcił głową, nie wiedząc już nawet, co powiedzieć.

Był jednak trochę zdezorientowany. Owszem, rodzina Ma mogła obawiać się rodziny Yu, ale żeby aż tak panicznie bać się jednego nastolatka…?

Czy Yu Mo zrobił kiedyś coś, o czym on nie wiedział?

— Przeprosiny?

Głos Yu Mo rozległ się nagle pośród całego zamieszania — chłodny, spokojny i cichy.

A mimo to wszyscy natychmiast ucichli.

Pang Zifei obserwował wszystko z wyraźnym zainteresowaniem. Kiedy Yu Mo odwrócił się do niego i zadał pytanie, przez chwilę wyglądał na zdezorientowanego, zanim w końcu zrozumiał, o co chodzi.

Machnął ręką.

— Daj spokój, to tylko jakaś dziewczyna. Ale ten typ to naprawdę… — urwał zirytowany.

Choć niewiele obchodziła go sama dziewczyna, zrzucanie całej winy na nią było po prostu żałosne.

Skoro Pang Zifei nie zamierzał ciągnąć sprawy dalej, Yu Mo również nie miał ochoty poświęcać tym ludziom więcej uwagi. Odwrócił się do Chi Fanga.

— Idziemy pograć?

Chi Fang zawahał się i zerknął w stronę dziewczyny. Wokół Ma Hao zebrało się już kilka rozwścieczonych koleżanek. Jedna po drugiej zaczynały go krytykować za jego zachowanie, a atmosfera robiła się coraz bardziej napięta. Reszta ludzi ukradkiem spoglądała na Yu Mo, próbując odgadnąć, kim właściwie jest.

Po tym wszystkim Yu Mo nadal chciał wrócić do gry…

Chi Fang pokręcił głową z lekkim rozbawieniem.

— Dajmy sobie dziś spokój.

Widząc subtelne niezadowolenie na twarzy Yu Mo, zamrugał nagle i zwrócił się do Pang Zifeia:

— Pang Zifei, ty chyba masz dziś trening po południu? Nie powinieneś już iść?

Wywołany znienacka Pang Zifei osłupiał. Do treningu zostały jeszcze ponad dwie godziny. Już miał zaprzeczyć, kiedy spotkał spojrzenie Chi Fanga.

Natychmiast odwrócił głowę i zaczął gorączkowo przytakiwać:

— Tak, tak! Mam trening! Zaraz się spóźnię! Nie gram już, lecę!

Boże drogi… odkąd spojrzenie Chi Xiaofanga stało się takie przerażające?!

Pang Zifei pożegnał się szybko ze znajomymi i dosłownie uciekł z boiska.

Chi Fang spojrzał na Yu Mo i uśmiechnął się.

— Wracamy?

Została tylko ich dwójka. Yu Mo skinął głową, choć wyglądał na odrobinę rozczarowanego.

Ma Hao stojący z boku zauważył, że Yu Mo kompletnie przestał zwracać na niego uwagę. W jego oczach przemknął cień złośliwości, szybko jednak przykryty niepokojem. Zignorował dziewczynę, która wciąż miała do niego pretensje, i korzystając z chwili nieuwagi Yu Mo, po prostu odszedł razem z resztą ludzi.

Yu Mo rzucił jego oddalającym się plecom chłodne spojrzenie i ruszył za Chi Fangiem.

Ponieważ byli umówieni z kierowcą dopiero na czwartą po południu, Yu Mo zadzwonił do niego i poprosił, by przyjechał wcześniej. Gdy rozmawiał przez telefon, Chi Fang rozejrzał się po okolicy i zauważył herbaciarnię przy ulicy.

Listopadowe powietrze było już naprawdę zimne. Podczas gry nie odczuwało się chłodu, ale teraz, stojąc bez ruchu na wietrze, chłód zaczynał przenikać aż do kości. A kierowca miał dotrzeć dopiero za jakiś czas.

Nie mogli przecież po prostu stać na dworze i marznąć.

Chi Fang spojrzał na Yu Mo, który właśnie kończył rozmowę.

— Napijemy się bubble tea?

W oczach Yu Mo pojawiło się lekkie zdziwienie, ale mimo to skinął głową.

W herbaciarni za ladą stał tylko jeden chłopak. Gdy usłyszał dźwięk otwierających się drzwi, podniósł głowę. Lokal znajdował się tuż obok gimnazjum, więc wystrój był utrzymany w pastelowych, różowych barwach — zupełnie niepasujących do dwóch wysokich chłopaków, którzy właśnie weszli do środka.

— Hmm… Ja wezmę espresso. A ty? — Chi Fang spojrzał na Yu Mo.

Chłopak za ladą nie mógł powstrzymać się od kolejnego spojrzenia na Chi Fanga.

— To samo co ty — odpowiedział Yu Mo.

Kiedy barista odwrócił się, by przygotować kawę, Chi Fang szybko go zatrzymał:

— Chwileczkę. Jedno espresso… a drugie… — zerknął na menu. — Mleko z ciasteczkami czekoladowymi.

Po zapłaceniu znaleźli miejsce przy oknie.

— Zamówiłem sobie gorzką kawę — wyjaśnił Chi Fang z uśmiechem. — A ty przecież lubisz słodkie rzeczy, prawda?

Obsługa była szybka i po chwili oba napoje znalazły się na stole. Chi Fang upił łyk espresso, czując, jak gorzki smak rozlewa się po ustach, po czym wyjął telefon i zaczął pisać wiadomość do matki.

Chi Fang: Mamo, po prostu mnie posłuchaj. Nie zgadzaj się od razu, poczekaj jeszcze dwa dni i zobaczysz. Skoro już tam jesteście, potraktuj to jak obserwację.

Matka Chi, czytając wiadomość od syna, nie mogła ukryć zdziwienia.

Kiedy wcześniej dowiedzieli się, że wujek Chi miała wypadek samochodowy i trafiła do szpitala, natychmiast przyjechali do sąsiedniego miasta. Na miejscu okazało się jednak, że sytuacja wcale nie była aż tak poważna.

Początkowo planowali wrócić już następnego dnia. Wtedy jednak ciotka Chi zaczęła narzekać, że członek rodziny jest ciężko ranny, a oni zachowują się tak obojętnie, jakby nie mieli serca. Problem polegał na tym, że jeszcze chwilę wcześniej jej mąż był pełen życia, a dopiero gdy weszli do sali, nagle zaczął wyglądać jak umierający.

Ojciec Chi zawsze miał słabość do starszej siostry — w końcu to ona opiekowała się nim, gdy był młodszy — dlatego małżeństwo zostało na dłużej. Niedługo potem ciotka zaczęła mimochodem wspominać, jaki to jej syn jest zdolny i ambitny, tylko brak mu odpowiedniej okazji.

Matka Chi pamiętała kuzyna. Jego wyniki były przeciętne, zdecydowanie dalekie od cudów, które opowiadała o nim siostra męża. Ot, zwykły chłopak.

Nie trzeba było wielkiej przenikliwości, by zrozumieć, do czego zmierza ciotka — chciała wcisnąć syna do firmy rodziny Chi.

Początkowo matka Chi rozważała umieszczenie go w jednej z filii, pod czujnym okiem zaufanych ludzi. Ale skoro jej syn wyraźnie ją ostrzegał…

— Xiuli, posłuchaj… — powiedziała z serdecznym uśmiechem. — Zatrudnienie kogoś w firmie to nie taka prosta sprawa. Musimy najpierw sprawdzić sytuację w przedsiębiorstwie. Niech siostrzeniec prześle mi swoje CV, a ja poproszę dział HR, żeby się temu przyjrzał.

Jej ton był szczery i uprzejmy.

— Nie martw się. Jeśli naprawdę ma zdolności, odpowiednie stanowisko na pewno się znajdzie.

Ciotka Chi rzuciła jej dziwne spojrzenie, ale bardzo szybko odzyskała uśmiech.

Chi Fang odetchnął z ulgą, gdy dostał odpowiedź od matki. Podnosząc wzrok znad telefonu, zauważył, że Yu Mo wpatruje się w kubek kawy w lekkim zamyśleniu. W jego oczach błyszczało coś na kształt ciekawości.

Chi Fang obawiał się, że Yu Mo nie polubi gorzkiego smaku kawy, dlatego wcześniej nie pozwolił mu jej spróbować — szczególnie że zamówił wyjątkowo mocne espresso. Ale skoro Yu Mo wyglądał na zainteresowanego…

Chi Fang uniósł brew i przesunął kubek w jego stronę.

— Chcesz spróbować?

Yu Mo ostrożnie wziął kubek do ręki. Sam nie wiedział dlaczego, ale jego uszy nagle zrobiły się dziwnie gorące. Opuścił wzrok i ostrożnie upił łyk kawy… po czym odstawił kubek z całkowicie niewzruszoną miną.

Chi Fang z rozbawieniem czekał, aż Yu Mo skrzywi się od goryczy. Widząc jednak jego spokojną twarz, sam spojrzał na kubek z lekką dezorientacją i ponownie spróbował napoju.

Tak, zdecydowanie była bardzo gorzka.

Yu Mo zauważył jego reakcję, a końcówki uszu zrobiły się jeszcze bardziej czerwone. Mimo gorzkiego smaku w ustach wyraźnie czuł jakąś trudną do opisania słodycz.

Czyżby był chory?

Yu Mo zaczął poważnie zastanawiać się, czy nie umówić się w przyszłym tygodniu do rodzinnego lekarza na badania.

— Nie jest gorzka? — zapytał Chi Fang z niedowierzaniem.

Yu Mo poczuł cierpki smak rozlewający się po języku i skinął głową.

Kawa rzeczywiście była gorzka, ale…

Chi Fang pił ją bez najmniejszej zmiany wyrazu twarzy.

Czy to dlatego, że wcześniej musiał już doświadczać czegoś naprawdę gorzkiego? Ale przecież był zwykłym szesnasto- czy siedemnastolatkiem. Czy jego rodzina nie powinna go rozpieszczać?

Czyżby w domu źle go traktowano?

Chi Fang oczywiście nie miał pojęcia, jakie katastrofalne wnioski właśnie wyciąga Yu Mo, więc mógł jedynie pocieszać się w duchu, że… być może gusta wielkich bossów po prostu różnią się od gustów zwykłych ludzi.

Kiedy skończyli pić, podjechał kierowca. Teraz widok Chi Fanga w samochodzie Yu Mo nie robił już na nim najmniejszego wrażenia. Wręcz przeciwnie — przywitał go niemal po przyjacielsku.

Po powrocie pod willę Chi Fang już miał wysiadać, gdy Yu Mo nagle go zatrzymał.

— Wasz kierowca nadal jest niedostępny? — zapytał.

W piątek Chi Fang wspominał jedynie, że rodzinny kierowca musiał wziąć wolne. Ale teraz był już weekend, a Yu Mo wciąż ani razu go nie widział. Co więcej, znając charakter Chi Fanga, był pewien, że gdyby miał możliwość wezwania kierowcy rodziny Chi, nigdy nie prosiłby jego o podwożenie. Nawet rano Yu Mo odebrał go przecież z przystanku autobusowego.

Chi Fang nie spodziewał się, że Yu Mo tak szybko wszystko połączy. Skinął głową z lekkim zakłopotaniem.

— Wygląda na to, że sprawy ciotki są bardziej skomplikowane, niż się wydawało. Rodzice pewnie wrócą dopiero za tydzień.

Yu Mo zmarszczył lekko brwi.

— Mogę ci jakoś pomóc?

Chi Fang spojrzał na jego poważną twarz, po czym bezradnie westchnął. Nachylił się przez otwarte okno samochodu i lekko stuknął Yu Mo palcem w czoło.

— Nigdy więcej nie mów takich rzeczy, rozumiesz?

Kim była rodzina Yu? Yu Mo był dzieckiem tej rodziny. Gdyby ktoś usłyszał takie słowa, natychmiast próbowałby się do niego przykleić. W drobnych sprawach może nie byłoby problemu, ale co jeśli chodziłoby o coś poważniejszego?

Yu Mo został kompletnie zaskoczony tym nagłym gestem. Odruchowo cofnął się trochę i spojrzał na Chi Fanga z lekkim zagubieniem.

Chi Fang nie potrafił wyjaśnić mu tych wszystkich skomplikowanych spraw związanych z ludźmi i interesami, więc zamrugał i szybko zmienił temat.

— A dlaczego pytasz o kierowcę?

Yu Mo najwyraźniej nie chciał rozwijać wcześniejszego tematu, więc odpowiedział tylko:

— Jeśli nie ma kierowcy… jak jutro pojedziesz do szkoły?

Chi Fang zamarł.

Rzeczywiście. Choć na co dzień mieszkał w mieszkaniu bliżej szkoły, w poniedziałek rano i tak musiałby wrócić do szkoły z willi. A to oznaczało autobus, pobudkę godzinę wcześniej i ścisk wśród tłumu ludzi…

Nie, absolutnie nie.

— Ekhm… — odchrząknął niezręcznie i spojrzał na Yu Mo z uśmiechem. — Mogę jutro pojechać z tobą do szkoły?

Yu Mo podniósł wzrok. Jego czarno-białe oczy zatrzymały się na uśmiechniętych oczach Chi Fanga.

I zanim zdążył się zastanowić, skinął głową.

— Dobrze.

Słowo od tłumacza:

Przepraszam za zwłokę w tłumaczeniach, ale większość czasu spędzam w delegacjach za granicą i ciężko mi usiąść do komputera po 8 godzinach pracy przed komputerem ;D Obiecuję, że postaram się o większą częstotliwość publikacji 🙂 Miłego czytania 

Cattuccino

Wasze wsparcie sprawia, że mogę dalej poświęcać czas i energię na tłumaczenie opowiadań, które tak lubicie. Każdy gest, nawet najmniejszy, pomaga mi utrzymać stronę i rozwijać się w tym, co kocham robić. Jeśli doceniacie moją pracę i chcielibyście wesprzeć mnie w dalszym tworzeniu, serdecznie zapraszam do wpłacenia datku przez Ko-fi. Dzięki Wam mogę dostarczać kolejne rozdziały!

Dziękuję za Waszą życzliwość i wsparcie!