wow

Bądź na bieżąco!

Jeśli chcesz być informowana/y o nowych rozdziałach kliknij przycisk znajdujący się obok!

Cudowne życie - rozdział 14

Letni deszcz ustaje równie szybko, jak się zaczyna.

Rany na ciele dużego psa nie zostały jeszcze opatrzone, a na zewnątrz deszcz już przestał padać.

Znieczulenie zaczęło działać, pies zasnął, a Lu Lingxi mógł odejść. Dong Zhi zdążył jeszcze ostrzec go, żeby uważał w drodze do domu. Lu Lingxi pokręcił głową – nie zamierzał odchodzić w połowie. Chciał poczekać do końca zabiegu i zapytać o stan psa. Gdy tylko dotknął jego ciała, poczuł pod dłonią wychudzone, kościste ciało i wyraźne blizny w kilku miejscach. Nigdy wcześniej nie widział bezpańskiego psa, i choć nie był na tyle naiwny, by myśleć, że wszystkie psy są gładkie i lśniące jak golden retriever z głównej rezydencji rodziny Lu, nie spodziewał się też, że będą aż tak chude i kościste. Żeby nie przeszkadzać, Lu Lingxi cicho cofnął się o kilka kroków i stanął tuż obok Yan Yue.

Z punktu widzenia Yan Yue, chłopak wyglądał na delikatnego, a jego szczupła sylwetka wydawała się nieco zbyt drobna. Było lato, więc nastolatek miał na sobie jasnoniebieską koszulkę, a krótkie, czarne włosy miękko opadały, sprawiając, że jego odsłonięta szyja wyglądała jeszcze bardziej delikatnie i blado.

Gdy chłopak był daleko, Yan Yue tego nie czuł, ale teraz, gdy stał tak blisko, miał wrażenie, że jego obecność działa kojąco. Gdy tylko chłopak stał cicho obok niego, gwałtowne emocje, które Yan Yue tłumił w sobie, zaczęły się uspokajać. Nie mógł się powstrzymać przed pragnieniem, by podejść bliżej, jeszcze bliżej.

Kiedy ta myśl przemknęła mu przez głowę, Yan Yue zszokowany uświadomił sobie, że faktycznie zrobił krok w stronę nastolatka. Gdy wrócił do rzeczywistości, w jego oczach pojawił się cień zażenowania i cicho cofnął się na swoje pierwotne miejsce.

Ten ruch przykuł uwagę Lu Lingxi; chłopak odwrócił głowę z lekkim zdziwieniem i uśmiechnął się do Yan Yue.

Uśmiech młodzieńca był tak czysty i promienny, że przypominał promień słońca przedzierający się do serca Yan Yue. Mężczyzna przypomniał sobie, jak chłopak uśmiechał się i głaskał dużego psa, a ta szalona myśl znów powróciła. Jego spojrzenie pociemniało, odwrócił wzrok bez wyrazu, zostawiając chłopcu jedynie widok swojej zimnej sylwetki.

Lu Lingxi: „……”

– Gotowe! – głos Dong Zhi ponownie skupił uwagę Lu Lingxi. Starł pot z czoła i skinął głową w kierunku Lu Lingxi i Yan Yue. – Rana została opatrzona. Po kilku dniach rekonwalescencji wszystko powinno być w porządku.

Lu Lingxi odetchnął z ulgą i podszedł do stołu operacyjnego, pytając:

– Kiedy się obudzi?

Pielęgniarka przyniosła Dong Zhi silny środek znieczulający, którego działanie miało utrzymać się co najmniej 12 godzin. Dong Zhi obliczył, że pies obudzi się mniej więcej wtedy, gdy otworzą sklep zoologiczny.

– Około ósmej rano.

Lu Lingxi zapytał:

– Może jeść bułki z mięsem?

Przy wejściu do osiedla była budka z pysznymi bułkami z mięsem. Wang Shuxiu kilka razy je kupiła i Lu Lingxi szybko zakochał się w ich smaku.

Dong Zhi zaśmiał się:

– Bezpańskie psy jedzą wszystko.

Po odpowiedzi na pytanie Lu Lingxi, Dong Zhi zwrócił się szczerze do Yan Yue:

– Dziękuję panu bardzo.

Przy takim urazie, gdyby Yan Yue nie uratował psa, ten pewnie zostałby ponownie potrącony, bo ledwo mógł się poruszać. Można powiedzieć, że Yan Yue uratował mu życie.

– Nie ma za co.

Ton Yan Yue był zwięzły, gdy wyciągał z portfela trochę gotówki i wręczył ją Dong Zhi.

– To na leczenie i opiekę w najbliższych dniach.

Po tych słowach wręczył jeszcze wizytówkę.

– Proszę zadzwonić, jeśli zabraknie pieniędzy. – Rozmawiając z Dong Zhi, jego wzrok mimowolnie wciąż uciekał w stronę nastolatka, ale chłopak był zajęty rozczesywaniem skołtunionej sierści psa wraz z dwiema młodymi pielęgniarkami i w ogóle nie zwracał na niego uwagi. Yan Yue znów poczuł się nieswojo.

Tłumiąc w sobie absurdalne myśli, Yan Yue szybko opuścił sklep zoologiczny. Zanim wsiadł do auta, rzucił okiem na nazwę kwiaciarni po drugiej stronie ulicy i zapamiętał słowa „Tiny Garden”.

W środku sklepu Dong Zhi ścisnął w palcach wizytówkę zostawioną przez Yan Yue i przeczytał: „Yan Yue.”

Ta wizytówka różniła się od tych, które Dong Zhi widział wcześniej. Nie było na niej niczego wyszukanego – tylko imię i numer telefonu – ale mimo to robiła zaskakująco mocne wrażenie.

Serce Lu Lingxi zadrżało, gdy usłyszał imię „Yan Yue”. Wydawało mu się, że już gdzieś je słyszał. Czy w Zhongjing nie było jakiejś rodziny Yan? Myśl ta pojawiła się tylko na moment; Lu Lingxi szybko o niej zapomniał i znów skupił się na dużym psie.

Ponieważ trochę pomógł w sklepie zoologicznym, Lu Lingxi wrócił do domu nieco później. Wang Shuxiu, jak zwykle, zostawiła dla niego przygotowaną kolację na stole, a obok niej – nowy telefon komórkowy w srebrno-białej, metalowej obudowie. Stary telefon Lu Lingxi został zabrany przez kogoś podczas bójki w parku. Przyzwyczaił się do życia bez telefonu i nie wspominał o tym, ale Wang Shuxiu uznała, że trudno się z nim kontaktować, i znalazła czas, by kupić mu nowy.

Lu Lingxi starannie wpisał jako pierwszy numer Wang Shuxiu, a na jego ustach pojawił się lekki, nieświadomy uśmiech. Miał teraz tylko trzy kontakty, wliczając Du Lin. Postanowił, że jutro zapisze numery Dong Zhi i Zheng Tana, gdy będzie w pracy. To byli jego przyjaciele – a będzie ich coraz więcej.

Po zabawie telefonem przez chwilę, Lu Lingxi znów pobiegł na podwórko. Po tygodniu sadzonki pomidorów urosły już prawie na metr wysokości. W tym tempie niedługo będzie mógł jeść pomidory. Ale jeśli urosną zbyt szybko, czy sąsiedzi nie uznają tego za podejrzane? Gdy sadził pomidory, nie pomyślał o tym, ale teraz musiał to rozważyć. Najlepiej byłoby znaleźć coś, czym można by je zasłonić, żeby nie rzucały się tak w oczy.

Z tą myślą Lu Lingxi wysłał wiadomość do Yi Hanga przed snem.

„Lao San, w końcu masz telefon.” — odpisał szybko Yi Hang.

„Nie martw się, jutro wezmę Lao Er i zrobimy kilka prostych osłon, żeby je zakryć.”

„Dzięki.” Serce Lu Lingxi’ego wypełniło się ciepłem. Może właśnie tak czuje się człowiek, który ma przyjaciela.

Tej nocy Lu Lingxi spał spokojnie. Co zaskakujące, Yan Yue również nie miał bezsenności i przespał noc do rana. Gdy się obudził, jego twarz była jednak blada, a brwi ściągnięte. Całą noc śnił mu się chłopak z wczoraj, powtarzający: „Wszystko w porządku, to nie boli, po prostu śpij, będzie dobrze.”

Te słowa działały jak zaklęcie, kojąc niepokój ukryty w jego wnętrzu. Odkąd w wieku sześciu lat rodzice zostawili go samego w rezydencji rodziny Yan, Yan Yue podświadomie bał się samotnych nocy. Jako dziecko nie wiedział, jak sobie z tym poradzić, a opór przed snem był jego cichym sposobem walki. Z wiekiem nauczył się ukrywać ten lęk, ale był on głęboko zakorzeniony, związany z jego bezsennością.

Yan Yue słyszał kiedyś, że im dłużej przebywa się w ciemności, tym bardziej pragnie się światła – to instynktowny pęd. Pomyślał o dziwnym chłopaku i niemal instynktownej potrzebie, by się do niego zbliżyć. Nie potrafił tego wyjaśnić — brzmiało to niemal jak zboczenie. Yan Yue opuścił wzrok, tłumiąc to dziwne pragnienie, ubrał się i zszedł na dół.

Na dole, w jadalni, oprócz Yin Yongde, była też młoda dziewczyna. Wyglądała na około dwadzieścia lat, była urocza i schludna. Gdy zobaczyła Yan Yue, w jej oczach pojawiło się zaskoczenie. Spojrzała na niego z niepokojem i cicho zawołała:

– Bracie.

Yan Yue wyglądał obojętnie, jakby wcale jej nie słyszał.

W oczach dziewczyny pojawił się cień bólu, ale mimo to spróbowała się uśmiechnąć i wyciągnęła rękę, by dotknąć Yan Yue. Spojrzał na nią chłodno, a jej dłoń zawisła w powietrzu, nie odważając się go dotknąć. Wiedziała, że to tylko pokaz dla dziadka. Znała charakter Yan Yue — był zdolny do tego, by zedrzeć z siebie ubranie, którego dotknęła, i wyrzucić je na oczach dziadka i służby.

Ich konfrontacja trwała tylko chwilę. Yan Yue minął dziewczynę i usiadł naprzeciwko Yin Yongde. Ten westchnął w duchu, udając, że nie zauważył napięcia między nimi, i zaczął mówić o innych sprawach.

Po śniadaniu, które nie poprawiło mu humoru, Yan Yue odmówił propozycji dziadka, by wybrać się na spacer, i sam wyjechał z rezydencji. Nieświadomie dotarł na tę samą ulicę co wczoraj. Zaparkował na skrzyżowaniu i spojrzał z daleka na Tiny Garden. Było jeszcze wcześnie, sklep nie był otwarty. Nie wiedział, czy chłopak z wczoraj tam pracował, czy tylko go pilnował. Wydawał się niepełnoletni, a w tym wieku powinien chodzić do szkoły.

Kiedy uświadomił sobie, że jego zachowanie przypomina obsesję, zamierzał odjechać. Wtedy w lusterku wstecznym zobaczył chłopaka niosącego siatkę z bułkami, który podbiegł do wejścia sklepu zoologicznego.

-Bracie Dong, bracie Dong!

Lu Lingxi nie zauważył auta zaparkowanego przy drodze. Całą uwagę skupił na czarnym psie w sklepie zoologicznym.

Dong Zhi mieszkał za sklepem. Otworzył drzwi z uśmiechem, słysząc głos Lu Lingxi.

– Xiao Xi, tak wcześnie?

Lu Lingxi uśmiechnął się nieśmiało i pokazał torbę z bułkami:

– Zjadłeś już śniadanie, bracie Dong?

Dong Zhi uśmiechnął się:

– Xiao Xi, przyniosłeś mi śniadanie? Czy może to dla Dahei? – tak nazwali bezpańskiego psa z wczoraj.

Lu Lingxi zmrużył oczy:

– Bracie Dong, ty zjedz połowę, a drugą daj Dahei.

Podczas ich rozmowy Dahei, który właśnie się obudził po znieczuleniu, słysząc głos Lu Lingxi, zaczął cicho szczekać.

Lu Lingxi podszedł do klatki, w której zamknięty był pies. Dahei czuł się w niej wyraźnie źle – warczał i drapał kratę zdrową łapą. Gdy poczuł obecność Lu Lingxi, uspokoił się i spojrzał na niego zmrużonymi oczami.

Twarz chłopaka złagodniała. Ostrożnie wsunął rękę przez kratę i pogłaskał Dahei po głowie. Pies nie drgnął, pozwalając mu się dotknąć. Wczoraj, gdy był nieprzytomny, zdążyli go wykąpać. Po jednej nocy, choć sierść nie była lśniąca, przynajmniej był znacznie czystszy.

– Masz, zjedz bułkę.” — powiedział Lu Lingxi, kładąc bułkę przed psem.

Dahei spojrzał na chłopaka, powąchał bułkę, ale nie ruszył jej.

Dong Zhi ostrzegł:

– Xiao Xi, odsuń się trochę.

Lu Lingxi posłusznie cofnął się o kilka kroków, a Dahei cicho zawarczał, po czym sięgnął pyskiem po bułkę. Zjadł dwie, ale trzeciej już nie tknął. Chłopak zdziwił się — nie sądził, że to wystarczy.

Dong Zhi westchnął:

– Takie bezpańskie psy są bardzo wrażliwe i znają się na ludziach. Boją się, że zostaną uznane za nachalne, więc jedzą tylko tyle, ile muszą.

Dahei jadł tylko z ręki Lu Lingxi; gdy rano Dong Zhi próbował go nakarmić, pies tylko spojrzał na niego i odwrócił wzrok z ostrożnością.

Lu Lingxi spojrzał na Dahei’a i zapytał cicho:

– Czy ktoś go adoptuje?

Dong Zhi pokręcił głową. Często ratował porzucone szczeniaki, czasem ktoś je adoptował. Ale zwykle wybierano psy posłuszne albo rasowe. A Dahei to zwykły kundel – kto go weźmie?

Lu Lingxi zamilkł, patrząc na psa i myśląc o Wang Shuxiu. Ciekawe, czy byłaby zła, gdyby go przygarnął.

Yan Yue siedział w samochodzie i patrzył, jak chłopak wbiega radośnie do sklepu, a wychodzi przygnębiony. Co się stało? Czy coś się stało z czarnym psem? A może…

Yan Yue nie mógł już usiedzieć, ścisnął kierownicę, wahając się, czy nie podejść i nie sprawdzić.

Słowo od tłumacza:

Jak się podobało pierwsze spotkanie głównych bohaterów? 😀

Cattuccino

Wasze wsparcie sprawia, że mogę dalej poświęcać czas i energię na tłumaczenie opowiadań, które tak lubicie. Każdy gest, nawet najmniejszy, pomaga mi utrzymać stronę i rozwijać się w tym, co kocham robić. Jeśli doceniacie moją pracę i chcielibyście wesprzeć mnie w dalszym tworzeniu, serdecznie zapraszam do wpłacenia datku przez Ko-fi. Dzięki Wam mogę dostarczać kolejne rozdziały!

Dziękuję za Waszą życzliwość i wsparcie!

Dodaj komentarz