wow

Bądź na bieżąco!

Jeśli chcesz być informowana/y o nowych rozdziałach kliknij przycisk znajdujący się obok!

Druga szansa - rozdział 13

Pod koniec października zrobiło się chłodniej. Kilka dni wcześniej padało. Chi Fang założył dodatkową warstwę pod mundurek szkolny, ale wciąż było mu nieco zimno z powodu przenikliwego wiatru. Po lunchu Pang Zifei nie dawał mu spokoju, namawiając, żeby poszli pograć.

Chi Fang zawahał się, ale ostatecznie skinął głową. Ostatnio spędzał większość czasu w klasie, ucząc się, więc czuł, że jego ciało trochę „zardzewiało”.

Ruszyli razem w stronę boiska i w połowie drogi natknęli się na Yu Mo. Chłopak szedł z kamienną twarzą, jakby zupełnie nie zauważył dwóch znajomych mijających go osób.

Chi Fang nie przejął się tym i uśmiechnął się na powitanie.

— Ej… — Pang Zifei był wyraźnie zaskoczony. Yu Mo, który zwykle unikał kontaktów z ludźmi, tym razem odwzajemnił przywitanie Chi Fanga. Co prawda tylko skinął głową, ale jednak. — Od kiedy masz takie dobre relacje z Yu Mo?

Zaledwie go nie było przez dwa tygodnie treningów, a tu nagle świat wyglądał jakby inaczej.

Chi Fang obejrzał się za Yu Mo i uniósł brew.

— To tylko „cześć”, to już relacja?

Pang Zifei spojrzał za Yu Mo z niedowierzaniem. Może Chi Fang miał rację, ale… to przecież Yu Mo! Od początku roku powiedział może z pięć zdań, i to do wszystkich razem.

— Nie jesteś na niego zły? Kazał ci robić pranie! — zapytał, wyraźnie zbity z tropu.

Chi Fang zawahał się. Już prawie o tym zapomniał. Postukał Pang Zifeia w głowę i przewrócił oczami.

— Przecież to drobnostka…

Drobnostka?! — Pang Zifei aż wybałuszył oczy. A kto wtedy chodził wściekły jak osa?!

— Dobra, nie plotkuj już. Jesteś gotowy na wycieczkę jesienną? — Chi Fang, widząc jego minę, szturchnął go łokciem i szybko zmienił temat.

Nie miał wyjścia — odkąd wiedział, że Yu Mo miesza się w jego sprawy, coraz częściej łapał się na tym, że Pang Zifei wydaje mu się… nie do końca sprawiedliwy.

Pang Zifei otrząsnął się z zamyślenia.

— A co tu przygotowywać? Wystarczy mieć pieniądze i siebie — odparł, po czym nie mógł się powstrzymać i zaczął narzekać.

— Serio, nie da się zmienić miejsca tej wycieczki? W podstawówce — zoo. W gimnazjum — zoo. A teraz w liceum — znowu zoo! Ja już prawie mogę policzyć, ile tam jest małp!

Chi Fang roześmiał się, ale nie mógł zaprzeczyć — Pang Zifei miał rację. Po tylu razach trudno było się czymkolwiek ekscytować.

Wycieczkę jesienną ustalono w końcu na najbliższy weekend. Ponieważ zoo znajdowało się na przedmieściach, ustalono zbiórkę w szkole na godzinę siódmą rano, skąd wszyscy mieli pojechać autobusem.

Trzecia lekcja w czwartkowe popołudnie była przeznaczona na zebranie klasowe — formalność, by omówić szczegóły wyjazdu. Przewodniczącą klasy była dziewczyna z końskim ogonem, która starannie czytała z kartki wszystkie punkty do zapamiętania. Chi Fang, który odwiedzał zoo regularnie od dziecka, słuchał tylko z doskoku — szybko odpłynął myślami gdzie indziej.

— Ej, ej — Pang Zifei, siedzący za nim, nagle szturchnął jego krzesło. Chi Fang lekko się odwrócił i zobaczył, że tamten z niezadowoloną miną daje mu znak, żeby spojrzał za siebie.

Chi Fang zerknął dyskretnie.

Yu Mo — wyjątkowo — nie patrzył w ścianę, tylko uważnie słuchał przewodniczącej i nawet czytał razem z nią notatki.

Wyglądał jak dzieciak, który nie może się doczekać wycieczki.

— Hej, Chi Fang… Myślisz, że Yu Mo może pochodzi z biednej rodziny? Może dlatego nigdy nigdzie nie jeździł? — szepnął Pang Zifei.

Chi Fang spojrzał na niego z mieszaniną zdziwienia i rozbawienia. Gdyby „wielki szef” był biedny, to kto w takim razie byłby bogaty? Ale… spojrzał jeszcze raz na Yu Mo. W tym momencie przewodnicząca zakończyła czytanie, a Yu Mo uniósł wzrok i spojrzał prosto na Chi Fanga. Ten uśmiechnął się lekko i odwrócił wzrok.

Może rzeczywiście nigdy wcześniej nie był na wycieczce.

Przewodnicząca klasy dobrze wiedziała, że mówi same oczywistości, ale musiała to przeczytać — na wszelki wypadek. Po skończeniu wyraźnie odetchnęła i rzuciła od niechcenia:

— Jakieś pytania?

— Nieeee… — klasa odpowiedziała równie bez entuzjazmu.

Chi Fang zauważył, że Yu Mo jakby chciał coś powiedzieć, ale w końcu się nie odezwał.

— Dobrze, w sobotę o siódmej rano — bez spóźnień i bez nieobecności! Jak coś, możecie dzwonić do mnie albo do przewodniczącego sekcji sportowej. To wszystko! — rzuciła jeszcze i wróciła na swoje miejsce.

Chi Fang był lekko zaskoczony i szepnął do Pang Zifeia:

— Nauczyciele nie jadą?

— No pewnie, że jadą — Pang Zifei aż się ożywił — ale jak już wejdziemy do zoo, to i tak się rozdzielimy. Nauczyciele nie będą za nami biegać. Zresztą, wszyscy się znają, więc nikt się nie boi.

Chi Fang przytaknął. Choć nie pamiętał wszystkich szczegółów poprzednich wycieczek, to jednak nic szczególnego nigdy się nie wydarzyło.

Gdy tylko zabrzmiał dzwonek kończący lekcje, Pang Zifei złapał plecak i wybiegł z klasy. W sobotę przypadał finał meczu jego drużyny, a treningów było za mało. Gdyby Chi Xiaofang nie zabronił mu opuszczać lekcji, Pang Zifei nie pokazałby się w szkole przez cały tydzień.

Chi Fang patrzył, jak tamten znika przez tylne drzwi, pokręcił głową z uśmiechem, po czym spojrzał w bok i zobaczył Yu Mo z zamyśloną miną.

— Co się stało?

Yu Mo spojrzał na niego, nieco bokiem. Chi Fang stał obok, z plecakiem przewieszonym przez ramię, patrząc na niego ciepłym, uważnym wzrokiem.

— …Nic — odparł Yu Mo.

Chi Fang nie nalegał. Zamiast tego zapatrzył się na jego profil.

Czuł się teraz dziwnie wobec Yu Mo — jakby patrzył na kogoś, kto w przyszłości będzie kimś wielkim. Ale póki co… to przecież wciąż tylko chłopak.

Nie mógł się powstrzymać od myśli, że powinien traktować Yu Mo tak, jak traktowałby przyszłego lidera.

— Ty… coś się stało? — Yu Mo poczuł się nieswojo pod jego spojrzeniem.

Chi Fang wrócił myślami do rzeczywistości i uśmiechnął się:

— Nic. Idę już do domu.

Yu Mo nie wiedział, co odpowiedzieć, więc tylko skinął głową, jak zwykle bez wyrazu.

A jednak, gdy Chi Fang wyszedł tylnymi drzwiami, Yu Mo nie wytrzymał. Szybko spakował plecak i ruszył za nim.

Cattuccino

Wasze wsparcie sprawia, że mogę dalej poświęcać czas i energię na tłumaczenie opowiadań, które tak lubicie. Każdy gest, nawet najmniejszy, pomaga mi utrzymać stronę i rozwijać się w tym, co kocham robić. Jeśli doceniacie moją pracę i chcielibyście wesprzeć mnie w dalszym tworzeniu, serdecznie zapraszam do wpłacenia datku przez Ko-fi. Dzięki Wam mogę dostarczać kolejne rozdziały!

Dziękuję za Waszą życzliwość i wsparcie!

Dodaj komentarz