
Bądź na bieżąco!
Jeśli chcesz być informowana/y o nowych rozdziałach kliknij przycisk znajdujący się obok!
Druga szansa - rozdział 14
Mecz Pang Zifei odbywał się w sobotę. Choć Chi Fang kompletnie nie interesował się e-sportem, poinformował matkę, zabrał bilet, który dał mu Pang Zifei, i pojechał obejrzeć jego rozgrywkę.
Stadion był naprawdę ogromny. Chi Fang trzymał w dłoni bilet dla zawodników — jego miejsce znajdowało się zaledwie trzy, cztery rzędy od sceny, tak blisko, że bez trudu mógł dostrzec wyraz twarzy graczy. Ku jego zaskoczeniu, na trybunach zebrało się wielu widzów, a sporo z nich miało transparenty dopingujące swoje drużyny.
Chi Fang sam nie grał w gry, jego jedynym źródłem wiedzy było obserwowanie Pang Zifeia podczas zabawy. Ale siedząc teraz tak blisko sceny, patrząc na skupionych zawodników i zaangażowanych kibiców, nagle zrozumiał, dlaczego Pang Zifei wkładał w to tyle wysiłku.
Na ogromnym ekranie nad sceną wyświetlały się sylwetki kolejnych graczy. Dopiero teraz Chi Fang dowiedział się, że zespół Pang Zifeia nazywa się „Kunpeng”. Po zakończeniu prezentacji zawodników, ekran pokazał przebieg gry na żywo.
Chi Fang nie znał tej gry i nie rozumiał jej zasad. Jedyne, co mógł robić, to odczytywać sytuację na podstawie reakcji publiczności.
Cały turniej opierał się na systemie punktowym — zwycięska drużyna zdobywała punkty, przegrana również otrzymywała jeden punkt.
W końcu dostrzegł Pang Zifei na scenie. Nie przypominał już tego nieporadnego grubaska, którego znał z klasy. Siedząc w fotelu gracza, Pang Zifei był skupiony, poważny, od czasu do czasu odwracał się do kolegów z zespołu, by coś przedyskutować. Miejsce Chi Fang było tak blisko, że zauważył, iż Pang Zifei ani razu nie spojrzał w stronę publiczności.
W jego sposobie rozmowy z zespołem było coś… imponującego. Zupełnie jakby to był ktoś zupełnie inny niż na co dzień.
Turniej trwał niemal cały dzień. Po południu zmęczenie na twarzach zawodników stało się wyraźne, ale emocje wśród publiczności tylko rosły.
Chi Fang zerkał co jakiś czas na tablicę wyników po drugiej stronie sceny. Zostały tylko dwa mecze. Zespół Pang Zifeia był na drugim miejscu. Aby zdobyć pierwsze miejsce, musieli nie tylko wygrać oba pozostałe starcia, ale zdobyć też wysoką liczbę punktów.
Na scenie Pang Zifei wyglądał coraz poważniej, omawiając z drużyną ostatnie taktyki. Na chwilę zamknął oczy i oparł się o fotel, jakby łapał oddech. Po chwili szybko się wyprostował i powiedział głębokim głosem:
— Gotowi?
— Gotowi — odpowiedzieli jednogłośnie.
Rozpoczęły się ostatnie dwa mecze. Nawet Chi Fang, który wciąż nie do końca rozumiał zasady gry, dał się ponieść atmosferze. Wpatrywał się w ekran z pełnym skupieniem. Jeden przeciwnik padł, potem drugi…
Rozgrywka dobiegła końca.
Nastolatek obok Chi Fanga krzyknął z radości i uniósł transparent z napisem „Kunpeng”.
…
— No i jak? Czyż twój brat nie był przystojny? — Pang Zifei przetarł czoło rękawem i z dumą zarzucił ramię na bark Chi Fanga.
Chi Fang z lekkim niesmakiem go odepchnął.
— Tak, tak. Ale jesteś cały spocony. Odsuń się ode mnie.
Pang Zifei się zaśmiał, zupełnie się tym nie przejmując. Przetarł się byle jak i już chciał coś powiedzieć, gdy usłyszał, że jego drużyna go woła. To była ich noc zwycięstwa. Nie wypadało, żeby teraz się oddalał. Spojrzał przepraszająco na Chi Fanga.
Chi Fang machnął ręką niedbale.
— Nie przejmuj się mną, leć. Tylko nie zapomnij, że jutro wycieczka. Jak nie dasz rady wstać, to lepiej zawczasu zgłoś nieobecność.
Pang Zifei przytaknął i pobiegł do kolegów. Kilku młodych chłopaków śmiało się głośno pod światłami, pełni młodzieńczej energii.
Chi Fang patrzył, jak się uśmiechają, jak znikają wśród świateł sceny… Spojrzał potem na siebie. Mimo że miał tyle samo lat co Pang Zifei, poczuł się nagle… staro.
Zaśmiał się cicho pod nosem.
Pokręcił głową, próbując odpędzić niepotrzebne myśli.
Turniej zakończył się około siódmej wieczorem. Choć w międzyczasie była dwugodzinna przerwa, Chi Fang przez cały czas siedział, przez co czuł się sztywny i zmęczony. Przed areną gromadziły się tłumy wychodzących widzów. Chi Fang już wiedział — nie złapie taksówki, a autobusy do jego domu nie kursują o tej porze.
Wyjął telefon i zawahał się, czy zadzwonić po kierowcę.
W tym momencie przed nim przejechał czarny samochód i zatrzymał się kawałek dalej. Chi Fang spojrzał z ciekawością, ale nadal przeglądał listę kontaktów.
W samochodzie…
Yu Mo położył dłoń na klamce i zawahał się. Nawet kierowca zauważył, że coś jest nie tak. Zanim zdążył zapytać, Yu Mo wziął głęboki oddech — jakby musiał zebrać się w sobie, by otworzyć drzwi i wysiąść.
Gdy Chi Fang podniósł głowę, zobaczył wychodzącego z auta Yu Mo i zamarł. Zerknął podświadomie na tablicę rejestracyjną. Nie pasowała do tej, którą pamiętał. Najwyraźniej to inny samochód.
— Ty… — Yu Mo zawahał się. — Odwiozę cię.
Chi Fang zmarszczył brwi z zakłopotaniem i odparł:
— Nie trzeba, zaraz zadzwonię po kierowcę. Nie chcę robić problemu.
Yu Mo zacisnął dłonie za plecami i skinął głową bez słowa.
— Okej.
Potem… po prostu stanął obok Chi Fanga. Nie odezwał się więcej ani nie odszedł.
Chi Fang skrzywił usta i ukradkiem spojrzał na chłopaka stojącego obok.
Yu Mo tym razem nie miał na sobie mundurka, tylko białą koszulę. Wyglądał jak elegancki młodzieniec, niemal szlachetny i spokojny. Ale wystarczyło, że Chi Fang przypomniał sobie jego bezlitosne działania z poprzedniego życia — i obraz „dżentelmena” natychmiast runął.
To nie baranek, tylko młody wilk. I to taki… bardzo ładny wilk.
Taki, którego chce się… pożreć.
Chi Fang po cichu pochwalił siebie za odwagę, po czym spojrzał w bok, by ukryć uśmiech.
Stali tak w ciszy, twarzą do ulicy, przez dobre pięć minut. Chi Fang nie był już w stanie ukryć zniecierpliwienia.
Czy on naprawdę chce tylko dotrzymać mi towarzystwa, aż przyjedzie kierowca? Ale przecież jeszcze nawet nie zadzwoniłem… Jeśli teraz zadzwonię przy nim, czy pomyśli, że go nie lubię i dlatego odrzuciłem jego propozycję?
— Wiesz co, jak masz coś do załatwienia, to możesz iść. Poczekam tu sam — powiedział w końcu Chi Fang, bardzo wyraźnie dając do zrozumienia, że chce zostać sam.
Yu Mo najwyraźniej nie zrozumiał tej aluzji. Pokręcił poważnie głową.
— Nie mam nic innego. Jeszcze cię ktoś napadnie w nocy.
Chi Fang aż się zakrztusił i przewrócił oczami.
Szef właśnie powiedział, że mnie okradną?!
Poklepał się po klatce piersiowej, próbując powstrzymać irytację i wziął głęboki oddech. Już miał wybuchnąć, ale gdy spojrzał na poważną twarz Yu Mo, jego złość… jakby zgasła.
Właściwie… Yu mieli wpływy, ale nie dbali zbytnio o ochronę swoich dzieci. Czy to możliwe, że Yu Mo sam był kiedyś nękany i teraz myśli, że każdy może zostać pobity po zmroku?
Chi Fang przypomniał sobie tamtą sytuację, kiedy widział Yu Mo otoczonego przez kilku chłopaków… Westchnął. Gdyby ci ludzie wiedzieli, kim naprawdę jest Yu Mo, nie odważyliby się nawet na niego spojrzeć.
A więc… on to wszystko robił z troski.
Chi Fang spojrzał na ekran telefonu, ale nie miał serca nacisnąć zielonego przycisku.
Westchnął, rozejrzał się dookoła. Yu Mo wyglądał dobrze nawet w nocy, przyciągając uwagę przechodniów. Kilka dziewczyn z daleka szeptało między sobą i zerkało w ich stronę. Możliwe, że za chwilę podejdą po numer.
Zablokował ekran telefonu i uśmiechnął się, odwracając się do Yu Mo.
— Wygląda na to, że kierowca z domu nie da rady przyjechać. Nie wiem, czy…
— W porządku.
Zanim Chi Fang zdążył dokończyć, Yu Mo już odpowiedział — poważnie, ale z błyskiem radości w oczach. Chi Fang poczuł, że go to rozbawiło. Podziękował z uśmiechem i razem ruszyli w stronę auta.
Kierowca, który czekał w środku, zauważył, że jego młody pan wyszedł z auta, a po chwili wrócił… z kolegą.
A przecież młody pan nigdy nie rozmawia z rówieśnikami. Zawsze sam. Weekendy spędzał w domu, a pan i pani Yu nie kryli rozczarowania.
A dziś… nie wiedzieć czemu, pan wyszedł z domu, kazał mu krążyć w pobliżu stadionu…
A potem… wrócił z kimś.
Co to za sytuacja?

Wasze wsparcie sprawia, że mogę dalej poświęcać czas i energię na tłumaczenie opowiadań, które tak lubicie. Każdy gest, nawet najmniejszy, pomaga mi utrzymać stronę i rozwijać się w tym, co kocham robić. Jeśli doceniacie moją pracę i chcielibyście wesprzeć mnie w dalszym tworzeniu, serdecznie zapraszam do wpłacenia datku przez Ko-fi. Dzięki Wam mogę dostarczać kolejne rozdziały!
Dziękuję za Waszą życzliwość i wsparcie!