wow

Bądź na bieżąco!

Jeśli chcesz być informowana/y o nowych rozdziałach kliknij przycisk znajdujący się obok!

Druga szansa - rozdział 17

Widząc, że Pang Zifei nie odpisywał, Chi Fang schował telefon i rozejrzał się dookoła.

W klasie 1-2 było w sumie ponad trzydziestu uczniów. Poza Pang Zifei, kilka osób także wzięło wolne, więc w autokarze było kilka pustych miejsc. Choć jesienne wycieczki organizowane były każdego roku, dla uczniów wciąż były wielkim przeżyciem – możliwość wspólnej zabawy poza szkołą ekscytowała wszystkich.

Chłopak siedzący obok Chi Fang był przewodniczącym sekcji sportowej w klasie. Chociaż był trochę niefrasobliwy, miał świetny charakter. Gdy zauważył, że Chi Fang się podnosi, przywitał się z nim serdecznie.

Chi Fang uśmiechnął się do niego i odruchowo zerknął na tył autobusu. Faktycznie, w przedostatnim rzędzie siedział samotnie Yu Mo, z zamkniętymi oczami, jakby odpoczywał.

— Co się dzieje? Chcesz usiąść z Yu Mo? — zapytał przewodniczący sekcji sportowej, podążając wzrokiem za spojrzeniem Chi Fanga. Uczniowie w tej klasie byli bardzo zżyci, a przewodniczący sportowy dogadywał się niemal ze wszystkimi, więc zwykle zajmował wolne miejsce bez większego zastanowienia. Widząc jednak, że Chi Fang patrzy na Yu Mo, zastanowił się, czy przypadkiem nie zajął mu miejsca.

W końcu jedyną osobą w klasie, która rozmawiała z Yu Mo, był właśnie Chi Fang. Wyjazdy to niecodzienna okazja, każdy chciał się dobrze bawić!

Bez wahania przewodniczący sekcji sportowej wstał i machnął ręką.

— Spoko, zamienię się z Yu Mo. Poczekaj chwilę.

— Nie, nie trzeba, poczekaj… — zaczął Chi Fang, ale zanim dokończył, kolega już podszedł do Yu Mo. Chi Fang nie słyszał, co do niego powiedział. Yu Mo spojrzał na Chi Fang, po czym skinął głową i faktycznie zgodził się na zamianę miejsc.

Widząc Yu Mo podchodzącego do niego z plecakiem, Chi Fang nie miał już sumienia wymieniać się z powrotem, więc bezradnie pozostał na miejscu.

Yu Mo wiedział, że Chi Fang nie miał ochoty się nim przejmować, ale i tak usiadł obok niego, ściskając swój plecak. Nie odezwał się, tylko wyciągnął z plecaka małe pudełko i podał je Chi Fangowi.

Chi Fang rzucił okiem – okazało się, że to tabletki na chorobę lokomocyjną. Jego przypadłość nie była poważna – zazwyczaj wystarczało, że przespał się w autobusie, więc zwykle nawet nie fatygował się, by zabierać lekarstwa ze sobą.

Patrząc na pudełko z lekami leżące na jego dłoni, Chi Fang miał wrażenie, że gdzieś w jego wnętrzu mały chochlik zaczyna się rozczulać i zadawać pytania:

— Widzisz? Tak się stara, a ty go ignorujesz!

— W ogóle się nim nie przejmujesz, a on przyniósł ci lekarstwa. Nie żal ci go?

— On nie ma żadnych przyjaciół. Yu Mo naprawdę jest biedny…

Chi Fang w myślach uciszył tego chochlika, spojrzał na pudełko i niespodziewanie zapytał:

— Dlaczego wczoraj przerwałeś mi w pół słowa?

Yu Mo odwrócił głowę i spojrzał na twarz Chi Fang. Choć autobus jeszcze nie ruszył, brwi Chi Fang mimowolnie były ściągnięte. Przez to, że rano nie jadł śniadania, jego usta wyglądały na nieco blade.

— Nie jadłeś śniadania — powiedział Yu Mo z lekką irytacją w głosie, co trochę zaskoczyło Chi Fanga.

Chi Fang od zawsze miał słaby apetyt rano i właściwie nie jadł śniadań już od gimnazjum. Mama bardzo się o niego troszczyła, ale ponieważ Chi Fang mieszkał zazwyczaj w akademiku i wracał do domu tylko na weekendy, ta sprawa po prostu została przeoczona.

Dlaczego więc Yu Mo tak nagle się tym przejął?

Na twarzy Yu Mo rzadko gościły jakiekolwiek emocje. Teraz jednak lekko zacisnął usta, odwrócił się, wyciągnął z torby napój i paczkę ciastek, po czym podał je Chi Fangowi.

Chi Fang już miał odmówić, gdy zauważył, że oczy Yu Mo zwęziły się groźnie. Może nie miał jeszcze takiego autorytetu jak swoja dorosła wersja, ale nawet aura piętnastolatka wystarczyła, by się zawahać.

— Będzie cię potem bolał żołądek — powiedział poważnie Yu Mo, wręczając mu jedzenie.

Chi Fang nie miał wyboru i po kolei wszystko przyjął. Na szczęście Yu Mo kupił jego ulubione rzeczy. Patrząc na paczkę Guo Bi w ręku, Chi Fang nagle przypomniał sobie dzień, w którym po raz pierwszy się odrodził — wtedy na stole też nagle pojawiła się ta sama butelka.

Gdy Chi Fang zaczął jeść ciastka, na twarz Yu Mo wrócił spokój. Choć Chi Fang chciał go o coś zapytać, autobus ruszył i uczucie mdłości natychmiast wyrzuciło z głowy wszelkie myśli o rozmowie.

Z pomocą napoju zażył lek na chorobę lokomocyjną, po czym przymknął oczy i oparł się o siedzenie.

Lek działał dobrze, bo zmarszczki z czoła Chi Fanga powoli zniknęły. Tymczasem w autokarze inni uczniowie głośno rozmawiali w małych grupkach. Yu Mo milczał i był raczej spokojny.

— Bo źle byś się czuł — odezwał się nagle Yu Mo bardzo cicho.

Chi Fang już miał odruchowo otworzyć oczy, gdy poczuł znajome ciepło na powiekach.

— Śpij, obudzę cię — szepnął Yu Mo.

Chi Fang potrzebował sekundy, żeby zrozumieć, o co chodziło Yu Mo.

Ponieważ ma chorobę lokomocyjną, źle by się czuł, gdyby musiał rozmawiać w samochodzie, więc Yu Mo nie pozwolił mu wtedy mówić. Widząc też, że jego uśmiech nie wynikał ze szczęścia, nie chciał zmuszać go do śmiechu.

To chyba rzeczywiście jest wyjątkowa umiejętność — irytować w taki sposób.

Gdyby spojrzeć z innej perspektywy, Yu Mo był chyba naprawdę bardzo łagodnym człowiekiem… czyż nie?

Chi Fang zupełnie się rozluźnił, nie odpychając dłoni z własnych oczu, z lekkim uśmiechem na ustach zapytał:
— Yu Mo, nie masz innych przyjaciół?

Może właśnie dlatego jest dla niego taki dobry, bo boi się, że straci swojego jedynego przyjaciela.

Chi Fang był przekonany, że wreszcie odkrył prawdę.

Yu Mo zawahał się, a potem powoli zabrał ręce z oczu Chi Fang. Ten wciąż miał zamknięte powieki, a promienie słońca wpadające przez okno autokaru padały na jego twarz, rzucając cień spod długich rzęs. Jego jasna cera wydawała się niemal przezroczysta.

Szybkie, niekontrolowane bicie serca i sztywność całego ciała — takie reakcje pojawiały się u niego wyłącznie w chwilach skrajnego lęku, a jednak obecnie nawet nie myślał, żeby uciec.

Yu Mo opuścił wzrok i po dłuższej chwili odpowiedział cicho:
— Mam.

Ale Chi Fang już nie odpowiedział.

Yu Mo czekał jeszcze chwilę i zobaczył, jak głowa Chi Fang zaczyna powoli opadać. Zanim zdążył zareagować, jego ciało odruchowo się pochyliło.

Głowa Chi Fang opadła na jego ramię — wydawało się, że jest za wysoko, więc Yu Mo delikatnie się obniżył.

Yu Mo zesztywniał cały, po czym zsunął się jeszcze bardziej, poddając się ciężarowi Chi Fanga. Po raz pierwszy nie siedział wyprostowany na swoim miejscu, lecz lekko się skulił, by wyrównać wysokość.

Chi Fang z zadowoleniem przytulił się do nowej „poduszki”, poprawiając tylko jej wysokość, po czym spokojnie zasnął.

Cattuccino

Wasze wsparcie sprawia, że mogę dalej poświęcać czas i energię na tłumaczenie opowiadań, które tak lubicie. Każdy gest, nawet najmniejszy, pomaga mi utrzymać stronę i rozwijać się w tym, co kocham robić. Jeśli doceniacie moją pracę i chcielibyście wesprzeć mnie w dalszym tworzeniu, serdecznie zapraszam do wpłacenia datku przez Ko-fi. Dzięki Wam mogę dostarczać kolejne rozdziały!

Dziękuję za Waszą życzliwość i wsparcie!

Dodaj komentarz