wow

Bądź na bieżąco!

Jeśli chcesz być informowana/y o nowych rozdziałach kliknij przycisk znajdujący się obok!

Druga szansa - rozdział 23

Przez chwilę Chi Fang poczuł się jak mały łobuz zaczepiający „porządną pannę z dobrego domu”. A ta, z czerwonymi uszami i drżącymi dłońmi, zebrała się na odwagę, by pozwolić mu „zachowywać się niestosownie”…

Coś tu ewidentnie nie grało.

Chi Fang westchnął i bezradnie cofnął rękę.

— Co ty w ogóle wygadujesz? — mruknął z lekkim rozbawieniem.

Po tych słowach uchylił drzwi, robiąc miejsce, by Yu Mo mógł wejść do środka. Trzeba jednak przyznać, że ten gest — choć osobliwy — całkowicie rozładował jego wcześniejszą urazę. Ba, nawet coś przyjemnie ciepłego zaiskrzyło mu w sercu.

Yu Mo poczuł się z kolei dziwnie pusty — jakby coś stracił, choć sam nie wiedział, co dokładnie. Wszedł jednak do pokoju z kamienną twarzą, jakby nic się nie stało.

Późniejsze godziny korepetycji przebiegły już bez żadnych ekscesów. Nauka trwała aż do godziny osiemnastej, gdy za oknem było już ciemno. W końcu zadzwoniła mama Chi Fanga.

Chłopak bez sprzeciwu odebrał i po chwili spojrzał na Yu Mo:

— Muszę już iść, mama dzwoni.

Yu Mo odłożył długopis i skinął głową.

Chi Fang zaczął pakować swoje książki ze stołu, po czym spojrzał pytająco na chłopaka:

— A twoi rodzice?

— Wieczorem mają jakieś przyjęcie. Chcesz ich poznać? — zapytał Yu Mo beznamiętnie.

Chi Fang pokręcił głową. Gdy dopiero co wrócił do przeszłości i uświadomił sobie, że Yu Mo należy do rodziny Yu, przez chwilę rozważał, czy nie warto byłoby się do niego przymilić — w końcu wsparcie tak wpływowej rodziny mogłoby uratować rodzinę Chi przed późniejszymi kłopotami. Ale teraz…

Chi Fang spojrzał przelotnie na Yu Mo i westchnął w duchu.

Dlaczego ty jesteś taki miękki…?

Zeszli razem na dół. Zhang Ma właśnie kończyła gotowanie. Zaskoczyło ją, że Chi Fang miał na sobie plecak. Rzuciła pytające spojrzenie Yu Mo, lecz nie odważyła się nic powiedzieć.

Chi Fang niczego nie zauważył, dał się odprowadzić do drzwi i zatrzymał się przed wyjściem.

— No, to lecę — rzucił z uśmiechem.

Yu Mo zawahał się chwilę.

— Zostaniesz na kolację?

Chi Fang aż uniósł brwi w zaskoczeniu — nie spodziewał się, że Yu Mo w ogóle wie, co to są zasady dobrego wychowania.

— Nie trzeba, naprawdę. Niedaleko mam do domu. To na razie.

Yu Mo tylko skinął głową i został w drzwiach, dopóki Chi Fang nie zniknął mu z pola widzenia. Dopiero wtedy zamknął drzwi. Na stole w jadalni czekał już gotowy posiłek — i dwa zestawy nakryć.

Zhang Ma niepewnie podeszła bliżej.

— Paniczu… to… — zaczęła cicho. — Miał być dziś gościem, prawda? Dlaczego wyszedł?

— Zostaw — odpowiedział Yu Mo chłodno i ruszył schodami w górę.

Tymczasem Chi Fang dotarł do domu, gdzie matka właśnie kończyła przygotowania do kolacji. Kiedy tylko go zobaczyła, od razu poprosiła o pomoc. Wspólnie z braćmi uwinęli się dość szybko i wkrótce cała rodzina — z wyjątkiem ojca, który wciąż zajmował się sprawą zakupu nieruchomości — usiadła do wesołego, domowego posiłku.

Mama Chi przypomniała sobie właśnie, że jej młodszy syn wspominał dzisiaj, iż zamierza odwiedzić jakiegoś kolegę z klasy. Spojrzała na niego z lekkim zaciekawieniem:

— Byłeś dziś u Pang Zifeia?

Chi Fang pokręcił głową i uśmiechnął się lekko:

— Nie, poszedłem do Yu Mo. Tego chłopaka, o którym wspominałem mamie ostatnio.

Mama Chi zmarszczyła brwi, usiłując sobie przypomnieć, po czym zaśmiała się:

— To ten… złośliwy duch, jak go wtedy nazwałeś?

Chi Fang aż się zdziwił, ale po chwili przypomniał sobie, że kiedyś rzeczywiście tak o nim mówił — to było po tym, jak Yu Mo kazał mu wyprać swoje ubrania. Wtedy był naprawdę wściekły i chyba trochę przesadził, żaląc się matce.

Z lekkim zakłopotaniem poprawił się:

— Nie… To było jedno wielkie nieporozumienie. W rzeczywistości on jest całkiem w porządku. A tak w ogóle, zgodził się, że będzie mnie od tej pory douczał w soboty.

Ręka mamy Chi, która właśnie sięgała po warzywa pałeczkami, zatrzymała się w pół ruchu. Spojrzała na syna z lekkim zaskoczeniem:

— Chcesz, żeby przychodził do nas?

Chi Fang przytaknął z entuzjazmem, w oczach błyszczał mu podziw:

— Yu Mo jest najlepszy z całej klasy. Ma świetne oceny, a sposób, w jaki tłumaczy, jest naprawdę jasny i prosty.

Mama Chi kiwnęła głową, ale na jej twarzy pojawił się cień zmartwienia. Wiedziała, że pozycja rodziny Yu w społeczeństwie znacznie przewyższała ich własną. A że jej młodszy syn tak bardzo zbliżył się do jednego z ich dzieci, nie mogła powstrzymać się od niepokoju.

Chi Fang zauważył to spojrzenie — pełne cichej obawy — i od razu domyślił się, o co chodzi. Choć z jego punktu widzenia Yu Mo był po prostu jego dobrym kolegą, to z perspektywy dorosłych, a zwłaszcza krewnych z rodziny Chi, sprawa mogła wyglądać zupełnie inaczej.

Na myśl o tych „krewnych” twarz Chi Fanga na moment posmutniała.

— Bracie? Coś się stało? — zapytał z troską Chi Zheng, przyglądając mu się uważnie.

Chi Fang szybko się opanował i uśmiechnął:

— Nie, wszystko w porządku.

Po kolacji pomógł jeszcze posprzątać stół, po czym pod byle pretekstem wrócił do swojego pokoju. Gdy tylko przekroczył próg, rzucił się na łóżko i sięgnął po telefon.

Ostatnia rozmowa z Yu Mo urywała się na wczorajszej wiadomości. Chi Fang chwilę zawahał się, ale w końcu przewrócił się na bok i po kilku stuknięciach wysłał wiadomość:

Chi Fang:
Jesteś? Zjadłeś coś już?

Yu Mo siedział przy biurku, wpatrując się w kartkę z notatkami, które zostawił Chi Fang. Gdy zobaczył jego wiadomość, poczuł niejasne ukłucie winy. Przez kilka sekund nie wiedział, co odpisać — jednak niechęć do kłamstw ostatecznie zwyciężyła.

Yu Mo:
Nie.

Chi Fang zmarszczył brwi:
Chi Fang:
Przecież Zhang Ma już skończyła gotować, prawda?

Widział przecież nakryty stół tuż przed wyjściem!

Yu Mo:
Tak.

To czemu nie zjadłeś?! Chi Fang przewrócił oczami, nie drążył tematu, tylko odpisał jednym słowem:

Chi Fang:
Jedz.

Yu Mo zawahał się na moment, ale Chi Fangowi humor wyraźnie się poprawił po tej wymianie wiadomości. Dotknął własnego czoła, jakby sprawdzając, czy aby na pewno nie jest chory, po czym sam przed sobą przyznał, że wszystko z nim w porządku.

Yu Mo:
Dobrze.

Chi Fang, widząc tę odpowiedź, uśmiechnął się z zadowoleniem. Kuchnia Zhang Ma była naprawdę dobra, a makaron, który widział przed wyjściem, wyglądał obłędnie — grube plastry wołowiny, świeży szczypiorek… Samo wspomnienie sprawiało, że cieknie mu ślinka.

Nagle coś mu przyszło do głowy i usiadł gwałtownie prosto.

Chi Fang:
Zhang Ma naprawdę przygotowała dla mnie obiad?!

Yu Mo najwyraźniej poszedł coś zjeść i nie miał przy sobie telefonu, bo odpowiedź przyszła dopiero po ponad dziesięciu minutach.

Yu Mo:
Tak.

Chi Fang trzymał telefon w dłoni, nie wiedząc, co powiedzieć. Przecież wtedy rozmawiał z matką przez telefon i spieszył się do domu — zupełnie nie zwrócił uwagi na to, że przy stole stały dwa komplety sztućców. Nic dziwnego, że Yu Mo zapytał przed wyjściem, czy nie zostanie…

Przecież on nie należy do osób, które pytają z grzeczności. Jeśli już coś mówi, to znaczy, że naprawdę mu zależy.

Chi Fang poczuł ukłucie winy.
Chi Fang:
Przepraszam, wtedy nie zwróciłem uwagi… Następnym razem mogę ci to wynagrodzić?

Yu Mo, po skończonym posiłku, wrócił na górę i zobaczył wiadomość od Chi Fanga. Pierwszą jego reakcją było… spojrzenie na kalendarz stojący na biurku.

Następna sobota przypada dwunastego.

W myślach Yu Mo zaczął już planować, jak tu sprawić, by jego rodzice tego dnia poszli na kolację poza domem. Wysłał odpowiedź błyskawicznie:

Yu Mo:
Dobrze.

Następnego dnia była sobota. Gdy Chi Fang zszedł rano na dół, zobaczył ojca siedzącego samotnie na kanapie w salonie. Nie widział go od ponad dwóch tygodni — rysy na twarzy ojca wydawały się głębsze, a zmarszczki na czole bardziej wyraziste. Tylko na widok syna jego spojrzenie złagodniało.

— Podejdź.

Chi Fang posłusznie usiadł obok, jakby czekał na ojcowskie pouczenie.

— Powiedz mi — zaczął ojciec — ktoś ci podpowiedział, co powiedziałeś swojemu starszemu bratu? Czy sam do tego doszedłeś?

Chi Fang spodziewał się tego pytania i po chwili namysłu odpowiedział:

— Kiedy wracałem wtedy autobusem, słyszałem, jak ludzie rozmawiali o tej działce. Mówili, że podobno sporo firm się wycofało z przetargu. Wróciłem do domu i powiedziałem o tym bratu.

Rzeczywiście, tamtego dnia wracał autobusem, a że o tym gruncie mówiło pół miasta, taka wersja brzmiała całkiem wiarygodnie.

Ojciec skinął głową. Jeśli tak było, wszystko się zgadzało.

— Tato, a kto ostatecznie wygrał przetarg? — zapytał z ciekawością Chi Fang.

Ojciec upił łyk herbaty.

— Rodzina Xu.

Chi Fang aż zamarł. Przecież w poprzednim życiu to rodzina Ma była drugim oferentem! Skąd nagle rodzina Xu?

Ojciec, widząc zaciekawienie syna, opowiedział dokładniej, co wydarzyło się podczas przetargu. Choć rodzina Chi wycofała się z licytacji, to wciąż musieli uczestniczyć w procedurze jako obserwatorzy. Tym razem jednak wszystko potoczyło się zaskakująco.

Rodzina Ma, widząc rezygnację Chi, miała nietęgie miny. Choć przebili cenę do dolnej granicy rodziny Xu, atmosfera była napięta. A co najważniejsze — wyglądało na to, że Ma doskonale znał granice ofert Xu. Zatrzymali się dokładnie tam, gdzie powinni.

Rodzina Xu miała przeciek.

Chi Fang zamarł.

Na szczęście tym razem jego rodzina nie została wciągnięta w bagno. A co będzie dalej z Xu — to już nie ich sprawa.

— A, i jeszcze jedno — przypomniał sobie ojciec. — Mama mówiła, że sam sobie znalazłeś korepetytora?

Chi Fang drgnął, po czym skinął głową i uśmiechnął się:

— To mój kolega z klasy. Jest pierwszy na roku, nazywa się Yu Mo.

Yu? Ojciec uniósł brwi. Teraz zrozumiał, dlaczego żona była taka ostrożna. Nie zapytał jednak o więcej, tylko spojrzał na syna:

— Przemyślałeś to?

Ojciec nie chciał ingerować w przyjaźnie swoich dzieci — tym bardziej że ufał Chi Fangowi.

Chi Fang przytaknął.

Choć Yu Mo bywał irytujący, to jego charakter był szczery. Przynajmniej nie musiał się martwić, że zostanie zdradzony znienacka. A co do rodziny Yu? Cóż, na razie wszyscy byli jeszcze dzieciakami. Dopóki dobrze się dogadywali, wszystko było w porządku.

Tak więc sprawa korepetycji została definitywnie zatwierdzona. A skoro ojciec się zgadzał, matka też nie miała już więcej obiekcji.

Zamiast tego… Pang Zifei był kompletnie zaskoczony.

O czym ty mówisz?! — wykrztusił, nie dowierzając własnym uszom.

— Dobrze usłyszałeś — odparł Chi Fang z rozbawionym uśmiechem. — Yu Mo będzie moim korepetytorem.

— Co? Zaczekaj… od kiedy wy się tak dobrze znacie?! — Pang Zifei wyglądał, jakby właśnie dostał obuchem w głowę.

Chi Fang patrzył na niego z uśmiechem, ale w jego oczach czaiła się lekka obojętność. Pang Zifei mógł sobie pozwolić na pewną poufałość tylko dlatego, że znali się od dziecka. Ale Yu Mo? Jak to możliwe, że w zaledwie miesiąc zdobył zaufanie Chi Fanga?

Chi Fang zawahał się na moment. Przecież nie mógł powiedzieć, że wszystko zaczęło się od tego, że prezes Yu Mo – choć wtedy jeszcze licealista – z jakiegoś powodu budził w nim niepokój i… współczucie.

— Yu Mo jest pierwszy w naszym roczniku — powiedział spokojnie. — To dobrze, że chce pomóc mi nadrobić zaległości. Od teraz jest moim małym nauczycielem, więc nie próbuj więcej na niego warczeć ani tym bardziej znowu go bić.

Chi Fang mówił stanowczo. Za każdym razem, gdy Pang Zifei widział Yu Mo, jego twarz ciemniała jak burzowe niebo. Chi Fang coraz częściej obawiał się, że pewnego dnia Pang po prostu nie wytrzyma i wymierzy Yu Mo cios w twarz.

Pang Zifei skrzywił usta i spojrzał na Chi Fanga z miną pełną rozczarowania — jakby patrzył na krnąbrne dziecko, które wciąż nie spełnia jego oczekiwań.

Choć kiedyś, gdy Chi Fang po raz pierwszy wspomniał o Yu Mo, Pang Zifei spodziewał się, że ich relacja może się z czasem poprawić, to jednak nie przypuszczał, że stanie się to aż tak szybko…

Cattuccino

Wasze wsparcie sprawia, że mogę dalej poświęcać czas i energię na tłumaczenie opowiadań, które tak lubicie. Każdy gest, nawet najmniejszy, pomaga mi utrzymać stronę i rozwijać się w tym, co kocham robić. Jeśli doceniacie moją pracę i chcielibyście wesprzeć mnie w dalszym tworzeniu, serdecznie zapraszam do wpłacenia datku przez Ko-fi. Dzięki Wam mogę dostarczać kolejne rozdziały!

Dziękuję za Waszą życzliwość i wsparcie!

Dodaj komentarz