
Bądź na bieżąco!
Jeśli chcesz być informowana/y o nowych rozdziałach kliknij przycisk znajdujący się obok!
Druga szansa - rozdział 24
— Yu Mo, idziemy do stołówki? — zapytał Chi Fang, wstając zaraz po dzwonku na przerwę.
Yu Mo bez słowa zamknął książkę i skinął głową.
Pang Zifei wydął usta, ale nic nie powiedział. Po prostu ruszył obok Chi Fanga. Nie tylko on zauważył zmianę w zachowaniu Chi Fanga wobec Yu Mo — sam Yu Mo również to dostrzegał. I musiał przyznać, że z każdą chwilą stawał się wobec niego… coraz łagodniejszy.
Na początku Chi Fang, choć zachowywał się wobec niego uprzejmie, nosił w sobie pewien rodzaj dystansu — nieświadomego lęku zmieszanego z grzecznością. Teraz jednak te bariery stopniowo znikały.
Program nauczania w pierwszej klasie liceum nie był szczególnie obciążający, a że do końca semestru został jeszcze miesiąc, większość przedmiotów przeszła już w tryb powtórek. Chi Fang w końcu odetchnął z ulgą. Po tylu latach przerwy niełatwo było wrócić do podręczników. Gdyby naprawdę był tylko zwykłym nastolatkiem, pewnie dawno by się poddał.
Choć Yu Mo zgodził się na sobotnie korepetycje, to nawet w trakcie lekcji, gdy była taka możliwość, odpowiadał Chi Fangowi na pytania. Za pierwszym razem, gdy uczniowie zauważyli, że Chi Fang o coś go dopytuje, zareagowali zaskoczeniem. Ale kiedy zobaczyli, że Yu Mo rzeczywiście z nim rozmawia — na ich twarzach pojawiło się wręcz niedowierzanie.
W tym zaskoczeniu wielu z nich automatycznie zerkało na dziewczynę siedzącą w pierwszym rzędzie.
Chi Fang rzucił tylko przelotne spojrzenie w jej stronę, po czym znów skupił się na rozmowie z Yu Mo.
— …i dlatego można udowodnić, że te dwa trójkąty są podobne — wyjaśnił Yu Mo, odkładając długopis. — Rozumiesz?
Chi Fang pokręcił głową z uśmiechem.
— Nauczycielu wytłumaczyłeś to świetnie — rzucił z rozbawieniem.
Końcówki uszu Yu Mo, wystające spod włosów, natychmiast się zaczerwieniły. Udając, że nie słyszał komentarza, oddał Chi Fangowi zeszyt z powrotem.
Chi Fang przyjął go z lekkim kiwnięciem głowy, ale jeszcze przez chwilę wpatrywał się w zadanie, zamyślony.
Od dwóch dni, za każdym razem, gdy podchodził do Yu Mo z pytaniem, wzbudzał tym ciekawskie szepty klasowych obserwatorów. Nikt jednak nie miał odwagi zaczepić samego Yu Mo — wybierali więc Chi Fanga jako łatwiejszy cel.
Jemu to nie przeszkadzało. Gdy ktoś pytał, uśmiechał się tylko i odpowiadał:
— Wcześniej nie radziłem sobie zbyt dobrze. Zdarzają się zadania, których po prostu nie rozumiem. A Yu Mo ma świetne wyniki, więc go pytam.
— Zły? Czemu miałby być zły? — zdziwił się, słysząc takie podejrzenie. — Naprawdę nie rozumiem tych zadań, nie robię tego dla zabawy. Yu Mo jest bardzo w porządku i naprawdę cierpliwy.
Wypowiadając to ostatnie zdanie, Chi Fang lekko się zawstydził.
— Znacie moją matematykę… Niektóre z tych zadań są całkiem łatwe, ale sam nie potrafię ich ogarnąć. A Yu Mo nie tylko mi je tłumaczy, ale też pokazuje podobne przykłady.
Ci, którzy przyszli do niego z zamiarem wypytania, spojrzeli po sobie znacząco.
Wychodziło na to, że jeśli ktoś przychodzi do kogoś z pytaniem, które tak naprawdę zna, to tylko się wygłupia. Nic dziwnego, że Yu Mo kiedyś tak dosadnie wyśmiał Zhu Ling.
Chi Fang skutecznie oczyścił reputację Yu Mo, przy okazji rzucając cień na inicjatorkę całego zamieszania. Sam nie miał już ochoty mieszać się w sprawy jakiejś dziewczyny — w końcu Yu Mo był naprawdę wyjątkowy.
Zresztą, jak się później dowiedział od Pang Zifeia, Zhu Ling — choć rzeczywiście była bardzo ładna — miała zwyczaj igrać z uczuciami chłopców z klasy. A cała sytuacja z Yu Mo? Celowo próbowała go ośmieszyć przed innymi.
A od rozpoczęcia roku minęły już ponad dwa miesiące!
Minęło sporo czasu od egzaminu miesięcznego — nawet największe urazy powinny już przeminąć, prawda? Zhu Ling sądziła inaczej. Ona wciąż czuła się skrzywdzona. Dopóki nie uzyska poczucia satysfakcji, Yu Mo musiał ponosić konsekwencje.
Do tego dochodziło jeszcze takie podejście jak u Panga Zifeia — totalna obojętność i niechęć do jakiejkolwiek rozmowy z nią. Gdyby nie to, że Pang był wysoki, postawny, a do tego miał kiepskie oceny, Zhu Ling już dawno by go obrzuciła różnego rodzaju pomówieniami. Tylko przez strach przed nim wstrzymywała się z atakiem.
Chi Fang był coraz bardziej zirytowany, im więcej słyszał na temat tej sprawy. To, że ją ostatnio trochę upokorzył, można było potraktować jako delikatne ostrzeżenie.
Tymczasem w klasie Chi Fang znał już coraz więcej osób. Był przystojny i miał pogodny charakter, więc uczniowie chętnie się z nim trzymali — nawet z Pangiem Zifeiem, którego wcześniej większość się bała. Od początku roku szkolnego Pang nie wdał się jeszcze w żadną bójkę.
Po powrocie do domu, Chi Fang wieczorami odkładał telefon na bok i skupiał się na rozwiązywaniu zadań, żeby później, kiedy się zatnie, nie panikować. Gdy przerobił wszystkie przykłady, których nie rozumiał, wysyłał je jeden po drugim do Yu Mo. Te prostsze Yu Mo tłumaczył od razu, a przy trudniejszych prosił, by Chi Fang zaczekał do następnego dnia — wtedy wyjaśni mu je osobiście w szkole.
Dzięki tej pomocy jego efektywność nauki wyraźnie wzrosła.
W piątkowy poranek, gdy tylko Chi Fang wszedł do klasy, od razu poczuł dziwną atmosferę.
Zhu Ling miała miejsce w pierwszej ławce. Na jej biurku stało kilka ozdobnych pudełek, a ona z wyraźną dumą rozmawiała z koleżankami. Gdy tylko zauważyła Chi Fanga, spiorunowała go wzrokiem i natychmiast zamilkła.
Chi Fang zignorował ją i podszedł do swojej ławki.
Pang Zifei, który siedział za nim, już był na miejscu. Leżał z głową na ramionach i przyglądał się Chi Fangowi z tajemniczym uśmieszkiem, który przyprawił tego drugiego o dreszcze.
— Tyś chyba zgłupiał już, Grubasku — rzucił Chi Fang, odkładając torbę i wkładając ją do szafki pod ławką.
Pang zmarszczył brwi.
— Głupi to ty jesteś… Czekaj, zwolnij! Nawet nie sprawdziłeś, czy coś tam nie leży, tylko od razu wciskasz plecak!
Chi Fang zatrzymał się w pół ruchu. Rzeczywiście poczuł lekki opór, więc spojrzał pod ławkę i zobaczył, że wcisnął torbę wprost na jakieś pudełko, które teraz leżało nieco zgniecione w rogu.
— Co to jest? — zapytał, wyciągając zawiniątko z zaskoczeniem.
Było to małe, elegancko zapakowane pudełko z różową wstążką, a pod nim znajdowała się koperta. Na niej widniał jedynie napis: „Dla Chi Fanga”, bez żadnych innych informacji.
— List miłosny! Jesteś głupi?! — syknął Pang Zifei konspiracyjnym tonem. — Dobrze, że dziś przyszedłem wcześniej! Jak tylko wszedłem, to to już tu leżało, więc wepchnąłem ci do szafki. Gdyby ktoś inny zobaczył, miałbyś niezłe ploty na głowie!
Chi Fang osłupiał.
Jeśli dobrze pamiętał, to w poprzednim życiu nigdy nie dostał listu miłosnego w liceum. A tu, po odrodzeniu… proszę bardzo — miłosny debiut.
Uśmiechnął się i spokojnie schował kopertę oraz pudełko do plecaka.
— Nie otworzysz? — zdziwił się Pang Zifei.
Chi Fang rozejrzał się dookoła i zapytał:
— Ej, dziś jest jakieś święto?
Zerknął rano w kalendarz, ale nic takiego sobie nie przypominał. Był listopad, do świąt Bożego Narodzenia jeszcze miesiąc.
Pang Zifei spojrzał na niego znacząco.
— Co? — zapytał Chi Fang. — Powiedziałem coś nie tak?
— Nie… — westchnął Pang i opadł z rezygnacją na ławkę. — Po prostu dziś jest święto… Święto singli! I zamiast odpoczywać, człowiek znów musi się użerać z parskającymi ze szczęścia zakochańcami!
11 listopada. Dzień Singla.
Zresztą, nie ma co wspominać o żadnych świętach. Dla zakochanych każda okazja to jak Walentynki. Nawet taki Xiao Fang ma już dziewczynę, która za nim lata — to dlaczego jego własna wiosna wciąż nie nadeszła?
Chi Fang przez chwilę nie wiedział, jak zareagować, a potem parsknął śmiechem.
— O czym ty myślisz w tym wieku? Poczekaj, aż dorośniesz.
Pang Zifei prychnął dwa razy i sięgnął po telefon. Tylko gry mogły mu teraz przynieść pociechę… A niech to! Gdy tylko spojrzał na promocje z okazji Dnia Singla, jego twarz posmutniała. Z irytacją wyłączył ekran i postanowił — od dziś się uczę!
Tymczasem fakt, że Chi Fang dostał list miłosny, nie wzbudził żadnej sensacji w klasie. Pang Zifei przyszedł wystarczająco wcześnie i widziało to zaledwie kilka osób. Dzień w szkole upłynął spokojnie, a Pang drapał się z zakłopotaniem w głowę.
— Kto to, u licha? To chyba nie twoja sąsiadka z ławki, co?
Zeng Xiaoying miała dość Panga Zifeia już od rana. Najgorsze było to, że nawet nie wiedziała, o co mu chodzi. Dziewczyna zmarszczyła brwi, z rezygnacją włożyła do uszu słuchawki i udawała, że nic nie słyszy.
— Może Zhu Ling? Albo Zhang Xiaoyan? Hej…
Chi Fang wcisnął jabłko w usta Panga Zifeia i skutecznie go uciszył.
— Nie zgaduj, tylko chodź jeść.
Pang zrobił niezadowoloną minę, ale posłusznie poszedł z nim na stołówkę. Patrzył, jak Chi Fang z uśmiechem zaprasza Yu Mo na wspólny posiłek. Choć na chwilę powstrzymał swoją ciekawość… ale tylko na chwilę. Po chwili znowu zaczął szeptać, analizując każdą dziewczynę z klasy, jedna po drugiej.
Chi Fang westchnął:
— Nie widziałem jej, więc nie wiem, kto to był. Nie pytaj już.
— Ale przecież musisz mieć jakieś podejrzenia! — upierał się Pang.
Chi Fang przewrócił oczami. Od kiedy się odrodził, choć wydawał się blisko z innymi uczniami, w rzeczywistości to tylko z Yu Mo naprawdę się zaprzyjaźnił. Widząc, że Pang nie przestanie, dopóki nie usłyszy konkretnego nazwiska, Chi Fang wzruszył ramionami i rzucił:
— Yu Mo.
Yu Mo, który spokojnie jadł, usłyszał swoje imię i podniósł wzrok.
Chi Fang uśmiechnął się, patrząc na Panga:
— Sam chciałeś, żebym zgadł, prawda? No to zgaduję: Yu Mo.
„???”
Pang Zifei spojrzał na Yu Mo, potem na Chi Fanga, jakby całkowicie zgłupiał.
W końcu wokół Chi Fanga zapadła upragniona cisza. Odwrócił się do Yu Mo, który wyglądał na zupełnie zdezorientowanego, i uśmiechnął się:
— No, jedzmy już.

Wasze wsparcie sprawia, że mogę dalej poświęcać czas i energię na tłumaczenie opowiadań, które tak lubicie. Każdy gest, nawet najmniejszy, pomaga mi utrzymać stronę i rozwijać się w tym, co kocham robić. Jeśli doceniacie moją pracę i chcielibyście wesprzeć mnie w dalszym tworzeniu, serdecznie zapraszam do wpłacenia datku przez Ko-fi. Dzięki Wam mogę dostarczać kolejne rozdziały!
Dziękuję za Waszą życzliwość i wsparcie!