
Bądź na bieżąco!
Jeśli chcesz być informowana/y o nowych rozdziałach kliknij przycisk znajdujący się obok!
Druga szansa - rozdział 25
Po przerwie przypadła lekcja wychowania fizycznego. Kiedy nauczyciel ogłosił czas wolny, Pang Zifei, wbrew zwyczajowi, nie rzucił się od razu po piłkę. Zamiast tego ruszył w stronę Yu Mo. Ten stał nieruchomo, w milczeniu obserwując Pang Zifei.
Pang Zifei zmierzył go wzrokiem od góry do dołu.
Chi Fang natychmiast podszedł i chwycił Panga za ramię, szepcząc z naciskiem:
— Co ty wyprawiasz?!
Pang Zifei spojrzał na niego uspokajająco, po czym zwrócił się do Yu Mo:
— Zagrajmy w kosza, co ty na to?
Yu Mo spojrzał na niego chłodno, bez większej reakcji.
— Trzech na trzech. Ty wybierasz swoją trójkę, ja swoją. Gramy jeden mecz. Przegrany spełnia jedno życzenie zwycięzcy. — Pang Zifei uniósł brwi. — Pasuje?
Yu Mo zerknął na Chi Fanga, który nadal trzymał Panga za ramię, uniósł brwi — i ku zaskoczeniu wszystkich, skinął głową.
— Zgoda.
Chi Fang patrzył oniemiały, jak Yu Mo idzie z Pang Zifei w stronę sali gimnastycznej, po czym pospiesznie ruszył za nimi. Dwóch chłopaków z klasy stało pod jednym z koszy. Dobrze dogadywali się z Pangiem, więc widok Yu Mo idącego razem z nimi nie zdziwił ich specjalnie. Przywitali się od razu.
— To co, gramy?
Pang Zifei skinął głową i zwrócił się do Yu Mo:
— To moi ludzie. Ty wybierz jeszcze dwóch.
Yu Mo pokręcił głową.
Pang Zifei zmarszczył brwi.
— Co jest? Już się wycofujesz?
— Nie. Poradzę sobie sam — odpowiedział spokojnie Yu Mo.
Chi Fang, który właśnie ich dogonił, przypomniał sobie nagle opowieść o członku szkolnej drużyny, który został przez Yu Mo dosłownie „rozbity” na boisku i od tamtej pory na sam widok piłki zaczynał się trząść. Słyszał, że chłopak nie był już w stanie trenować.
Faktycznie, Yu Mo miał ku temu umiejętności, ale Pang Zifei jeszcze o tym nie wiedział. Co prawda obiło mu się o uszy, że ktoś z poza drużyny rozgromił zawodników szkolnej reprezentacji, ale był wtedy zajęty przygotowaniami do turnieju i nie dopytał, kto to był.
— Czyli mną pogardzasz? — oczy Pang Zifeia niebezpiecznie się zwęziły, a każdy, kto go znał, wiedział, że zaczyna się denerwować.
Yu Mo rzucił mu niepewne spojrzenie.
— Ja…
— Czekaj! — Chi Fang gwałtownie przerwał. Znał Yu Mo na tyle dobrze, by wiedzieć, że zaraz powie coś w stylu: „Ja sam wystarczę”. A wtedy Pang Zifei rzeczywiście by się zagotował.
— Chwileczkę, wchodzę do drużyny Yu Mo. Zostaje jeszcze jedno miejsce… — Chi Fang rozejrzał się, aż w końcu jego wzrok rozjaśnił się. — Przewodniczący do spraw sportu! Weźmiemy go i mamy komplet!
Zawołany przewodniczący, który stał z tłumem „oglądaczy”, wyglądał na nieco zdezorientowanego.
Chi Fang nie miał wyjścia. Choć ostatnio częściej rozmawiał z kolegami z klasy, to wciąż nie był z nimi bardzo zżyty. A Yu Mo, po aferze z Zhu Ling, też nie cieszył się dobrą reputacją.
— W porządku — odpowiedział przewodniczący wzruszając ramionami. — I tak miałem ochotę trochę pograć.
Chi Fang odetchnął z ulgą. Yu Mo, choć przerwano mu w pół słowa, zachował spokój. Nie wyglądał na zirytowanego. Za to Pang Zifei zmarszczył brwi, widząc, że Chi Fang zamierza grać.
— Chi Xiaofang, ty chyba naprawdę się uderzyłeś w głowę. Zapomniałeś, co się stało ostatnim razem?
Chi Fang uśmiechnął się i machnął ręką.
— Nic mi nie jest. Zagram tylko dwadzieścia minut.
Pang Zifei nie miał wyboru i pozwolił mu dołączyć, choć jego spojrzenie rzucane w stronę Yu Mo stawało się coraz bardziej nieprzychylne.
Yu Mo spojrzał na Chi Fanga.
— Na pewno wszystko w porządku?
Chi Fang roześmiał się.
— Jasne, już nie boli, nawet guz zniknął.
Yu Mo skinął głową i powiedział cicho:
— Skończę to jak najszybciej.
Chi Fang nie do końca zrozumiał, co Yu Mo miał na myśli, ale zasady zostały już ustalone. Były proste: gra toczy się w systemie trzy na trzy, a ponieważ żadna ze stron nie chciała przeciągać meczu, uzgodniono, że wygrywa drużyna, która jako pierwsza zdobędzie pięćdziesiąt punktów.
Chi Fang znał dwóch chłopaków grających z Pangiem Zifei – często z nim trenowali, więc ich zgranie było naprawdę dobre. A ich własna drużyna…
— Jak gramy? — zapytał przewodniczący do spraw sportu, rozciągając się przed meczem i zerkając na Yu Mo.
Yu Mo ściągnął kurtkę mundurkową i odpowiedział krótko:
— Podawajcie do mnie.
— Co proszę? — zdziwił się przewodniczący, ale zanim zdążył dopytać, Yu Mo ruszył już na środek boiska i stanął naprzeciw Panga Zifei. Ten zaś zlustrował go chłodnym spojrzeniem.
Przewodniczący spojrzał bezradnie na Chi Fanga.
— I co teraz?
Chi Fang zawahał się chwilę, po czym zdecydował się zaufać swojemu „mistrzowi”.
— Po prostu… podawaj piłkę do Yu Mo.
Pang Zifei stał twarzą w twarz z Yu Mo. Na sali panował hałas, Chi Fang stał za Yu Mo, widząc jedynie, jak Pang porusza ustami — wyglądało na to, że coś powiedział. Nie wiedział, co odpowiedział mu Yu Mo, ale twarz Panga złagodniała.
— Gramy! — zawołał ktoś.
Obaj, Yu Mo i Pang Zifei, wyskoczyli jednocześnie do piłki. Choć Pang był naprawdę skoczny, tym razem został w tyle. Yu Mo jako pierwszy przejął piłkę, opadł na ziemię, obrócił się i rzucił…
Piłka wpadła do kosza.
Pang Zifei zamarł, wpatrując się w obręcz.
Czy to… ślepy fart?
Wziął piłkę i stanął z boku boiska. Rozejrzał się, analizując ustawienie graczy. Yu Mo nie ruszył do przodu, nawet nie próbował zablokować pozostałych graczy — stał spokojnie z boku, jakby nie miał zamiaru przeszkadzać.
To musiał być przypadek… prawda?
Niepewny, Pang Zifei porozumiewawczo mrugnął do jednego ze swoich kolegów. Ten niemal niezauważalnie skinął głową.
Po wznowieniu gry, Pang natychmiast ruszył pod kosz. Kolega z drużyny ominął Chi Fanga i podał piłkę w jego stronę.
Pang był gotów złapać i od razu rzucać… gdy nagle przed jego oczami przemknął cień.
Z głośnym łup, piłka została przechwycona przez drugą rękę — nie jego.
Zdumiony, odwrócił się gwałtownie. Yu Mo wyskoczył w górę jak sprężyna, chwycił piłkę jedną ręką i… wykonał potężny wsad prosto do kosza.
Pang Zifei tylko wykrzywił usta bez słowa.
W tle już rozległy się piski dziewczyn kibicujących z boku sali.
W kolejnej rundzie meczu Chi Fang i przewodniczący ds. sportu robili wszystko, by po przechwycie piłki jak najszybciej podać ją do Yu Mo. Skuteczność rzutów Yu Mo przerosła wszelkie oczekiwania — niemal stuprocentowa celność. Pang Zifei potrafił wprawdzie odebrać mu piłkę, ale jego skuteczność w zdobywaniu punktów była zdecydowanie niższa — nie wspominając już o dwóch pozostałych graczach.
Co więcej, Pang Zifei zauważył coś jeszcze: Yu Mo wahał się za każdym razem, gdy musiał wejść w kontakt z innymi graczami.
Ten facet… grając w kosza, też ma obsesję na punkcie czystości?!
Z taką „żywą machiną” jak Yu Mo w drużynie, mecz zakończył się błyskawicznie. Chi Fang przypomniał sobie słowa Yu Mo sprzed gry i uśmiechnął się. Rzeczywiście, poszło szybko. Ledwo się spocił, a u Yu Mo pot na czole był jedynym śladem wysiłku.
Pang Zifei stał w miejscu, łapiąc oddech, z nietęgą miną podszedł do nich.
Chi Fangowi serce stanęło.
Niech to… Pang Zifei nie zamierza chyba wszcząć bójki z Yu Mo?!
Pang spojrzał na Yu Mo, który mimo intensywnego wysiłku wciąż miał na twarzy obojętny wyraz. Tylko kiedy zbliżył się Chi Fang, coś w jego spojrzeniu się zmieniło.
— Wygrałeś — burknął Pang Zifei, rzucił jeszcze spojrzenie na Chi Fanga, który podszedł kilka kroków, i dodał półgłosem — Spokojnie, nie zamierzam go bić.
Po prostu nie mógł znieść tej niezrozumiałej troski Chi Xiaofanga wobec Yu Mo. Co takiego w nim było, że Chi Fang aż tak się o niego martwił?
Chi Fang stał z boku, mrugając niewinnie.
— To co mówiłeś przed meczem, było na serio? — zapytał Pang Zifei, wbijając wzrok w Yu Mo.
Yu Mo skinął głową, ale zamiast patrzeć na Zifeia, przeniósł spojrzenie na Chi Fanga.
— Zawroty głowy?
Chi Fang zdziwił się, ale zaraz uśmiechnął.
— Nie jestem aż taki słaby. Wszystko w porządku.
Pang Zifei przewrócił oczami, patrząc na ich dwójkę:
— Świetnie, a kto się mną przejmie? Przegrałem mecz przy tylu dziewczynach, a żadna się za mną nie ugania!
Chi Fang zaśmiał się:
— To może lepiej zacznij szybko chudnąć — może wtedy wreszcie któraś cię zauważy.
W gruncie rzeczy Pang Zifei był całkiem przystojny — tylko że jego urok ginął pod warstwą tłuszczu.
— Ha ha, bardzo śmieszne — warknął Pang Zifei, zarzucając ramię na ramiona Chi Fanga. — Jesteś szczupły i oblężony przez wielbicielki, a twój brat jest gruby, żeby Ci nie przeszkadzać w podbojach!
Yu Mo rzucił mu chłodne spojrzenie, jego wzrok zatrzymał się na ramieniu Panga Zifei.
Ten aż zadrżał. Odskoczył dwa kroki jak oparzony, ratując swoje życie:
— Dobra, spociłem się. Wracam do klasy.
Chi Fang tylko patrzył, jak Pang Zifei zniknął w tempie godnym uciekiniera, jakby właśnie zobaczył kota, a sam był myszą.
Tymczasem Yu Mo stanął tuż obok Chi Fanga — niby nie dotykając go bezpośrednio, ale czuć było bijące od niego ciepło.
Niepokój Yu Mo znacznie zelżał. Pomyślał o wygranej i o tym, że choć nie zdoła całkowicie odsunąć Pang Zifei od Chi Fanga, to przynajmniej mógł powstrzymać go od zbyt bliskiego kontaktu. To wystarczyło, by jego frustracja się ulotniła.
— Wracamy? — zapytał cicho Yu Mo.
Chi Fang spojrzał na niego, akurat w chwili, gdy w oczach chłopaka błysnęła ulotna iskra uśmiechu. Zamrugał zaskoczony. Uśmiech zniknął równie szybko, jak się pojawił — przez moment Chi Fang był pewien, że tylko mu się wydawało.
— Wracamy, wracamy — odpowiedział, choć przez chwilę miał ochotę jeszcze pograć. Niestety, obie strony boiska były już zajęte, a on nie miał zamiaru robić z siebie widowiska.
Od początku meczu wokół boiska zbierało się coraz więcej osób. Chi Fang rozejrzał się — większość to dziewczyny. Pewnie przyszły dla Yu Mo. Choć na swoim roczniku był już znany jako prymus, w pozostałych klasach był do tej pory anonimowy.
Ale teraz… Chi Fang nie miał złudzeń — dzisiaj Yu Mo stanie się sławny w zupełnie inny sposób.
Kiedy wrócili do klasy, zastali Pang Zifei rozwalonego na ławce. Z przegraną miną wyglądał na zrezygnowanego. Chi Fang już miał go pocieszyć, ale wtedy zauważył, że Zifei odpalił grę mobilną i ze złością zacisnął zęby.
Chi Fang przewrócił oczami i zignorował go.
Pang Zifei odzyskał energię — był impulsywny i choć porażka go zabolała, szybko mu przeszło. Szybko mu się też znudziła gra, więc przerzucił się na przeglądanie grupy czatowej. Ponieważ była pora lekcyjna, nikt się nie odzywał. W końcu odnalazł Yu Mo na liście kontaktów i napisał wiadomość:
Nie nazywaj mnie grubym: Hej, co mam teraz zrobić?
Wysłał wiadomość i zerknął w bok.
Yu Mo dalej czytał.
Pang Zifei przewrócił oczami i wysłał kolejną:
Hej, twoja odpowiedź się przedawniła!
Brak reakcji.
Zrezygnowany, szturchnął Chi Fanga w plecy.
Chi Fang odwrócił się lekko, słysząc, jak Pang narzeka:
— Ten cały Yu Mo to jakiś jaskiniowiec! Nawet telefonu nie ma?!
Chi Fang na to:
— No coś ty, ma przecież.
I wyjął swój telefon, otworzył najnowszy czat i wysłał wiadomość. Prawie w tej samej chwili z telefonu Yu Mo dobiegło ciche ding, ledwo słyszalne w szumie klasy.
Yu Mo podniósł głowę, zerknął najpierw w stronę Chi Fanga, po czym wyjął telefon i odczytał wiadomość.
Pang Zifei zmarszczył brwi. Coś mu nie pasowało, ale nie wiedział co.
Po chwili telefon Chi Fanga zawibrował. Chłopak odczytał wiadomość, odpisał i wyłączył ekran.
Wtedy wreszcie Pang Zifei dostał odpowiedź.
Yu Mo: Trzymaj dystans.
Pang Zifei zbaraniał.
— Co…?

Wasze wsparcie sprawia, że mogę dalej poświęcać czas i energię na tłumaczenie opowiadań, które tak lubicie. Każdy gest, nawet najmniejszy, pomaga mi utrzymać stronę i rozwijać się w tym, co kocham robić. Jeśli doceniacie moją pracę i chcielibyście wesprzeć mnie w dalszym tworzeniu, serdecznie zapraszam do wpłacenia datku przez Ko-fi. Dzięki Wam mogę dostarczać kolejne rozdziały!
Dziękuję za Waszą życzliwość i wsparcie!