wow

Bądź na bieżąco!

Jeśli chcesz być informowana/y o nowych rozdziałach kliknij przycisk znajdujący się obok!

Druga szansa - rozdział 26

Pang Zifei ostatecznie nie był w stanie pojąć toku rozumowania Yu Mo.

Po zakończeniu lekcji pożegnał się z Chi Fangiem i ruszył w swoją stronę.

Chi Fang odpowiedział mu krótko, po czym zaczął pakować podręczniki do plecaka. Zwrócił się jeszcze do Yu Mo:

— Dziś znowu zawracam ci głowę.

Tego popołudnia niespodziewanie zadzwonił do niego kierowca z informacją, że rodzina ciotki Chi Fanga miała wypadek. Ojciec, matka i dwaj starsi bracia natychmiast pojechali do sąsiedniego miasta. Chi Fang musiał więc wracać do willi sam. Nie miał ochoty cisnąć się w  autobusie, więc po prostu zapytał Yu Mo, czy mógłby podwieźć go samochodem.

Yu Mo pokręcił głową i wstał.

— Żaden kłopot.

Kiedy przeczytał wiadomość od Chi Fanga, poczuł cichą radość.

Samochód Yu Mo stał już na poboczu po drugiej stronie drogi. Kierowca — ten sam co poprzednio — nie wydawał się zaskoczony widokiem Chi Fanga wsiadającego do auta, przywitał się z nim uprzejmie i uśmiechnął się życzliwie.

Po zajęciu miejsca na tylnym siedzeniu Chi Fang zamknął oczy, by się uspokoić. Yu Mo wiedział, że chłopak miewa chorobę lokomocyjną, więc wcześniej polecił mu wziąć odpowiedni lek. Sam nie miał nic przeciwko temu, że Chi Fang zasnął — siedział spokojnie obok i obserwował go w ciszy.

Może to przez Dzień Singla, a może przez zwykły pech — na drodze panował spory korek, więc dotarcie do willi zajęło im więcej czasu niż zwykle. W końcu samochód zatrzymał się na rozwidleniu dróg, a Chi Fang bez pośpiechu wysiadł.

Yu Mo spojrzał na niego.

— Jutro o dziesiątej. Będziesz mógł przyjść?

Chi Fang skinął głową:

— Jasne.

Yu Mo patrzył, jak Chi Fang skręca za róg, przechodzi kilka kroków i znika za bramą niebiesko-białej willi. Dopiero wtedy odwrócił wzrok.

Kiedy Chi Fang wszedł do domu, nie zdziwił się, że nikogo nie zastał. Bez towarzystwa nie miał ochoty gotować czegokolwiek skomplikowanego. Zajrzał do lodówki, wyjął kilka jajek i zrobił sobie prosty ryż smażony z jajkiem.

Po kolacji wszedł na górę, wyjął małe pudełko i westchnął. Usiadł na łóżku, rozwiązał wstążkę i otworzył dołączony list. Pismo było staranne i eleganckie, co świadczyło o tym, że autor potraktował sprawę poważnie. Miłość przebijała między wierszami, ale…

Chi Fang zamarł, czytając podpis na końcu.

Yuan Yun… Kto to w ogóle jest?

Zmarszczył brwi i przez dłuższą chwilę próbował przypomnieć sobie, czy znał kogoś o tym imieniu. Zdecydowanie nie był to nikt z jego klasy. Choć z niektórymi osobami nie miał bliższego kontaktu, większość imion kojarzył — a Yuan Yun zdecydowanie do nich nie należała.

Zapytać Pang Zifeia?

W głowie Chi Fanga bezwiednie pojawił się obraz Pang Zifeia z jego wiecznie wścibskim wyrazem twarzy.

Lepiej nie… — Chi Fang szybko porzucił ten pomysł. Jeśli zapyta Pang Zifeia, to następnego dnia cała szkoła będzie o tym gadać.

Chi Fang poczuł lekkie zmartwienie. Nie znał zbyt wielu osób w klasie, a jeśli chłopak zapyta którąś dziewczynę o coś takiego, plotki rozniosą się w mgnieniu oka. Ale skoro nie wiedział, kim była osoba, która dała mu prezent, to jak miał go zwrócić?

Po odrodzeniu Chi Fang miał tylko dwa cele: dostać się na Uniwersytet Pekiński i ochronić rodzinę Chi. Cała reszta… była bez znaczenia.

Znalazł jedną z książek, wsunął list między strony i schował go głęboko.

Inne rzeczy nie miały dla niego wartości.

W rezydencji rodziny Yu.

Zdarzało się rzadko, by rodzice Yu Mo nie mieli żadnych obowiązków w weekend i mogli spędzić z synem czas w domu. W rodzinie Yu panowała podczas posiłków niemal grobowa cisza. Gdy skończyli jeść, Yu Mo – wbrew zwyczajowi – nie poszedł od razu na górę, tylko usiadł przy nich w salonie.

Matka Yu spojrzała na niego z lekkim zdziwieniem.

— Xiao Mo, coś się stało?

Yu Mo zapytał spokojnie:

— Czy jutro będziecie w domu?

To pytanie zaskoczyło matkę. Yu Mo nigdy wcześniej nie interesował się ich planami, a tym bardziej ich nie wypytywał. To był pierwszy raz. Z lekkim zakłopotaniem potrząsnęła głową:

— Rano mamy coś do załatwienia, ale na kolację powinniśmy być.

Yu Mo jedynie przytaknął, po czym zmienił temat:

— Kilka dni temu widziałem się z kuzynem.

— Yu Jian? — zapytała matka.

Yu Mo kiwnął głową.

— Przecież on chodzi do liceum w Yucai, czyż nie? To już w tym roku podchodzi do egzaminów wstępnych? — zamyśliła się matka Yu. — Po co do ciebie przyszedł?

Ojciec Yu Jian nosił to samo nazwisko „Yu”, ale choć formalnie należał do rodziny, w praktyce nikt się tym nie przejmował. W rodzinie Yu obowiązywała prosta zasada: jeśli nie jesteś w stanie udowodnić swojej wartości, to nawet wspólne nazwisko nic nie znaczy.

Ojciec Yu Jiana co prawda miał pewne oszczędności i prowadził interesy, ale jego pozycja nie mogła się równać z główną linią rodu Yu.

Yu Mo pokręcił głową:

— Nie wiem. Zamieniliśmy tylko kilka słów.

Matka Yu przytaknęła, rzuciła ukradkowe spojrzenie mężowi, ale nic nie powiedziała.

Yu Jian rzeczywiście miał podejść do egzaminów wstępnych w przyszłym roku. Jego matka już kilkukrotnie próbowała spotkać się z panią Yu, ale ta zawsze była „zbyt zajęta”. Nic więc dziwnego, że teraz postanowili zwrócić się do Yu Mo…

Wieczorem Yu Mo odrabiał lekcje w swoim pokoju, kiedy po chwili do drzwi zapukała matka. Yu Mo odłożył długopis i podszedł, by otworzyć.

Na twarzy matki Yu malowało się poczucie winy. Westchnęła bezradnie:

— Kochanie, jutro wieczorem raczej nie zdążymy wrócić na kolację.

Yu Mo jedynie skinął głową. Nie wyglądał na zmartwionego i nie dopytywał o szczegóły.

Matka Yu również wyglądała na zakłopotaną. Po rozmowie z synem poszła przedyskutować sprawę z mężem i ostatecznie postanowili jednak spotkać się z krewnymi.

W końcu, to dzięki słowom Yu Mo dowiedziała się o całej sprawie. A skoro Yu Mo się nie odzywał, to ile razy ci ludzie już wcześniej próbowali się do niego zbliżyć? Syn z natury był skryty i niechętnie dzielił się swoimi sprawami. Nie mogła więc niczego od niego wyciągnąć — pozostało jej jedynie zająć się tą drugą stroną.

Kiedy drzwi zamknęły się za matką, Yu Mo wyjął telefon i z niemal dziecięcą radością napisał wiadomość do Chi Fanga:

Yu Mo: Co chciałbyś jutro na kolację?

Chi Fang miał zjeść z nim kolację — to wystarczało, by poprawić Yu Mo nastrój.

Oczywiście, to prawda, że Yu Jian się z nim kontaktował, i że rzeczywiście o coś go pytał. Ale jego matka… Yu Mo widział ją kiedyś na rodzinnym bankiecie. Nie zapadła mu szczególnie w pamięć, poza tym, że wiecznie kręciła się przy jego matce i sprawiała wrażenie, jakby chciała coś powiedzieć, ale się wstrzymywała.

Pewnego razu Yu Mo widyia ją nawet w pobliżu szkoły, ale szybko zmienił trasę, by nie zostać zauważonym.

Matka Yu miała więc całkowitą rację — członkowie dalszej rodziny zaskakująco często próbowali dotrzeć do Yu Mo. Jedni próbowali się podlizać, inni posuwali się do gróźb, ale Yu Mo zawsze pozostawał niewzruszony.

Co do tej konkretnej sytuacji… Yu Mo po prostu chciał zjeść kolację z Chi Fangiem, tylko we dwóch. A co stanie się z rodziną Yu Jian, absolutnie go nie interesowało.

Telefon zawibrował.

Chi Fang: To może ja jutro coś ugotuję? W ramach podziękowania za korepetycje.

Chi Fang patrzył na ekran z lekkim poczuciem winy. W rzeczywistości zupełnie zapomniał, że ostatnio obiecał zjeść z Yu Mo. Całe szczęście, ten że zapytał z wyprzedzeniem — w przeciwnym razie znowu wyszedłby z domu, a Yu Mo byłby rozczarowany.

Yu Mo: OK.

Chi Fang uśmiechnął się i odpisał: To umówione.

Odłożył telefon i stracił ochotę na dalszą naukę. Na myśl o jutrzejszym spotkaniu w domu Yu Mo, pozbierał wszystkie książki z biurka i rzucił się na łóżko, by rozpocząć poszukiwania przepisów.

Yu Mo nie przepadał za ostrymi potrawami, za to lubił nieco słodkawy smak. Chi Fang wyszukał więc kilka przepisów na dania o delikatnym, słodkawym smaku i zapisał je w notatkach na telefonie. Zaplanował, że rano najpierw sprawdzi, co znajduje się w lodówce w domu Yu Mo — a jeśli niczego nie będzie, zawsze może poprosić Zhang Ma, by coś dokupiła.

Noc minęła spokojnie, bez snów.

Jednak następnego dnia, kiedy Chi Fang dotarł do domu Yu Mo, czuł się nieco zdezorientowany. Okazało się, że Yu Mo dał wolne Zhang Ma, więc kobieta wróciła wcześniej do domu.

Yu Mo stał przy drzwiach kuchni, lekko spięty.

— Zadzwonię, żeby wróciła — zaproponował niepewnie.

— Nie trzeba — Chi Fang machnął ręką. W lodówce nie było zbyt wielu produktów, wyglądało na to, że Zhang Ma robiła zakupy tylko na bieżący dzień. Chi Fang uspokoił się, uniósł głowę i zapytał:

— Może być na obiad schab w sosie słodko-kwaśnym? Po południu skoczymy razem do supermarketu po zakupy, a na kolację coś ci jeszcze ugotuję.

Yu Mo skinął głową.

Chi Fang uśmiechnął się i zabrał za przygotowanie mięsa, a potem poszli na górę, by zabrać się za naukę.

Wczoraj zasnął, zanim dokończył pracę domową, więc był trochę w tyle w porównaniu do tego, co robił Yu Mo.

Styl pracy Yu Mo robił ogromne wrażenie — wystarczyło, że spojrzał na zadanie, a już wiedział, jak się za nie zabrać. Kiedy Chi Fang zapytał go, jak do tego doszedł, Yu Mo miał trudność z wyjaśnieniem. Ostatecznie Chi Fang musiał sam się pocieszyć — może to właśnie ta różnica między mną a geniuszem.

Westchnął i właśnie wtedy zauważył, że Yu Mo marszczy brwi, zaglądając do wnętrza swojego plecaka.

— Coś się stało? — zapytał Chi Fang, zerkając przez ramię.

Yu Mo zawahał się i odstawił torbę.

— Zapomniałem podręcznika z matematyki.

Powinien był zabrać go ze sobą poprzedniego dnia, ale teraz nie mógł go znaleźć.

Chi Fang był szczerze zaskoczony. Nie spodziewał się, że nawet taki „boss” może czegoś zapomnieć. Uśmiechnął się, sięgnął do swojej torby, wyjął podręcznik z matematyki i podał go Yu Mo.

— Proszę.

Yu Mo podziękował, przyjął książkę i sięgnął, by ją otworzyć — wtedy zauważył coś w środku.

— Co to jest…? — zapytał, unosząc brwi.

Chi Fang dopiero wtedy uświadomił sobie, że przez przypadek podał mu książkę z włożonym do środka listem. Odchrząknął, sięgnął szybko i wyciągnął kopertę z powrotem.

— Nic takiego. Nieważne.

Wzrok Yu Mo przesunął się spokojnie po kopercie.

Cattuccino

Wasze wsparcie sprawia, że mogę dalej poświęcać czas i energię na tłumaczenie opowiadań, które tak lubicie. Każdy gest, nawet najmniejszy, pomaga mi utrzymać stronę i rozwijać się w tym, co kocham robić. Jeśli doceniacie moją pracę i chcielibyście wesprzeć mnie w dalszym tworzeniu, serdecznie zapraszam do wpłacenia datku przez Ko-fi. Dzięki Wam mogę dostarczać kolejne rozdziały!

Dziękuję za Waszą życzliwość i wsparcie!

Dodaj komentarz