
Bądź na bieżąco!
Jeśli chcesz być informowana/y o nowych rozdziałach kliknij przycisk znajdujący się obok!
Druga szansa - rozdział 27
Przedpołudnie minęło bardzo szybko. W porze obiadowej Chi Fang przygotował dla Yu Mo żeberka w sosie słodko-kwaśnym. Po posiłku obaj posprzątali, a następnie postanowili pójść do pobliskiego supermarketu po składniki na kolację.
W okolicy willowej nie było zbyt wielu sklepów. Chi Fang i Yu Mo przeszli dwie przecznice, aż w końcu dotarli do niewielkiego supermarketu. W środku panował spokój, a klientów było jak na lekarstwo. Chi Fang rozejrzał się i zapytał Yu Mo:
— Na co masz ochotę?
Yu Mo zastanowił się przez chwilę, po czym odpowiedział zwięźle:
— Hot pot… może być?
Chi Fang początkowo chciał przygotować coś bardziej wykwintnego — chciał przecież sprawić Yu Mo przyjemność. A hot pot? Ot, wrzuca się wszystko do garnka i gotowe. Żadnej kulinarnej finezji. Ale gdy zobaczył ciekawość w oczach Yu Mo, uśmiechnął się i skinął głową:
— Jasne, że może być.
Jeśli mają jeść hot pot w domu… Chi Fang sięgnął po paczkę bazy do zupy grzybowej i kilka podstawowych sosów do maczania. Zaprowadził Yu Mo do zamrażarek, podał mu plastikową torebkę i szpatułkę do nakładania:
— Nakładaj, co chcesz.
Yu Mo zamarł z małą łopatką w dłoni. Spuścił wzrok na rzędy mrożonek i wyglądał tak, jakby kompletnie nie wiedział, od czego zacząć.
Chi Fang uśmiechnął się, pochylił i zaczął wskazywać kolejne produkty:
— To są kulki rybne — zrobione z mięsa ryby. A te obok to krewetkowe…
Przechylił lekko głowę i zauważył, jak wzrok Yu Mo podąża za jego palcem, z zaciekawieniem śledząc kolejne składniki. Chi Fang nie mógł powstrzymać uśmiechu.
Z supermarketu wyszli z dwiema siatkami pełnymi zakupów.
Yu Mo spojrzał na wypchaną torbę, którą niósł, i odezwał się z lekkim zakłopotaniem:
— Nie wziąłem za dużo?
Chi Fang uspokoił go:
— Spokojnie. Przecież nie zjemy wszystkiego od razu.
Po tej całej wyprawie wrócili do domu dopiero po piętnastej. Chi Fang poukładał produkty w lodówce i zerknął na zegarek.
— Przejrzę jeszcze trochę zadań, a hot pot zrobimy o piątej, dobrze? — zaproponował.
Yu Mo pokręcił głową:
— Odpocznij trochę.
Chi Fang zamrugał, chcąc jeszcze coś powiedzieć, ale Yu Mo zdążył już popchnąć go w stronę drugiego pokoju. Chi Fang westchnął z rezygnacją — trudno, wizyta w supermarkecie i tak była męcząca. Dziś można sobie darować naukę.
Yu Mo spojrzał, jak Chi Fang zamyka oczy, po czym cicho zamknął za nim drzwi.
Po krótkiej drzemce Chi Fang obudził się i zabrał za przygotowania do kolacji. Najpierw znalazł w kuchni Yu Mo odpowiedni garnek i sprzęty do hot pot, potem talerze. Umył i pokroił wszystkie składniki, a na końcu zawołał Yu Mo do stołu.
Patrząc, jak ten posłusznie podaje talerze, Chi Fang poczuł lekkie wzruszenie. Żeby taki J, który w poprzednim życiu był rekinem świata biznesu, teraz usługiwał mu przy stole… Prawdopodobnie był jedynym, któremu się to udało.
Wszystko było już gotowe, a bulion powoli się zagotowywał.
W przygotowaniu hot pota nie ma wielkiej filozofii — zresztą Yu Mo nie lubił pikantnych smaków, więc Chi Fang jako bazę wybrał delikatny rosół grzybowy. Dodał też kilka gatunków grzybów, które sam lubił. Dla Yu Mo był to pierwszy raz z takim daniem, więc chciał spróbować wszystkiego. Chi Fang początkowo sądził, że sporo zostanie, ale ku jego zdziwieniu — zniknęło wszystko.
Z pełnym brzuchem westchnął ciężko:
— Utyję przez ciebie…
Yu Mo spojrzał na niego z uśmiechem w oczach. Wręcz przeciwnie — uważał, że Chi Fangowi przydałoby się trochę przybrać. Był zdecydowanie za chudy. Ale od razu przypomniał sobie, jak jego ojciec kiedyś zażartował, że mama przytyła, a ona w odwecie pociągnęła go za ucho. Instynktownie dotknął własnego płatka ucha i postanowił: Lepiej nic nie mówić.
Chi Fang nie miał pojęcia, co chodziło Yu Mo po głowie. Leżał rozwalony na kanapie i patrzył na jego brzuch. Przecież on zjadł więcej ode mnie, pomyślał, a nawet nie widać u niego żadnego bębenka.
Czy to właśnie różnica między wielkimi ludźmi a zwykłymi śmiertelnikami…?
Po kolacji obaj stali się nieco ospali. Chi Fang rozłożył się na sofie, ale po chwili się podniósł i zaczął znosić naczynia ze stołu do kuchni.
— Zhang Ma się tym zajmie — zauważył Yu Mo z lekkim zdziwieniem.
Chi Fang uśmiechnął się:
— Wiem, ale nieładnie tak zostawiać wszystko w jadalni. — I tak przecież to tylko chwilka sprzątania, żadna praca.
Yu Mo wciąż tego nie rozumiał. Rzadko kiedy zastanawiał się, jak jego działania wpływają na innych. Chi Fang był jedynym wyjątkiem. Patrząc, jak ten spokojnie porządkuje naczynia, sam wstał i dołączył do niego, pomagając bez słowa.
Po kolacji Chi Fang posiedział jeszcze chwilę, a potem zebrał się do wyjścia. Yu Mo jak zawsze odprowadził go aż do drzwi, zanim sam wrócił na górę.
Kiedy wszedł do swojego pokoju, jego wzrok padł na podręcznik matematyki, który Chi Fang zostawił na stole. Mimo że książka leżała zamknięta, Yu Mo wciąż miał przed oczami moment, gdy wypadł z niej list.
Kto go napisał? Chłopak? Dziewczyna?
Co w nim było? Dlaczego ktoś nie powiedział tego Chi Fangowi wprost? Czy naprawdę było coś, czego nie dało się powiedzieć osobiście lub przez telefon?
Ten list… co tak naprawdę znaczył?
Yu Mo już dawno nie czuł się tak niespokojny. Choć Chi Fang zapewniał, że to nic ważnego, coś mu się w tym wszystkim nie zgadzało. Gdyby to naprawdę było nic istotnego — czy nie wyrzuciłby go od razu? Albo przynajmniej nie trzymałby go w podręczniku jak jakiegoś skarbu? Nawet jeśli zapomniał… przecież Yu Mo sam mógłby ten list wyrzucić.
Zamyślony, nie był w stanie skupić się na lekturze.
Może powinien zapytać Chi Fanga wprost…?
Yu Mo otworzył okno czatu, lecz nie wiedział, jak zacząć rozmowę. Teoretycznie jego relacja z Chi Fangiem była już bardzo dobra — nawet lepsza niż ta, którą miał z Pang Zifei. Chi Fang raczej nie obraziłby się o drobiazg.
A jednak… bał się.
Wpatrywał się w ekran telefonu, gdy ten nagle się rozjaśnił. Yu Mo uniósł wzrok.
To Pang Zifei odezwał się na klasowej grupie.
Yu Mo zmrużył lekko oczy, patrząc na jego imię, po czym nagle otworzył okno prywatnej wiadomości.
Yu Mo: Co z listem do Chi Fanga?
Pang Zifei był dziś na mieście ze znajomymi i przypadkiem znów natknął się na Wang Pengyu. Tamten jak zwykle nie mógł powstrzymać się od szyderstw — najpierw wyśmiał Pang Zifeia, a potem przeszedł do Chi Fanga, mówiąc z pogardą, że jak tylko spadną wyniki końcowe, to Chi Fang będzie musiał klęknąć i nazwać go tatą.
Pang Zifei zagotował się ze złości. Gdyby nie to, że przyjaciel go przytrzymał, Wang Pengyu najpewniej wróciłby do domu z parą pięknych „panda-oczu”.
Dopiero po tym, jak Wang Pengyu się wyszczekał i zniknął, złość Pang Zifeia nieco opadła. Sięgnął po telefon — nowa wiadomość. Rzucił okiem… i aż wybałuszył oczy.
Ten, który zazwyczaj milczał i nigdy nie odzywał się bez potrzeby, naprawdę do niego napisał?!!
Czyżby słońce wzeszło dziś na zachodzie?
Zszokowany, Pang Zifei otworzył wiadomość. Kiedy przeczytał pytanie Yu Mo, uniósł brwi z zainteresowaniem.
Pang Zifei: Chi Xiaofang przeczytał list? Powiedział, kto go napisał?
Spojrzenie Yu Mo pociemniało. A więc Pang Zifei rzeczywiście wiedział o liście.
Yu Mo: Przeczytał, ale nic nie powiedział.
Pang Zifei: No cóż… ale to przecież pierwszy raz, kiedy Chi Xiaofang dostał list miłosny, więc pewnie dobrze go schował.
Spojrzenie Yu Mo zatrzymało się na słowach „list miłosny” i na dłuższą chwilę zastygło bez ruchu. Sam Yu Mo również dostawał takie listy. Mimo że z natury był chłodny i zdystansowany wobec innych, zawsze znalazły się jakieś dziewczyny, które uważały, że taka aura jest „cool”, i śniły o tym, by je zauważył…
A więc to naprawdę był list miłosny.
Kto napisał go do Chi Fanga?
Yu Mo niemal instynktownie chciał zapytać Pang Zifeia — palce już wpisały słowa w okno wiadomości — ale w porę się zatrzymał. Pang Zifei prawdopodobnie i tak nie wiedział, kto był autorem.
Skoro nawet jego nie wtajemniczono, to czy ta osoba była ważna?
Jeśli była… to czemu Chi Fang, zapytany o list, powiedział, że to nic istotnego? Czy to dlatego, że nie ufał Yu Mo na tyle, by mu powiedzieć? Czy to właśnie znaczyło, że są sobie dalecy?
Yu Mo wpatrywał się w ekran. Im dłużej o tym myślał, tym bardziej ogarniało go rozdrażnienie — choć sam nie potrafił powiedzieć, na co dokładnie się złości.
Chi Fang twierdził, że potrzebuje korepetycji. Mówił, że musi się przyłożyć, by dostać się na dobrą uczelnię. A teraz…? Teraz chciał się zakochać?
Co się z nim działo?
No tak, wczesna miłość wpływa negatywnie na naukę, a przecież Chi Fang sam poprosił go o pomoc w nauce. Czy to znaczy, że ma prawo przypomnieć mu o tym, jak zgubne mogą być uczuciowe rozterki w tym wieku…? Skoro sam Chi Fang mówił, że chce się skupić na nauce, a jednocześnie flirtował z kimś za jego plecami — Yu Mo miał pełne prawo być wściekły.
Pang Zifei: Hej, a jeśli Chi Fang naprawdę ucieknie z jakąś dziewczyną, to co? Zostanę z tobą i będziemy zdani tylko na siebie?
Yu Mo zmrużył lekko oczy, po czym odpisał jedno krótkie zdanie i odłożył telefon na bok.
Yu Mo: Do tego nie dojdzie.
Pang Zifei spojrzał na odpowiedź i zmarszczył brwi z konsternacją. Dlaczego miałoby do tego nie dojść? Czyżby Chi Xiaofang miał zostać samotny do końca życia?
Wow, nie spodziewał się, że ten grzeczny i opanowany Yu Mo może tak bezczelnie rzucić na kogoś klątwę wiecznej samotności…

Wasze wsparcie sprawia, że mogę dalej poświęcać czas i energię na tłumaczenie opowiadań, które tak lubicie. Każdy gest, nawet najmniejszy, pomaga mi utrzymać stronę i rozwijać się w tym, co kocham robić. Jeśli doceniacie moją pracę i chcielibyście wesprzeć mnie w dalszym tworzeniu, serdecznie zapraszam do wpłacenia datku przez Ko-fi. Dzięki Wam mogę dostarczać kolejne rozdziały!
Dziękuję za Waszą życzliwość i wsparcie!