Bądź na bieżąco!
Jeśli chcesz być informowana/y o nowych rozdziałach kliknij przycisk znajdujący się obok!
Chorowita piękność mówi dość! - rozdział 29
Jakimś cudem Shang JunLin się zgodził.
Obaj przebrali się w niepozorne stroje, które nie zdradzały ich tożsamości. W towarzystwie Meng Gonggonga i pod dyskretną ochroną Ukrytej Straży Smoka, czuwającej w cieniu, opuścili pałac.
Gdy tylko minęli pałacowe bramy, Shen Yu natychmiast poczuł zmianę atmosfery.
To było zupełnie inne niż cesarski pałac.
Uniósł róg zasłony powozu i wyjrzał na zewnątrz.
Ulice roiły się od ludzi. Stolica tętniła życiem.
W tłumie spacerowały całe rodziny, a zakochane pary tuliły się do siebie, wspólnie chłonąc świąteczną atmosferę. Po obu stronach drogi ciągnęły się niezliczone stragany, mieniące się feerią barw. Wystawione towary były tak różnorodne i olśniewające, że aż trudno było objąć je wzrokiem.
Ludzie wychodzili z krewnymi i przyjaciółmi, by nacieszyć się jedynym w roku pokazem fajerwerków.
Niewielki powóz zdawał się granicą między dwoma światami. Po jednej stronie znajdowało się kipiące życiem miasto, po drugiej — zamknięta przestrzeń, w której siedział Shen Yu. A jednak nawet przez ściany karety niemal czuł puls i żar tego świata na zewnątrz.
Był tak pochłonięty obserwowaniem świata za oknem, że nie zauważył, iż siedzący obok niego Shang JunLin nie odrywał od niego wzroku.
Rozproszone światło wpadające przez okno padało na sylwetkę młodzieńca, sprawiając, że jego twarz, skryta częściowo w cieniu, wydawała się zamglona i odległa. Był na wyciągnięcie ręki — a jednak jakby poza zasięgiem.
Palce Shang JunLina poruszyły się nieznacznie, lecz powstrzymał impuls, by przyciągnąć go do siebie.
Gdy Shen Yu odwrócił się z powrotem, aż kipiał z radości, chcąc się nią podzielić.
— Jego Cesarska Mość, to naprawdę niesamowite.
Shang JunLin odwrócił wzrok na ułamek chwili, tuż zanim spojrzenie młodzieńca padło na niego.
— Mm — odpowiedział cicho. — Czy Szlachetny Monarcha woli właśnie takie miejsce?
— Tak… — przyznał Shen Yu, lecz po chwili namysłu pokręcił głową. — Gdyby jednak codziennie było tu aż tak tłoczno, chyba przestałoby mnie to cieszyć.
Shang JunLin, który dopiero co zaczął rozważać, jak ożywić pałac, natychmiast porzucił ten pomysł.
— Czy jest coś, co Szlachetny Monarcha chciałby zrobić?
— Cokolwiek? — zapytał Shen Yu z wyraźnym entuzjazmem.
Shang JunLin skinął głową.
— W takim razie Jego Cesarska Mość będzie musiał zapłacić — odparł Shen Yu, opierając brodę na dłoni i przyglądając mu się uważnie. — Nie pozwolił mi Jego Cesarska Mość zabrać ze sobą służki, a ja nie mam przy sobie ani jednego miedziaka.
Shang JunLin nie należał do ludzi, których trudno było przekonać.
— Dobrze.
— Mogę chcieć kupić naprawdę dużo rzeczy…
— Ten cesarz sądzi, że ma wystarczająco dużo pieniędzy, by utrzymać Szlachetnego Monarchę.
Powóz nie jechał długo. Zatrzymał się w nieco ustronnym miejscu. Shang JunLin wysiadł pierwszy, po czym wyciągnął rękę, by pomóc Shen Yu zejść na ziemię.
Następnie poprawił mu szaty.
— Poza pałacem nie musisz zwracać się do mnie „Wasza Cesarska Mość”.
— Skoro Wasza Cesarska Mość tak uważa… to jak powinienem cię nazywać? Mężem? A może Ah Lin*?
Shang JunLin uniósł wzrok i napotkał roześmiane oczy Shen Yu.
— Myślę, że „mąż” brzmi dobrze. A co sądzi Szlachetny Monarcha?
— Wolę mówić do Waszej Cesarskiej Mości „Ah Lin”. Na tym świecie niezliczeni ludzie nazywają cię Waszą Cesarską Mością, ale tylko ja mogę mówić do ciebie „Ah Lin”.
— W takim razie ja będę nazywał Szlachetnego Monarchę „Ah Yu”.
Po krótkim odpoczynku obaj weszli na gwarną ulicę.
Aby tłum ich nie rozdzielił, Shang JunLin przez cały czas osłaniał Shen Yu jednym ramieniem.
Mieli na sobie podobne szaty o szerokich rękawach — jeden w ciemnym kolorze, drugi w jasnym — a obaj byli mężczyznami o niezwykłej urodzie. Kiedy szli razem przez tłum, przyciągali niezliczone spojrzenia.
— Młodzi panowie, proszę zaczekać!
Shen Yu właśnie rozmawiał z Shang JunLinem, gdy za plecami usłyszał kobiecy głos i zatrzymał się.
Kiedy obaj się odwrócili, ujrzeli dwie wspaniale ubrane damy zmierzające w ich stronę. Na ich twarzach nie było ani śladu nieśmiałości. Powód, dla którego ich zatrzymały, był aż nazbyt oczywisty.
Obyczaje w Da Huan były dość swobodne, a kobiety nie podlegały wielu ograniczeniom. Jeśli zobaczyły kogoś, kto im się spodobał, te odważniejsze po prostu podchodziły i zagadywały wprost. Każdego roku właśnie o tej porze rodziło się niemało słynnych historii miłosnych — i wiele z nich zaczynało się od śmiałości kobiet.
Tego dnia młodzi mężczyźni i kobiety często wypatrywali sobie przyszłych małżonków. Jeśli wszystko układało się pomyślnie, wracali do domów i prosili rodziny, by udały się z propozycją małżeństwa do domu wybranej osoby. Shen Yu i jego towarzysz trafili właśnie na dwie takie odważniejsze dziewczęta.
Obie strony były coraz bliżej. I w chwili, gdy kobiety miały już rozpocząć lekkie zaloty, mężczyzna stojący obok Shen Yu nagle ujął go za rękę.
Jego pięć palców zostało rozdzielonych bez możliwości protestu. Smukłe, wyraźnie zarysowane palce Shang JunLina powoli wsunęły się między jego własne, aż ich dłonie splotły się ciasno.
Shen Yu uniósł rękę, lecz uścisk nie tylko nie zelżał — przeciwnie, stał się jeszcze mocniejszy.
— Wasza Cesarska Mość? — szepnął.
— Ah Yu użył niewłaściwego imienia — poprawił go Shang JunLin z całkowicie spokojną twarzą.
Pod osłoną szerokich rękawów ich splecione dłonie nie były widoczne. Wtedy jednak Shang JunLin lekko poruszył ramieniem i kobiety idące ku nim wyraźnie zobaczyły złączone palce.
Dwie młode damy spojrzały po sobie i bez trudu odczytały w swoich oczach zakłopotanie. Pierwsze, co zauważyły u tych dwóch młodych panów, to ich uroda i niezwykła prezencja. Chciały sprawdzić, czy mają jakąkolwiek szansę — nie spodziewały się jednak, że ci dwaj okażą się parą.
Starsza z kobiet poczuła się niezręcznie, ale zmusiła się do odezwania.
— Proszę wybaczyć, że przeszkodziłyśmy.
— Przepraszamy za kłopot — dodała szybko druga. — Życzymy obu młodym panom szczęścia.
— Nic się nie stało — odparł Shen Yu z uśmiechem. — Mam nadzieję, że obie panie wkrótce znajdą swoje ukochane osoby.
Po takiej pomyłce jak mogłyby zostać dłużej? Obie kobiety pośpiesznie odeszły.
Shen Yu wybuchnął śmiechem i oparł się o Shang JunLina.
— Uciekły tak szybko. Jak Ah Lin wpadł na taki sposób?
Shang JunLin nie wyglądał na zadowolonego.
— Czy Ah Yu chce powiedzieć, że miał ochotę z nimi porozmawiać?
— Ah Lin, nie oczerniaj mnie. To wszystko dlatego, że Ah Lin zbyt mocno przyciąga uwagę — odparł Shen Yu, ledwie powstrzymując śmiech. Ostatecznie bezwstydnie zrzucił całą winę na Shang JunLina.
— Ah Yu powinien najpierw zastanowić się nad sobą, zanim zacznie mówić. To ja przyciągam uwagę, czy raczej Ah Yu zwabia zbyt wiele ptaków i motyli?
Przypadkiem stali właśnie przed straganem z maskami. Shen Yu pociągnął Shang JunLina bliżej, wybrał maskę wilka i maskę lisa, po czym założył wilczą maskę na twarz Shang JunLina.
— W ten sposób ludzie nie będą mogli cię zobaczyć.
Shen Yu sam założył drugą maskę — lisią.
Maski zasłaniały jedynie górną połowę twarzy. Spod czarnej maski Shang JunLina nadal było widać ostrą linię jego szczęki.
Nie wyglądało na to, by wiele to pomogło.
Shen Yu uniósł brwi i wpatrzył się w mężczyznę, którego twarz została częściowo ukryta. Czarna maska nadawała Shang JunLinowi dziwną, tajemniczą aurę. Jego głębokie oczy kryły się za nią, niebezpieczne i fascynujące zarazem.
Shang JunLin również patrzył na Shen Yu.
Od dawna wiedział, że Shen Yu jest niezwykle piękny — posiadał urodę, która zacierała granice między płciami, lecz nie miała w sobie kobiecej miękkości. Była przepyszna, olśniewająca i niemal agresywna. Jeśli tylko chciał, jednym spojrzeniem potrafił sprawić, że ludzie tracili grunt pod nogami.
Teraz młodzieniec miał na twarzy lisią maskę, zasłaniającą górną połowę oblicza. Była biała, z czerwonym wzorem zarysowanym delikatnymi liniami. Nie zdołała ukryć jego uroku — przeciwnie, dodała mu jeszcze odrobinę kuszącej przewrotności.
Shang JunLin nagle pożałował, że zabrał Shen Yu poza pałac. Ledwie wyszli na ulicę, a już spotkali dwie kobiety. Ile jeszcze par oczu obserwowało ich w ukryciu?
Ciekawości Shen Yu nie przyćmił jednak ten drobny epizod. Kupno masek jakby uruchomiło w nim jakąś ukrytą dźwignię. Pociągnął Shang JunLina za sobą i zaczął obchodzić wszystkie stragany po kolei.
Jedzenie, zabawki, praktyczne drobiazgi — wkrótce Shen Yu miał już całkiem pokaźny łup.
Przechodząc obok stoiska z cukrowymi figurkami, zatrzymał się nagle.
— Czy Ah Lin ma ochotę zjeść cukrową figurkę?
Zanim Shang JunLin zdążył odpowiedzieć, Shen Yu podszedł do małego straganu.
— Czego życzy sobie młody pan? Czegoś, co lata po niebie, biega po ziemi albo pływa w wodzie? Uformuję wszystko, czego młody pan zapragnie.
Shen Yu stanął przed stoiskiem i przez chwilę w milczeniu przyglądał się wystawionym wzorom.
— Jeśli młody pan zechce, mogę też wykonać podobiznę jego i tego młodego dżentelmena — zaproponował sprzedawca cukrowych figurek. Miał bystre oczy; wystarczyło jedno spojrzenie, by zrozumiał, że więź między tymi dwoma zamaskowanymi młodymi panami z pewnością nie jest powierzchowna.
Na te słowa Shen Yu wyraźnie się ożywił.
— Ah Lin, chodź tutaj. Ten starszy pan mówi, że może wyrzeźbić nas obu.
Shang JunLin nie miał innego wyjścia, jak tylko podejść.
Shen Yu wskazał najpierw na Shang JunLina, potem na siebie i zwrócił się do sprzedawcy cukrowych figurek:
— Czy może pan zrobić dwie małe postacie na nasze podobieństwo? A potem jeszcze wilka i lisa?
— Oczywiście, że mogę. Proszę chwilę zaczekać, młodzi panowie.
Shen Yu i Shang JunLin stanęli z boku, obserwując, jak sprzedawca tworzy cukrowe figurki. Było w tym coś niemal magicznego — patrzeć, jak pod jego palcami, krok po kroku, bezkształtna masa cukru przybiera konkretną postać.
— Dziękuję młodym panom za cierpliwość. Oto wasze cukrowe figurki.
W sumie były cztery: dwie ludzkie i dwie zwierzęce. Shen Yu wyciągnął rękę po swoją podobiznę, lecz Shang JunLin był szybszy i zabrał ją pierwszy.
Cesarz odebrał od sprzedawcy wszystkie figurki, po czym wręczył Shen Yu cukrową podobiznę siebie oraz wilka.
Shen Yu nie rozumiał.
— Dlaczego Ah Lin daje mi swoją figurkę?
— Ah Yu jej nie lubi? — Shang JunLin posłusznie wyciągnął rękę, jakby chciał ją odebrać.
Shen Yu natychmiast cofnął dłoń.
— Lubię, lubię. Ale są cztery figurki. Ah Lin nie może mieć wszystkich.
Tak naprawdę Shen Yu nie robiło większej różnicy, którą zje. Wszystkie były z cukru, a więc wszystkie musiały być pyszne.
— To pierwszy raz, kiedy jem cukrowe figurki — powiedział, trzymając małego Shang JunLina i wilka. Po chwili z chrupnięciem odgryzł połowę wilczej głowy.
— Och, naprawdę dobre. Ah Lin też powinien spróbować.
Widząc, że Shang JunLin tylko wpatruje się w cukrową figurkę i milczy, Shen Yu zachęcił go z uśmiechem.
Shang JunLin powoli zjadł małą podobiznę Shen Yu.
Shen Yu zmarszczył brwi, wyraźnie niezadowolony.
— Ja zostawiłem figurkę Ah Lina na koniec. Dlaczego Ah Lin zjadł mnie jako pierwszego?
— Ta była słodsza.
— Naprawdę? Lis i wilk też są urocze. Swoją drogą, ten sprzedawca ma naprawdę zręczne ręce.
Małe postacie i zwierzęta były wykonane z niezwykłą precyzją — żywe, wyraziste, jakby zaraz miały poruszyć się w dłoniach.
Shang JunLin nie przywiązywał do tego większej wagi.
— Jeśli tak bardzo Ci się podoba, możesz zaprosić sprzedawcę do domu.
Zaprosić go do domu? Czyli… zabrać do pałacu?
Shen Yu aż zamarł na tę propozycję.
— Ah Lin nie powinien mnie tak rozpieszczać. Jeszcze mnie zepsujesz.
— Twoje serce jest jasne jak zwierciadło. Jak miałbym cię zepsuć? — Shang JunLin wolną ręką uszczypnął go lekko w policzek.
Gdy młodzieniec jadł cukrową figurkę, jego policzki wydęły się od słodyczy, aż same prosiły się o uszczypnięcie.
— Ah Lin, ty naprawdę… — Shen Yu wymknął się spod jego dokuczliwej dłoni i mruknął pod nosem: — Tego akurat sam nie mogę zagwarantować.
Obaj ruszyli dalej ulicą. Po wcześniejszym nieporozumieniu z dwiema kobietami Shang JunLin trzymał rękę na talii Shen Yu. Ich postawa była tak wyraźnie bliska, że nikt więcej nie odważył się podejść i ich zagadać.
Do rozpoczęcia pokazu fajerwerków zostało jeszcze trochę czasu. Shen Yu i Shang JunLin przechadzali się tu i tam niczym zwyczajni ludzie, korzystając z rzadkiej chwili swobody.
Nagle tłum poruszył się gwałtownie. Shen Yu nie zdążył zareagować i niemal został potrącony. Shang JunLin wyraźnie spochmurniał i natychmiast osłonił go w swoich ramionach.
— Co się dzieje? — Shen Yu opierał się o pierś mężczyzny, a Shang JunLin czuł drżenie jego głosu.
— Zbliża się pora pokazu. Wszyscy szukają dobrego miejsca do oglądania fajerwerków — odparł spokojnie Shang JunLin.
— My też musimy znaleźć dobre miejsce?
— Nie. Kazałem już komuś się tym zająć. Możemy iść tam od razu.
Napór tłumu nieco zelżał i Shen Yu wysunął się z objęć Shang JunLina. Obaj powoli ruszyli dalej przez ulice.
— Piękności, też idziesz oglądać fajerwerki? Może pójdziesz ze mną? Gwarantuję, że zobaczysz najwspanialszy pokaz, bez potrzeby przeciskania się przez tych hałaśliwych prostaków.
Za ich plecami rozległ się lekko frywolny głos. Shen Yu obejrzał się i zobaczył stojącego niedaleko młodego mężczyznę w bogatych szatach. Patrzył na niego z tak łakomym wyrazem twarzy, że niemal ciekła mu ślina.
— Piękności, nie martw się. Nie jestem złym człowiekiem. A jeśli się obawiasz, ten mężczyzna obok ciebie też może iść z nami.
Shen Yu nie mógł uwierzyć własnym uszom. Spojrzał na Shang JunLina z niedowierzaniem.
Czy ten człowiek mówił poważnie?
Ten typ naprawdę próbował porwać kogoś sprzed nosa samego cesarza???
*Ah – słówko dodawane przed imieniem bardzo bliskiej osoby.
Słowo od tłumacza:
Przepraszam za zwłokę w tłumaczeniach, ale większość czasu spędzam w delegacjach za granicą i ciężko mi usiąść do komputera po 8 godzinach pracy przed komputerem ;D Obiecuję, że postaram się o większą częstotliwość publikacji 🙂 Miłego czytania

Wasze wsparcie sprawia, że mogę dalej poświęcać czas i energię na tłumaczenie opowiadań, które tak lubicie. Każdy gest, nawet najmniejszy, pomaga mi utrzymać stronę i rozwijać się w tym, co kocham robić. Jeśli doceniacie moją pracę i chcielibyście wesprzeć mnie w dalszym tworzeniu, serdecznie zapraszam do wpłacenia datku przez Ko-fi. Dzięki Wam mogę dostarczać kolejne rozdziały!
Dziękuję za Waszą życzliwość i wsparcie!
