Bądź na bieżąco!
Jeśli chcesz być informowana/y o nowych rozdziałach kliknij przycisk znajdujący się obok!
Chorowita piękność mówi dość! - rozdział 30
Gdy Shang JunLin usłyszał słowa tamtego mężczyzny, jego twarz natychmiast spochmurniała. Jednak kiedy Shen Yu odwrócił się, by na niego spojrzeć, cesarz zdążył już przybrać zwykły, pozbawiony wyrazu spokój.
Mimo to Shen Yu wyczuł jego niezadowolenie.
Im mniej Shang JunLin je okazywał, tym wyraźniej zdradzało to głębię jego gniewu.
Początkowo Shen Yu poczuł się urażony, ale gdy usłyszał kolejne słowa tamtego człowieka, uznał całą sytuację za zabawną. Proszę bardzo — istnieli jednak ludzie tak zaślepieni pożądaniem, że sami pchali się prosto w objęcia śmierci.
Nieczęsto zdarzało się widzieć Jego Cesarską Mość w takim gniewie.
Shen Yu przysunął się bliżej Shang JunLina, trącił go lekko w ramię i zapytał półgłosem:
— Ah Lin, jak się czujesz, kiedy po raz pierwszy ktoś próbuje cię obrabować na ulicy?
— Ah Yu wcale nie wygląda na rozgniewanego — odparł Shang JunLin równie cicho.
— Oczywiście, że jestem zły. Ale wiem, że Ah Lin wymierzy im sprawiedliwość. Poza tym nie sądzę, by warto było denerwować się słowami jakiegoś błazna. Czy Jego Cesarska Mość jest niezadowolony?
Shang JunLin rzeczywiście był niezadowolony, lecz nie z powodu, który podejrzewał Shen Yu. Gniewało go to, że ktoś ośmielił się pożądać Shen Yu. Jak ten człowiek śmiał mieć takie myśli wobec jego Szlachetnego Monarchy?
Mężczyzna stojący naprzeciwko nich najwyraźniej nie miał pojęcia, kogo właśnie sprowokował. Widząc, że obaj szepczą między sobą, uznał, że rozważają jego propozycję, i nabrał jeszcze większego zapału.
— Widzicie przecież, ile tu ludzi. Nawet jeśli się pośpieszycie, możecie nie znaleźć dobrego miejsca do oglądania pokazu, a gdy nadejdzie czas, tłum będzie was popychał ze wszystkich stron. Jeśli pójdziecie ze mną, unikniecie tych niedogodności. Zapewniam, u mnie nie ma ścisku. Co więcej, widok jest najlepszy.
Jeden ze służących natychmiast dodał:
— Dokładnie tak, jak mówi nasz młody pan. Powinniście docenić zaszczyt, jaki was spotkał. Macie szczęście, że nasz młody pan raczył was zaprosić.
Shen Yu coraz bardziej ciekawiło, kim właściwie jest ten wystrojony młodzieniec. W cesarskiej stolicy nie brakowało wpływowych osób. Ktoś bez żadnego zaplecza nie odważyłby się mówić w taki sposób.
— Czy Ah Lin wie, kto to jest?
— Nie.
Shen Yu również go nie rozpoznawał. W poprzednim życiu, działając dla Króla Yue, miał do czynienia z wieloma dostojnikami, ale nigdy nie spotkał takiej osoby. Być może potężna była jedynie jego rodzina, a sam młodzieniec nie miał żadnych osiągnięć.
— Nawet cię nie znamy. Skoro zapraszasz nas gdzieś ze sobą, czy nie powinieneś najpierw się przedstawić?
— To rzeczywiście moje niedopatrzenie. — Młodzieniec uniósł brodę z zadowoleniem. — No dalej, powiedzcie im, kim jestem.
— Nasz młody pan to Qian MingFu, prawowity syn rodu Qian. W przyszłości prawowita siostra naszego młodego pana wejdzie do pałacu i zostanie cesarzową — oznajmił młody sługa z wyraźną dumą na twarzy.
Cóż za zbieg okoliczności. Ród Qian był rodziną ze strony matki tej młodej kobiety, którą Król Li tak usilnie próbował wprowadzić do haremu Shang JunLina.
— Ah Lin, jak myślisz, co właściwie dzieje się z rodziną Qian? Dlaczego ten młody pan i tamta młoda dama są tak niecierpliwi…?
— Ród Qian ma naprawdę wielki apetyt — przerwał mu Shang JunLin. — Jak myślisz Ah Yu? Tak czy nie?
Shen Yu znał rodzinę Qian. Za panowania poprzedniego cesarza była jedynie pomniejszym rodem w stolicy. Później jedna z córek Qianów została konkubiną Króla Li. Gdy Shang JunLin wstępował na tron, Król Li postawił na właściwą stronę, a łódź rodu Qian uniosła się wraz z przypływem. Dzięki wsparciu Króla Li ich wpływy z roku na rok rosły.
— Myślę, że Ah Lin powiedziałby, iż niegodni powinni ustąpić miejsca cnotliwym — odparł Shen Yu.
Dzięki machinacjom Króla Li wielu młodszych członków rodziny Qian objęło urzędy. Gdyby rzeczywiście mieli zdolności, nie byłoby w tym nic złego. Lecz jeśli potrafili jedynie napełniać własne kieszenie, lepiej byłoby, aby jak najszybciej zwolnili swoje stanowiska.
Qian MingFu uznał, że obaj mężczyźni są oszołomieni jego pochodzeniem. Jego odurzony pięknem umysł wreszcie odrobinę otrzeźwiał, ale nadal nie zamierzał się poddać.
Wystarczyło jedno spojrzenie ponad tłumem, by zakochał się w młodzieńcu w lisiej masce. Widział tylko połowę twarzy Shen Yu — tę część odsłoniętą pod maską — lecz delikatna linia jego szczęki i wąska talia skryta pod szatami już zdołały zawładnąć jego sercem i duszą.
Widział w życiu wiele piękności i od razu poznał, że ten młodzieniec jest rzadkim, wyjątkowym okazem — o wiele bardziej kuszącym niż ktokolwiek, kogo dotąd zdołał posmakować.
Gdy Qian MingFu pomyślał, że młodzieniec może pochodzić z wpływowej rodziny, zrozumiał, że nie może działać zbyt nachalnie. Na początek wystarczyło go udobruchać kilkoma ładnie brzmiącymi słowami. A kiedy już znajdą się na jego terenie… będzie mógł zrobić, co zechce.
Miał w takich sprawach doświadczenie i doskonale wiedział, jak osładzać słowa, by omamić wybraną ofiarę.
Shen Yu udał, że dał się przekonać.
— Może więc pójdziemy i zobaczymy?
Shang JunLin nie wiedział, co dokładnie planuje Shen Yu, ale był pewien, że potrafi go ochronić, dlatego nie zaprotestował.
Widząc, że obaj przystali na jego propozycję, Qian MingFu wyraźnie się ucieszył. Natychmiast kazał swojemu słudze prowadzić.
Miejscem, o którym mówił, było górne piętro restauracji, częściowo otwarte na nocne powietrze. Shen Yu stanął na podwyższeniu i spojrzał ku niebu.
— To naprawdę dobre miejsce — westchnął.
Widok był szeroki i niczym nieprzesłonięty. Gdy rozpoczną się fajerwerki, będzie można podziwiać je w pełni, bez tłumu wokół. Ale znaczyło to również, że jeśli ktoś spróbuje tutaj czegoś niegodziwego, trudno będzie wezwać pomoc.
Obsługa restauracji wniosła na górę wyborne wino i potrawy. Gdy upewnili się, że gościom niczego więcej nie potrzeba, cicho się wycofali.
— Jak miejsce wybrane przez Ah Lina wypada w porównaniu z tym? — zapytał Shen Yu. Gdyby nie obecność tego irytującego człowieka, uznałby, że to naprawdę doskonały punkt do oglądania fajerwerków.
— Jeśli Ah Yu się podoba, możemy oglądać stąd.
Shen Yu i Shang JunLin siedzieli blisko siebie, rozmawiając tak swobodnie, jakby Qian MingFu w ogóle nie istniał. Ten zaś czekał z narastającą niecierpliwością. Nie zaprosił ich tutaj po to, by patrzeć, jak we dwoje cieszą się swoim towarzystwem.
Nalał dwa kielichy wina i podszedł do nich.
— Skoro los pozwolił nam się spotkać, pozwólcie, że wzniosę toast.
Shen Yu nie przyjął kielicha.
Shang JunLin co prawda wziął jeden, lecz nawet nie umoczył w nim ust. Odstawił go prosto na stół.
Twarz Qian MingFu wykrzywiła się nieprzyjemnie.
— Panowie, co to ma znaczyć?
Zamierzał najpierw użyć łagodniejszych metod, lecz wyglądało na to, że nie będzie to możliwe.
Shen Yu zdawał się nie dostrzegać jego gniewu.
— Nic szczególnego. Mam słabe zdrowie, więc nie mogę pić.
— A on?
— On? — Shen Yu zerknął na Shang JunLina z lekkim uśmiechem. — Zapewne po prostu nie chce. W końcu kto wie, czy w winie nie ma czegoś, czego być tam nie powinno?
— Sugerujesz, że dosypałem coś do wina? — Na twarzy Qian MingFu pojawił się złowrogi uśmiech. — Chciałem załatwić to po dobroci, ale najwyraźniej nie wiecie, jak należy się zachować. Nie miejcie więc pretensji do tego młodego pana za to, co zaraz nastąpi.
— Ludzie! Brać ich!
Shen Yu i Shang JunLin pozostali spokojnie na swoich miejscach.
Odczekali chwilę.
Nikt z ludzi, których wzywał Qian MingFu, się nie pojawił.
Shen Yu oparł policzek na dłoni i uśmiechnął się leniwie.
— Och nie, Młody Panie Qian… Może powinieneś krzyknąć trochę głośniej? Kto wie, może cię nie usłyszeli.
Kiedy Qian MingFu zobaczył, jak spokojni pozostają obaj mężczyźni, ogarnęła go panika.
— Co wy próbujecie zrobić? Czy w ogóle wiecie, kim jestem?!
— Czy to nie my powinniśmy zadać to pytanie? — odparł Shen Yu. — Qian MingFu, wyglądasz na kogoś z dużym doświadczeniem w takich sprawach. Ilu mężczyzn i kobiet zdążyłeś już oszukać?
— Wiesz, że moim wujem jest Król Li? Nie boicie się, że Król Li was dopadnie?!
— Król Li? — Shen Yu roześmiał się cicho. — Król Li nie potrafi nawet ochronić samego siebie. Zamiast straszyć nas zemstą, lepiej martw się o własną skórę.
Shen Yu wstał i wyszedł zza stołu. Z każdym jego krokiem Qian MingFu cofał się o krok.
Aby ułatwić sobie „zabawę”, Qian MingFu wcześniej odprawił wszystkich ludzi. Zamierzał odurzyć ich winem, a potem zrobić, co mu się podoba. Nie przewidział jednak, że od samego początku całkowicie unikną jego pułapki.
Może… może od początku to zaplanowali!
Gdy ta myśl przemknęła mu przez głowę, wściekłość zalała go jak ogień.
Blask świec padał z góry, oświetlając połowę twarzy Shen Yu. Qian MingFu spojrzał na oblicze częściowo ukryte pod maską i podsycony gniewem nagle odzyskał odwagę. Wyciągnął rękę, chcąc zerwać maskę z twarzy Shen Yu.
Chciał zobaczyć, kim naprawdę jest ten człowiek!
Był zbyt wściekły, by tak po prostu odpuścić.
Zanim jednak zdążył dotknąć Shen Yu, przez powietrze śmignęła pałeczka.
— Aaa!
Qian MingFu chwycił przebitą dłoń i zatoczył się na bok.
Shang JunLin podszedł powoli, spoglądając na niego z góry lodowatym wzrokiem.
— Kto pozwolił ci go dotknąć?
Qian MingFu syknął z bólu.
— Jak śmiesz! Nie pozwolę wam odejść cało!
— Doprawdy? — Shen Yu podszedł bliżej i nadepnął stopą na jego ranę. — Boli?
Gdy Shen Yu mówił, kąciki jego ust unosiły się lekko, jakby odnalazł w tej sytuacji coś niezwykle zajmującego. Nacisnął stopą odrobinę mocniej, a chłód w jego oczach pogłębił się jeszcze bardziej.
Qian MingFu cierpiał tak bardzo, że zgiął się wpół i nie był w stanie wydusić z siebie ani słowa.
— Na ten ból zasłużyłeś. Czy kiedykolwiek pomyślałeś o cierpieniu ludzi, na których żerowałeś? Ich ból był sto, tysiąc razy większy od twojego.
— Kto śmie znęcać się nad moim synem?!
Drzwi zostały gwałtownie pchnięte. W progu stanął mężczyzna w średnim wieku, ubrany w błękitne szaty urzędnika, a za nim grupa żołnierzy w mundurach.
Gdy zobaczył, co dzieje się w środku, gwałtownie wciągnął powietrze.
— Jak oni śmią być tak zuchwali! Natychmiast ich pojmać! Ten urzędnik chce wiedzieć, kto odważył się podnieść rękę na rodzinę Qian!
Zanim jednak jego ludzie zdążyli zrobić choćby krok, inny oddział — świetnie wyszkolonych mężczyzn w czerni — otoczył wszystkich obecnych.
Shang JunLin powoli i starannie poprawił poluzowaną maskę Shen Yu, a dopiero potem odwrócił się do przybyłego.
— Minister Qian ma naprawdę imponującą władzę.
Mówiąc to, spokojnie zdjął maskę z własnej twarzy.
— Wa… Wasza Cesarska Mość? — nogi Ministra Qiana natychmiast ugięły się pod nim i padł na kolana. — Ten… ten minister nie wiedział… nie wiedział, że to Wasza Cesarska Mość. Błagam o przebaczenie!
Pod koniec głos trząsł mu się tak bardzo, że nie dało się tego ukryć.
Gdy Qian MingFu usłyszał słowa ojca, oczy uciekły mu w głąb czaszki i natychmiast zemdlał.
Nie było jasne, czy z bólu, czy ze strachu.
Minister Qian klęczał na ziemi, pochylając się coraz niżej.
— Ten sługa nie miał pojęcia, że mój syn obraził Waszą Cesarską Mość. Ten sługa z pewnością surowo go ukarze i nauczy właściwego zachowania. Błagam Waszą Cesarską Mość o łaskę…
Bez względu na to, jak bardzo Minister Qian kochał tego syna, w tej chwili serce miał pełne goryczy. Jego syn mógł sprowokować kogokolwiek, a jednak musiał sprowokować samego cesarza! Czyżby martwił się, że jego rodzina ma się zbyt dobrze?
Nawet jeśli Minister Qian byłby w stanie przeboleć śmierć syna, nie mógł zignorować zagłady całego rodu Qian. Modlił się tylko, by Qian MingFu nie zdążył doprowadzić do prawdziwej katastrofy.
Zacisnął zęby i mówił dalej:
— Wasza Cesarska Mość może zrobić z moim synem, co uzna za stosowne. Błagam tylko, by nie wciągać w to niewinnych…
— Słowa Ministra Qiana są doprawdy interesujące — odezwał się Shen Yu z kpiącym uśmiechem. — Co dokładnie masz na myśli, prosząc Jego Cesarską Mość, by „nie wciągał niewinnych”? Czy cesarz ma przymknąć oko na to, że wasza rodzina od lat gnębi innych?
Gdyby on i Jego Cesarska Mość nie pojawili się tu dzisiaj, czy ofiarą nie padłby ktoś inny?
Czy tamta osoba zasłużyłaby na to, by zostać zniszczona przez takiego śmiecia?
— Ten sługa…
— Minister Qian nie musi już nic mówić — przerwał mu Shen Yu spokojnie. — Jego Cesarska Mość potrafi jasno oddzielić sprawy publiczne od prywatnych. Co zaś tyczy się twojego syna i rodu Qian… z pewnością zostanie ustalone, kto jest niewinny, a kto nie.
Minister Qian osunął się bezwładnie na ziemię. Król Li był zbyt pochłonięty własnymi problemami, by mu pomóc. Prawdę mówiąc, nikt nie był już w stanie ich ocalić.
— Czas — powiedział nagle Shang JunLin spokojnym głosem.
Shen Yu drgnął lekko.
— Na co?
— Chodź ze mną.
Shang JunLin ujął go za rękę i poprowadził ku miejscu, z którego rozciągał się szeroki widok.
Niemal w tej samej chwili, gdy tam dotarli, rozległ się głuchy huk.
Na czarnym niebie rozkwitły ogromne fajerwerki, jeden po drugim, rozświetlając noc tak jasno, jakby nagle nastał dzień. Strugi kolorowego światła spływały z góry niczym blask z krainy nieśmiertelnych.
Hałas ludzkich głosów odpłynął w dal, pozostawiając jedynie olbrzymie kwiaty ognia zawieszone w ciemności — między niebem a ziemią.
— Ah Yu, szczęśliwego Nowego Roku.
Pośród huku eksplozji lekko niski, magnetyczny głos Shang JunLina zabrzmiał wyjątkowo wyraźnie.
Shen Yu zmrużył oczy, a w ich głębi odbiły się tysiące rozkwitających świateł.
— Ah Lin, szczęśliwego Nowego Roku.
W tej jednej chwili nie byli cesarzem i Szlachetnym Monarchą.
Byli po prostu sobą.

Wasze wsparcie sprawia, że mogę dalej poświęcać czas i energię na tłumaczenie opowiadań, które tak lubicie. Każdy gest, nawet najmniejszy, pomaga mi utrzymać stronę i rozwijać się w tym, co kocham robić. Jeśli doceniacie moją pracę i chcielibyście wesprzeć mnie w dalszym tworzeniu, serdecznie zapraszam do wpłacenia datku przez Ko-fi. Dzięki Wam mogę dostarczać kolejne rozdziały!
Dziękuję za Waszą życzliwość i wsparcie!
